Filmy

"Pier***cie się..." - tak Uwe Boll dziękuje widzom za finansowe wsparcie. A w zasadzie jego brak

PW
Paweł Winiarski
15

Uwe Boll jest chyba najbardziej znienawidzonym reżyserem. Praktycznie każdy jego film spotykał się z ostrą krytyką - a w związku z tym, że obrazy często traktowały o grach, gracze nie zostawiali na nim suchej nitki. Nikogo nie powinny więc dziwić jego porażki w serwisach crowdfundingowych. Jego nato...

Uwe Boll jest chyba najbardziej znienawidzonym reżyserem. Praktycznie każdy jego film spotykał się z ostrą krytyką - a w związku z tym, że obrazy często traktowały o grach, gracze nie zostawiali na nim suchej nitki. Nikogo nie powinny więc dziwić jego porażki w serwisach crowdfundingowych. Jego natomiast zdziwiły.

Szybkie przypomnienie na czym polegają zbiórki społecznościowe. Autor ma pomysł na film, płytę, gadżet czy cokolwiek innego, ale nie ma na niego pieniędzy. Zakłada więc akcję, na której zbierane są finanse. Wspierający kupują przysłowiowego kota w worku, finansują projekt ze swoich kieszeni, a za to otrzymują najczęściej sprzęt, czy obraz przed premierą. Przede wszystkim jednak pomagają sfinalizować projekt. W zależności wysokości wpłaconej kwoty, "zakupiony" produkt jest bogatszy. Czasem poza samym produktem są to oficjalne podziękowania, innym razem gadżety, takie jak kubki, czy koszulki. Akcja ma swój limit czasowy. Jeśli kwota zostanie zebrana, akcja uznawana jest za udaną.

Uwe Boll, znany przede wszystkim z kiepskich ekranizacji gier (Postal, BloodRayne, Alone in the Dark, Far Cry). Postanowił skorzystać z dobrodziejstw tego typu zbiórek. Kilka razy. Kontynuacja Postala zebrała 29 tysięcy dolarów, Boll potrzebował pół miliona. Akcję dotyczącą jego najnowszego filmu, Rampage 3: No Mercy, ustalono na 50 tysięcy dolarów, na trzy dni przed końcem udało się zgromadzić jedynie połowę tej kwoty. Każdy normalny człowiek odebrałby to jako sygnał - "Uwe, nie chcemy Twoich filmów, daj sobie z nimi spokój". Szczególnie, że ta sama zbiórka na Indiegogo również nie wypaliła. Ale Boll widocznie nie jest normalnym człowiekiem, bo nieźle odpłynął.

Pier***cie się wszyscy. Wygląda na to, że nikogo nie obchodzi Rampage 3, więc może nie powinienem go robić. Mam wystarczająco dużo pieniędzy by grać w golfa aż do śmierci.

Takimi słowami Boll podziękował zarówno tym, którzy jego zbiórkę "olali", jak i tym, którzy pieniądze wpłacili.

Chciałem stworzyć Rampage 3, bo to bardzo ważny film. Ale wygląda na to, że łatwiej jest Wam dać 600 tysięcy dolarów by nakręcić film o jakimś niedorozwiniętym czarodzieju w lesie albo dziadowskim Marvel Avengers. Więc żegnajcie i żegnaj Hollywoodzie.

Mówiąc szczerze, ja odetchnąłem z ulgą. Z czystej ciekawości obejrzałem prawie wszystkie filmy Bolla i niestety nie znalazłem w nich nic ciekawego. A lubię ekranizacje gier - w tym temacie pierwszy Mortal Kombat wyznaczył jednak standard, do którego mało komu udało się nawet zbliżyć.

Wracając jednak do wypowiedzi Uwe Bolla. Kompletny brak szacunku do widzów na pewno nie wpłynie dobrze na jego wizerunek, choć bez wątpienia da mu darmową reklamę. Najgorsze jednak w tym wszystkim jest to, że on tak naprawdę ma trochę racji.

I choć jego kampanie nie są tego przykładem, wskazał na ciekawą rzecz. Jestem pewien, że na serwisach crowdfundingowych przepadło wiele świetnych pomysłów. Czasem tylko dlatego, że media w odpowiednim czasie nie podchwyciły tematu i nie pomogły projektowi wypłynąć do szerszej publiczności. No bo skąd ci biedni ludzie mają wiedzieć, że jest coś fajnego do wsparcia?

grafika: 1, 2

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

KickStarterCrowdfunding