Telefony

Pamiętacie swój pierwszy telefon? Mój był naprawdę dziwny

Tomasz Szwast
58

Siemens S55, czyli mój pierwszy telefon to jedno z tych urządzeń elektronicznych, które wspominam wyjątkowo ciepło. Choć był telefonem z wyższej półki cenowej, miał kilka irytujących mankamentów, obok których ciężko było przejść obojętnie. Mimo tego, coś w sobie ma.

Czy pamiętacie jeszcze dzień, w którym staliście się użytkownikami Waszego pierwszego telefonu? W moim przypadku, od tego momentu minęło już niespełna 20 lat a wciąż wydaje mi się, jakby to było wczoraj. Cóż, dla żywo zainteresowanego nowymi technologiami dziecka to było nie lada wydarzenie. Oto bowiem nadszedł moment niezależności. Odtąd nie musiałem już dzielić telefonu komórkowego z rodzicami - miałem swój. I to nie byle jaki! Można powiedzieć, że w tamtych czasach uchodził wręcz za urządzenie flagowe. Jaki to telefon? Siemens S55, czyli przedstawiciel ówczesnej najwyższej półki niemieckiego producenta elektroniki. Jak się sprawował i co oferował? O tym chciałbym Wam pokrótce opowiedzieć.

Gdyby sam powrót do marki Siemens i urządzenia, które w tym roku skończy 20 lat był niewystarczającym powodem dla obecnych trzydziestolatków, by choć na chwilę wrócić wspomnieniami do czasów młodości, dorzucę jeszcze kilka. Tak się składa, że mój egzemplarz kupiony został w salonie sieci Idea, która dopiero dwa lata później przeszła rebranding by stać się częścią globalnej marki Orange. Podobnie jak nie ma już Idei, nie ma też w Polsce sklepów Tesco, a właśnie w takim sklepie mieścił się salon, w którym Siemens S55 trafił w moje ręce. Co więcej, telefon nabyty został w ramach oferty mix, czyli kontraktu na określoną ilość doładowań o minimalnej wartości. Ten rodzaj umowy jest dziś spotykany coraz rzadziej, jednak wciąż można znaleźć go w ofercie operatorów. Aż wypadałoby zanucić za Marylą Rodowicz, że to już było i nie wróci więcej. Cóż, czasu nie zatrzyma nikt a rynek urządzeń mobilnych wygląda zupełnie inaczej niż 20 lat temu. Na całe szczęście pozostały wspomnienia, a jest do czego wracać...

Siemens S55 - flagowiec sprzed epoki smartfonów

Jakim urządzeniem był Siemens S55? Wydawać by się mogło, że litera S w nazwie świadczy o tym, że praktycznie kompletnym. Swoją drogą, zgodnie z deklaracjami producenta, to miał być jeden z tych wszystkomających telefonów, w których specyfikacji technicznej próżno szukać mankamentów. Niestety, rzeczywistość nie była tak różowa, a Siemens nie ustrzegł się kilku wpadek, przez co S55 stał się naprawdę dziwnym telefonem. Niemniej, jako pierwszy telefon, z którego korzystałem ja i tylko ja, był więcej niż zadowalający. Pamiętajmy, że wciąż mówimy o czasach, kiedy absolutna większość użytkowanych telefonów miała monochromatyczne wyświetlacze. Tutaj jakieś kolory się pojawiły, choć było ich bardzo mało.

Tak, Siemens S55 miał kolorowy wyświetlacz, choć z jego jakością było naprawdę przeciętnie, żeby nie powiedzieć bardzo słabo. Znacząco odstawał chociażby od wprowadzonej na rynek w tym samym roku Nokii 7650. Jej ekran był w stanie zaprezentować obraz w 4096 kolorach, podczas gdy matryca Siemensa S55 wyświetlała jedynie 256 kolorów. Dołóżmy do tego jeszcze śmieszną rozdzielczość 101 na 80 pikseli i możemy sobie wyobrazić, że był to jeden z najgorszych, kolorowych ekranów jakie kiedykolwiek trafiły do telefonów. Na tym jednak wcale nie koniec mankamentów tego urządzenia. Choć konkurencja, a nawet inne modele marki Siemens, potrafiły odtwarzać muzykę z plików MP3 i oferowały obsługę kart pamięci, by móc rozszerzyć przestrzeń na multimedia, tutaj nie mogliśmy liczyć na żadne z tych udogodnień. Czego jeszcze nie potrafił Siemens S55? Robić zdjęć o ile nie podłączyliśmy do niego dołączanego aparatu. Na szczęście ten, przynajmniej w moim przypadku, był w zestawie i  można było zrobić zdjęcie. Swoją drogą, między innymi za sprawą wbudowanej lampy błyskowej, całkiem niezłej (jak na ówczesne czasy) jakości.

Na tym jednak lista wad Siemensa S55 wcale nie miała zamiaru się skończyć. Czego jeszcze brakowało telefonowi, który miał podbić serca najbardziej wymagających użytkowników? Chociażby odpowiednio wysokiej jakości wykonania. Niestety, sam dwukrotnie zmagałem się z problemem odpadających klawiszy, przez co mój egzemplarz trafiał do serwisu. Między innymi problemy z trwałością przesądziły o tym, że tuż po zakończeniu umowy z Ideą (Orange) rodzice sprawili mi nowy, zbliżony specyfikacją telefon - Nokię 6610i. Tam już nie trzeba było dołączać aparatu - był wbudowany.

Tak wyglądał Siemens S55 fot. Old Phones World / YouTube

Dlaczego zatem nazwałem Siemensa S55 urządzeniem niemal kompletnym, skoro miał tak poważne braki w kwestii multimediów i jakości wykonania? Mając na uwadze, że mamy do czynienia ze zwykłym telefonem bez systemu operacyjnego, jego oprogramowanie było naprawdę imponujące, oczywiście jak na końcówkę 2002 roku, kiedy debiutował na rynku. Trzyzakresowa łączność GSM, która wówczas nie była jeszcze standardem, pozwalała na pracę zarówno na terenie Europy jak i Stanów Zjednoczonych. Telefon obsługiwał łączność GPRS, dzięki czemu możliwe było korzystanie z prostej przeglądarki internetowej a także wbudowanego w oprogramowanie klienta poczty e-mail.

Kolejnym atutem były stosunkowo szerokie możliwości personalizacji. Można było, między innymi, połączyć telefon z komputerem i zgrać do jego pamięci polifoniczne dzwonki. Użytkownik otrzymywał kilka predefiniowanych profili ustawień, z możliwością edycji, by jak najlepiej dostosować je do indywidualnych preferencji. Jak przystało na telefon bez systemu operacyjnego i dużego ekranu, kilka dni pracy na baterii nie stanowiło żadnego problemu. Specyfikację dopełniała obsługa łączności bezprzewodowej w standardzie IdDA i Bluetooth. Ten ostatni służył, przede wszystkim, do podłączenia zestawu słuchawkowego i głośnomówiącego.

Ten ekran serio był straszny fot. Old Phones World / YouTube

Pierwszy telefon był jednym z lepszych, jakie miałem

Obiektywnie, Siemens S55 był dobrym telefonem, który znalazł szerokie grono nabywców. Choć dedykowany był, w pierwszej kolejności, użytkownikom biznesowym, świetnie sprawdził się również jako telefon dla nastolatka, czego sam doświadczyłem. Przyznam szczerze, że poza przymusowymi przerwami na wymianę klawiatury korzystało mi się z niego po prostu bardzo dobrze. Można było z niego zadzwonić, odebrać połączenie i wysłać SMSa, a nawet MMSa, co nie miało wówczas większego znaczenia, bo i tak stosunkowo niewielka grupa posiadaczy telefonów dysponowała na tyle nowymi modelami, by móc je odebrać. Do komunikacji z rówieśnikami i rodzicami był więcej niż wystarczający.

Na kilka dodatkowych słów zasługuje to, przez co Siemensa S55 nazywam dziwnym telefonem - dołączany aparat. Jak to działało? Dość specyficznie, przez co rozwiązanie nie było szczytem praktyczności. Moduł dołączanego aparatu składał się z czterech głównych elementów - obiektywu, wizjera, lampy błyskowej i wtyczki pozwalającej na podłączenie go do gniazda w telefonie. I tak, choć zdjęcia były zapisywane w pamięci telefonu, do ich wykonania nie można było używać wbudowanego wyświetlacza. Z tego powodu w moduł aparatu wbudowano wizjer pomagający uchwycić właściwy kadr.

Jak wspomniałem wcześniej, nie było to szczególnie praktyczne rozwiązanie, przez co mój aparat zdecydowaną większość czasu spędził w fabrycznym pudełku. Stało się tak przede wszystkim dlatego, że co z tego, że zrobiłem zdjęcie telefonem, jak właściwie nie miałem komu go wysłać. Z resztą, zdecydowanie lepszą jakość prezentował aparat cyfrowy, dlatego skoro tak czy tak miałem brać ze sobą dodatkowe urządzenie, wolałem po prostu zabrać aparat niż dodatek do Siemensa S55.

Mimo tego wszystkiego, choć może bardziej z sentymentu za dawnymi czasami i latami młodości, wspominam to urządzenie bardzo miło. Czy dlatego, że było pierwsze? W jakimś ułamku pewnie tak. Podobnie jak z tego powodu, że można było używać go do tego, co wówczas było najważniejsze - dzwonienia i wysyłania SMSów. Swoją drogą, zarówno połączenia jak i SMSY, zwłaszcza w taryfach mix, były dość drogie, dlatego po telefon sięgało się stosunkowo rzadko.

A to jego dołączany aparat. fot. Old Phones World / YouTube

Choć w swoim życiu korzystałem jeszcze z kilku telefonów, niektórych tylko przez krótki okres czasu, to właśnie Siemens S55 jest jednym z tych, które zapamiętałem najlepiej. Zaryzykuję mówiąc, że był to mój numer dwa. Który telefon zajął pierwsze miejsce w moim osobistym rankingu? Gdybym tylko ją miał, byłaby to Nokia N-Gage, którą darzyłem absolutnym uwielbieniem. Niestety, nigdy nie trafiła w moje ręce na dłużej niż chwilę. W takiej sytuacji został nim Sony Ericsson K800i, który przez wiele długich lat bił na głowę jakością zdjęć wiele nowszych telefonów, a nawet pierwszych smartfonów. O nim jednak planuję odrębny materiał, by jeszcze na chwilę móc powrócić do czasów zbierania pierwszych doświadczeń związanych z rynkiem urządzeń mobilnych.

Standardowo swoje wspomnienia kończę pytaniem do Was. Jaki był Wasz pierwszy telefon? Jak go wspominacie? Tak ciepło, jak ja, czy może wolelibyście zapomnieć i skupić się wyłącznie na tym, co oferują współczesne smartfony? Komentarze są Wasze.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu