18

Pamiętacie kroczące roboty Google? Firma chce się ich pozbyć

Zaledwie kilka tygodni temu pisałem o nowym filmie opublikowanym przez Boston Dynamics, a ukazującym wyczyny robota, którego stworzyli. Nie tylko ja pisałem - ten film obiegł świat wzdłuż i wszerz. Znowu pojawiły się pytania czy ludzie pracujący nad tymi maszynami zapewnią nam rzeczywistość podobną do tej z Terminatora. A w najlepszym wypadku, czy powinniśmy rozglądać się za alternatywną pracą, bo obecną zabierze robot. W tle tych rozważań pojawiało się Google lub nadrzędna spółka Alphabet. Okazuje się jednak, że gigant z Mountain View ma już dość Boston Dynamics i szuka kupca na ten biznes...

Dużo było szumu, gdy Google kupowało tę firmę pod koniec 2013 roku. Kiedy ludzie dowiedzieli się, czym zajmuje się to przedsiębiorstwo, jakie są efekty prac, kiedy zobaczyli filmy prezentujące roboty, to z jednej strony dało się słyszeć „wow”, a z drugiej nie brakowało głosów ludzi oburzonych czy przerażonych. Szybko pojawiły się porównania do Skynet, zaczęto pytać, kiedy nastąpi „dzień sądu” znany z serii filmów Terminator. Sprawa o tyle ciekawa, że tymi projektami interesowało się wojsko – to jeszcze mocniej podkręcało zainteresowanie, ale i krytykę.

Tym razem media nie piszą jednak o nowych maszynach tworzonych przez BD, o nowym szefie projektu czy kolejnych inwestycjach – pojawiły się doniesienia, iż Google szuka kupca na ten biznes. Wymienia się już nawet potencjalnych kupców: należące do motoryzacyjnego giganta Toyota Research Institute oraz Amazon. W obu przypadkach nie powinno to dziwić, bo te firmy również pracują nad robotami. Ale dlaczego Google, a teraz już Alphabet chce się pozbyć BD, za które kilka lat temu zapłaciło kilkaset milionów dolarów? Sprawa jest ponoć złożona.

Przede wszystkim należy wskazać na pieniądze. Zarówno te, które trzeba inwestować w projekt, jak i te, które można na tym zarobić. Tworzenie robotów jest kapitałochłonne, a przy tym wydaje się mało prawdopodobne, by w ciągu najbliższych kilku lat firma zaczęła na tym zarabiać. Zyski przewidziane są w znacznie dłuższej perspektywie. Dłuższej niż Internet z balonów czy dronów, dłuższej niż autonomiczne samochody. Sprawa staje zatem pod znakiem zapytania z ekonomicznego punktu widzenia.

Dalej mamy kwestie personalne i organizacyjne. Szeregi Google/Alphabet opuścił jakiś czas temu Andy Rubin, twórca Androida, który po zielonym robocie wziął się właśnie za roboty. A gdy jego zabrakło, zaczęły się kłopoty, odejścia, sprzeczki. Niektórzy spodziewali się, że Boston Dynamics oraz inne firmy zajmujące się robotami, a przejęte przez Google, utworzą w ramach Alphabet oddzielny biznes. Tak się jednak nie stało. Samo BD nie chciało się integrować z tymi innymi biznesami, a decydenci wrzucili je do oddziału Google X i na jakiś czas przerwali marzenia o autonomii. To było wyciszenie, ale nie usunięcie problemu.

Pojawia się jeszcze kwestia PR. Korporacja z Mountain View nie chce być ponoć kojarzona z „robotami, które mogą zabrać pracę” albo „robotami, które przypominają Terminatora”. Porównania do Skynet zupełnie jej nie pasują, a zyski płynące z rozwijania maszyn nie rekompensują strat wizerunkowych. Możliwe, że samojezdne roboty w magazynach Amazonu stwarzają dla nas większe zagrożenie, bo szybciej odbiorą sporo miejsc pracy, lecz to urządzenia Boston Dynamics stały się symbolem niebezpieczeństwa.

Na razie brak konkretów dotyczących sprzedaży, nie wiadomo, czy to postanowione. Plotki nie biorą się jednak znikąd, jednocześnie nie jest tajemnicą, że Google bez większego sentymentu zamyka lub sprzedaje projekty i biznesy, które uznaje za mało perspektywiczne. Jeżeli zatem w tym przypadku bilans zysków i strat, nawet tych przyszłych, jest ujemny, to klamka pewnie zapadnie. Ciekawe, kto przygarnie interes pod swoje skrzydła?