43

OnePlus 6T jest świetny, ale nie zamierzam przesiadać się na niego z OnePlus 6

OnePlus 6T został właśnie oficjalnie zaprezentowany. Czy jako posiadacz OnePlusa 6 widzę w ogóle sens przesiadki na nowszy model? Nie.

W wakacje zaryzykowałem i zrezygnowałem z popularnych flagowców na rzecz dużo tańszego „flagowca” firmy OnePlus. Spędziłem kilka lat ze smartfonami Samsunga i byłem z nich bardzo zadowolony, choć ostatni z nich – Samsung Galaxy S7 Edge miał kilka wad. To jednak świetny smartfon, którego warto kupić nawet dziś.

Po dwóch miesiącach z OnePlus 6 nagrałem dla Was recenzję wideo. Nie jest to idealny telefon, ale jeśli spojrzeć na jego cenę, szczególnie pod kątem możliwościoraz fantastycznej płynności działania, cały czas uważam, że był to bardzo dobry wybór. I gdybym miał cofnąć się w czasie i kupić go jeszcze raz – nie wahałbym się nawet chwili.

Nie ukrywam, że jako nowy użytkownik OnePlusa, który kupił swojego OP6 kilka miesięcy po premierze, niespecjalnie podoba mi się to, że firma tak szybko wypuszcza ulepszony model z dopiskiem T. Po obejrzeniu trochę nudnej (ale merytorycznej) konferencji premierowej nowego smartfona utwierdziłem się w przekonaniu, że w zupełności wystarczy mi posiadany smartfon i najwcześniej wymienię go dopiero po premierze modelu z numerem 7.

Dlaczego nie wymienię OnePlus 6 na OnePlus 6T?

Czy przeniesienie czytnika linii papilarnych z plecków smarartfona pod ekran to rewolucja warta przesiadki? A może mniejszy notch, dzięki któremu zamiast poziomego wcięcia mamy łezkę? No nie bardzo.

Generalnie odbiór konferencji jest prosty – OnePlus 6 był fajny, działał bardzo dobrze. OnePlus 6T jest fajniejszy i działa jeszcze lepiej. No cóż, pozostaje więc wierzyć na słowo. Albo poczekać na pierwsze porównania, bo tak naprawdę dopiero one dadzą odpowiedź na pytanie czy warto zmieniać urządzenie mając tegoroczny model.

Na pokazie zaprezentowano ciekawie prezentujący się tryb Nightscape, który ulepszy zdjęcia robione nocą. OnePlusy nie są mistrzami fotografii – owszem, to porządne aparaty, jednak wciąż daleko im do tego, co oferuje Apple, Samsung czy ostatnio Huawei, który wszedł z przytupem na podium z napisem „najlepszy aparat w smartfonie”. Sęk w tym, że na koniec pokazu nowego algorytmu przedstawiciel OnePlusa wprost powiedział, że…trafi on również do OnePlusa 6. Dla mnie bomba, ale nie jestem pewien czy w z marketingowego punktu widzenia to taki świetny pomysł. Jest to bowiem jeden z elementów, który mógłby pomóc sprzedać OP6T. I pomoże, ale nie zachęci do przesiadki z OP6. Pewne jest jednak to, że zdjęcia wykonane OnePlus 6T będą lepsze – pewnie niewiele lepsze od OP6, bo i różnica w samych aparatach nie jest specjalnie duża. Natomiast światło na poziomie F/1.7 względem F/2.0 może w kryzysowych sytuacjach uratować zdjęcie.

Płynność działania OnePlusa 6, patrząc na cenę urządzenia, to kosmos. Serio. Miałem w dłoniach wiele dużo droższych urządzeń z Androidem i nawet po wyciągnięciu z pudełka nie mają szans z OnePlusem 6. Podczas gdy konkurencja zaczyna „przymulać” już po kilku miesiącach, nie zauważyłem by mój OP6 miał tego typu problemu. Zerkam więc na specyfikację OnePlusa 6T i nie widzę tu zmian, które miałyby wpłynąć na wzrost prędkości i jakości działania nowego modelu. Nieźle zapowiada się SmartBoost, dzięki któremu chociażby gra mają działać lepiej – a do tego skracać czas ładowania. Musiałbym jednak zobaczyć bezpośrednie porównanie obu urządzeń, usiąść przy nich ze stoperem – sprawdzić jak faktycznie wpływa to na granie. Tylko czy przy świetnie działającym smartfonie drobne poprawki w czasach ładowania naprawdę tak wiele zmieniają? Nigdy nie wierzę zapewnieniom na konferencji, taki już jestem.

Na pewno dużym plusem względem modelu OnePus 6 jest większa bateria. Dodatkowe 400 mAh przełoży się na dodatkowe godziny pracy. Nie żebym narzekał na swój model – nie zdarzyło się jeszcze by mnie zawiódł i rozładował się przed nocą, ale większą baterię zawsze witam z otwartymi ramionami.

Jestem wielkim fanem „nowych” sposobów odblokowywania smartfona. Z uśmiechem na ustach pożegnałem klasyczny kod pin, nigdy nie przepadałem też za wzorami malowanymi na ekranie. Dlatego chętnie korzystałem z fizycznych czytników linii papilarnych, przy okazji OnePlus 6 bardzo dobrze sprawdza się rozpoznawanie twarzy. O ile oczywiście pomaga mu dobre światło – w ciemnym pomieszczeniu nie zawsze wszystko działa tak, jak trzeba. Ale to wciąż nie jest doskonała technologia i mam wrażenie, że wciąż to Apple będzie wyznaczał standard. Ale patrząc na to ile czujników wsadzono w tego nieszczęsnego notcha – bez dużego wcięcia nie ma chyba szans na idealne działanie technologii.

Bardzo podoba mi się natomiast zmniejszony notch, który przestał być wreszcie paskiem. Oczywiście wciąż coś psuje wizualnie bezramkowość, jedna ekran jak najbardziej na plus. Czy to jednak powód do przesiadki? W żadnym wypadku. Kiedy jednak notch zniknie całkowicie, będzie to dla mnie sygnał, że warto rozważyć zmianę.

Czytnik odcisków palców w ekranie Huawei Mate 20 Pro działa, ale Michał podczas testów jasno powiedział, że nie jest to idealne rozwiązanie. Niestety wciąż dokładnością i prędkością ustępuje klasycznemu, fizycznemu czytnikowi. A ja nie chcę być beta testerem rozwiązania OnePlusa. Wolę poczekać na kolejny model i ulepszenia, które na pewno się pojawią po tak zwanym feedbacku od pierwszych klientów OP6T. W końcu cała konferencja dotycząca nowego urządzenia opierała się na pokazaniu sprzętu, który ulepsza elementy, które w OP6 nie były idealne.

No i niestety plotki o zabraniu złącza mini-jack 3,5 mm się potwierdziły. Wiem, że trochę przemawia przeze mnie sentyment, ale jednak szkoda…

Generalnie trudno odbierać „nowości” od OnePlusa jako nowości dla samego rynku. Podczas prezentacji czułem, jakbym to wszystko już wcześniej widział – i widziałem. U Apple, Samsunga i Huawei. Trzeba jednak pamiętać, że OnePlus to mała firma, która sprzedaje dużo tańsze urządzenia. A to oznacza, że dla samego segmentu wprowadzanie technologii, które są dostępne dla posiadaczy dużo droższych smartfonów, jest to coś nowego – i ważnego. Zaciera bowiem różnice między urządzeniami i mam nadzieję zmusi większych producentów do zweryfikowania swoich cen, które najwyraźniej wzięto z samego kosmosu.

A jak ceny? Na razie podano je tylko w dolarach (generalnie skupiano się na rynku USA informując ciągle o współpracy z T-Mobile) -549 dolarów za najsłabszą/najtańszą wersję. To o 20 dolarów więcej niż premierowa cena OnePlusa 6. Jak sami więc widzicie nie jest to duża różnica względem poprzedniego modelu. Przed chwilą pojawiła się też cena na rynek europejski – 549 euro. Sprzedaż rozpocznie się 6 listopada.

Jeśli jednak posiadacie któryś ze starszych modeli OnePlus, możliwe że powinniście właśnie patrzeć w stronę OP6T.