Mortal Kombat 4 był początkiem końca świetnej serii. Przynajmniej dla fanów, którzy z każdą kolejna odsłoną jeszcze bardziej rozkładali ręce pytając – „co się właściwie dzieje?” Potem przyszedł rok 2011 i restart serii. Było dużo obaw, ale po premierze przecieraliśmy oczy ze zdziwienia. Serię dotknęła jakaś magiczna ręka, która sprawiła że Mortal Kombat powrócił na […]

Mortal Kombat 4 był początkiem końca świetnej serii. Przynajmniej dla fanów, którzy z każdą kolejna odsłoną jeszcze bardziej rozkładali ręce pytając – „co się właściwie dzieje?” Potem przyszedł rok 2011 i restart serii. Było dużo obaw, ale po premierze przecieraliśmy oczy ze zdziwienia. Serię dotknęła jakaś magiczna ręka, która sprawiła że Mortal Kombat powrócił na właściwy tor. Więcej – to jeden z najlepszych restartów jaki kiedykolwiek trafił na półki sklepowe. Kultowi bohaterowie, znana historia, ale poprowadzona tak, że ciężko było odejść od konsoli czy komputera. Seria doczekała się też wreszcie trybu kampanii z prawdziwego zdarzenia.

Mówi się, że po wielkim triumfie często przychodzi wielka porażka. Dlatego względem Mortal Kombat X wszyscy mieliśmy tyle samo nadziei, co i obaw. Na szczęście twórcy udostępniali na tyle dużo materiałów przed premierą, że wiedzieliśmy czego się spodziewać. – świetnego tytułu. I faktycznie taką grę dostaliśmy.

Paweł: Nowi bohaterowie pomieszani ze starą gwardią to dość odważny pomysł, szczególnie że ciężko przebić charyzmą takie postacie jak Sub Zero, Scorpion czy Johnny Cage. Podobała Ci się opowieść, w której pierwsze skrzypce grają dzieciaki?

Tomek: Jak dla mnie te wszystkie postaci dzieciaków zostały zrobione trochę na siłę. Trudno o bardziej nijaką postać od Cassie Cage. Pozostali nie są dużo lepsi. Rozumiem, że trzeba było wymyślić coś świeżego, bo wałkowanie tych samych twarzy kolejny raz z rzędu mogłoby nie wyjść grze na dobre. I to kierunek jak najbardziej właściwy. Gdyby tak tylko nowi bohaterowie byli bardziej barwni i nie robieni na jedno kopyto. A niestety mogą tylko czyścić buty takim weteranom, jak Jax, Mileena, Sub Zero czy Scorpion. Choć nie wszystkie, bo kreacja D’Vorah, nowe wcielenie Ermaca i Erron Black wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie (mimo, ze ten ostatni pasuje do tego uniwersum jak pięść do nosa).

Podoba mi się natomiast sposób prowadzenia fabuły. Model filmu przeplatanego walkami się sprawdził i tutaj znów wraca do łask. W rezultacie dostajemy 4-5 godzinną, kolejną kinową odsłonę Mortal Kombat, która bije na głowę dwie pełnometrażowe ekranizacje z dużego ekranu. Dodanie do tego wszystkiego sekwencji QTE czyni całość naprawdę przyjemną w odbiorze i intensywną. Po ukończeniu fabuły czuję się po prostu zaspokojony i usatysfakcjonowany.

Paweł: Trochę popłynąłeś z tymi ekranizacjami – pierwsza odsłona to wciąż najlepszy film na podstawie gry i skoro nic się w tej kwestii nie zmieniło od 1995 roku, raczej się już nie zmieni. Na pewno kampania jest fajniej poprowadzona niż w poprzednim Mortalu, co oczywiście nie znaczy, że tamta była zła. Tu jest szybciej, spójniej i ciekawiej. Cassie jest super, ale doskonale wiem o co Ci chodzi. Dramatu oczywiście nie ma, ale twórcy mogli dłużej posiedzieć nad córką Johnnego. Wizualnie to klon matki (Sonya), choć w kwestii ciosów bliżej jej do ojca. Brak jej jednak jakiejś iskry, charakterystycznej cechy, przez którą mogłaby stanąć dumnie obok starej gwardii. Niestety córka Jaxa wypada jeszcze gorzej – fajnie się nią gra, ale kompletnie nie zapada w pamięć. O niej zapomnę najszybciej. Doceniam jednak pomysł autorów, fani od dawna zastanawiali się jak mogłyby wyglądać dzieciaki ich ukochanych bohaterów. Można było jednak popłynąć bardziej i wymyślić im ciekawsze wcielenia.

Nie masz jednak wrażenia, że trochę przekombinowano system walki? Najpierw w kampanii, a potem w dalszej zabawie praktycznie niekorzystałem z wariacji stylu walki. Wybierałem jeden, a następnie trzymałem się go kurczowo. Nie traktuję tego oczywiście jako minus – zawsze lepiej mieć czegoś więcej i nie korzystać niż płakać nad czymś, czego nie wprowadzono. Bardzo podoba mi się natomiast znane z Injustice wykorzystanie elementów otoczenia. Złapanie wroga za głowę i wbicie mu jej w ścianę albo siarczyste kopnięcie napędzane siła pochodzącą z bujania się na lianie – dla mnie bomba.











Tomek: Albo rzut staruszką, której za każdym razem jest mi żal. Trzeba przyznać, że to wyszło im naprawdę dobrze. Ogólnie nowe areny robią bardzo pozytywne wrażenie – każda jest unikatowa i niepowtarzalna, a przy tym tak zaprojektowana, by nie zlewać się z bohaterami na pierwszym planie.

System walki do mnie trafia w całości. Fakt, style też jakoś nie porwały mnie na tyle, żeby nimi żonglować, ale to przyjemny dodatek trochę urozmaicający zabawę. Oczarowała mnie natomiast liczba kombinacji i kombosów, którymi dysponuje każda postać. Jest tego naprawdę dużo i nie sposób opanować ich w kilka dni. Tu trzeba miesięcy treningów i doskonalenia.

A dodaj do tego jeszcze te wszystkie tryby. Kampania fabularna to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Zabawa rozkręca się na dobre przy tych wszystkich wieżach: klasycznych, przetrwania lub z losowymi modyfikatorami. W zależności od wybranej postaci ukończenie wieży kończy się inną animacją przedstawiającą jej historię. Aż chce się grać. No i system frakcji, który również całkiem fajnie zaprojektowano: codzienne zadania, dodatkowe tryby i idące za tym bonusy doskonale urozmaicają zabawę, sprawiając, że Mortal Kombat X nie staje się szybko grą tylko “na dwa pady”, ale ciągle ma sporo do zaoferowania pojedynczemu graczowi.

Paweł: Wieże rządzą i zapewniają masę zabawy. Choć kampanię i tak przejdę sobie jeszcze raz. Podoba mi się jak dużo czasu spędzono na projektowaniu wykończeń – każdy ma po dwa fatale (a ich odblokowywanie jest fajne) i niektóre naprawdę robią wrażenie. Co najważniejsze, każde pasuje do postaci, która je wykonuje. Do tego są niesamowicie udźwiękowione – poziom brutalności w ostatnim Mortalu sięgnął zenitu, jeśli mogę tak powiedzieć. Zdecydowanie nie jest to gra dla dzieciaków.

Choć w Mortal Kombat najważniejsza jest walka, to muszę powiedzieć Ci w tajemnicy, że trochę wkręciłem się w zdobywanie wirtualnej waluty i wydawanie jej w krypcie. Fakt, można trafić na takie nieudane zakupy jak szkice koncepcyjne czy fanarty, ale odblokowywanie brutality i fatality daje frajdę, choć chyba więcej zabawy mam z przymierzaniem nowych strojów. Podejrzewam, że nigdy nie zbiorę tyle pieniędzy, by odblokować wszystko, ale to niezły sposób na wydłużenie zabawy i zatrzymanie gracza na dłużej. Są jeszcze mikrotransakcje – o kupowaniu łatwych fatality już rozmawialiśmy i pisaliśmy, dlatego może już je pomińmy. Z tego co wiem, kupiłeś Goro i to od razu. Warto?

Tomek: Ciiii, to tajemnica z tym Goro. A tak serio, to jest on chyba najbardziej przepakowaną postacią w całej grze i jednocześnie najłatwiejszą do opanowania. Nie ukrywam rozczarowania, bo spodziewałem się raczej czegoś bardziej wyważonego. No ale Goro to Goro – za 17 złotych nie było mi żal. Z drugiej strony dlaczego nie wbudowano go w grę od samego początku?

Zachłanność twórców jest porażająca i moim zdaniem to największa wada nowego Mortala. Te łatwe fatality to tylko początek. Dodaj do tego cały sklepik wbudowany w grę, gdzie w miarę upływu czasu mają się pojawiać nowe stroje, postaci i inne dodatki. Już teraz za jakiś strój dla Sub-Zero trzeba zapłacić 7 złotych, a za Kombat Pack będący swoistym Season Passem (choć pewnie niekompletnym, jak znam życie, bo inaczej nazywałby się Season Pass, a nie Kombat Pack) – 123 złote. Widać, ze Mortal Kombat X będzie dla jego twórców skarbonką przez jakiś rok albo dłużej.

Paweł: Zupełnie pominęliśmy warstwę wizualną nowego Mortal Kombat. Mówi się, że nie oprawa jest najważniejsza, ale sam przyznasz że najnowsza odsłona serii wygląda świetnie. Pełne HD i 60 klatek animacji na sekundę “robią robotę”, szczególnie ilość klatek. Gra jest bardzo szybka i chyba zobaczyłem to w pełnej krasie przy którymś z modyfikatorów w wieżach – zdarza się tam czasem, że czas zwalnia. Potem powróciłem do normalnego starcia i zrozumiałem, że to jeden z najmocniejszych elementów gry. Ale w trybie kampanii nie wszystko dopracowano. Zdarzają się śliczne tekstury, by po chwili ekran zaatakował jakimś odpadem graficznym. Może to kwestia wersji konsolowej (graliśmy na PS4 i Xbox One), ale rzuca się czasem w oczy. Mam też wrażenie, że w niektórych scenkach przerywnikowych postacie wyglądają gorzej niż we właściwej rozgrywce. Trochę się oczywiście czepiam, żeby nie przedstawiać nowego Mortal Kombat w idealnym świetle. To naprawdę bardzo ładna i dopracowana pod względem graficznym gra.

Tomek: Kto ma FHD to ma FHD. Na Xboksie jest upscaling w poziomie z 1360 px do FHD. Ale przyznaję, ze gra wygląda naprawdę ładnie. Zdarzają się niedoróbki, ale nie wpływają one na komfort zabawy i nie psują tego dobrego wrażenia.

To co? Ja daję 9/10 i tytuł najlepszego Mortala od czasów trójki i jej wariacji. Bawiłem się doskonale. Jestem przekonany, że będę wracał i odstresowywał się przy wieżach, frakcjach i kolejnych starciach. Jak zwykle jednak prawdziwa magia Mortala uwolni się, gdy na wieczór wpadnie kilku znajomych. Jestem mile zaskoczony, a wręcz nawet zachwycony. Dychy nie ma, bo autorzy są za bardzo zachłanni, ale to chyba teraz taka moda na dojenie graczy.

Paweł: Zgadzam się z Tobą całkowicie. W pełni zasłużone 9/10 i tytuł najlepszego Mortala od czasów trójki. Wydawało mi się, że nie można zrobić trójwymiarowego MK lepiej niż pokazała to poprzednia odsłona, jednak udało się tamten produkt przebić. Trzymam kciuki, żeby online działał lepiej niż teraz i przyspieszam decyzję o zakupie drugiego pada. Proponuję też przynieść którąś z konsol do redakcji i zrobić sobie mortalowe nadgodziny – najlepiej takie do rana.