56

Okiem melomana/audiofila – LG V10 + Sony MDR-1A

Kto z was kupił lub chce kupić LG V10 głównie w celach muzycznych – ręka w górę! Jestem jednym z was! Bardzo długo czekałem na następcę mojego zasłużonego Galaxy Note'a 2. Ten leciwy już flagowiec przy pomocy odpowiednich modów potrafił wykrzesać z siebie zaskakująco dobrą jakość dźwięku. Główną zasługę miał tu świetny DAC Wolfson, który mogę opisać przy kolejnej okazji, jeśli tylko chcecie. Note 2 okazał się niespodziewanie na tyle dobry, że na jego rzecz pozbyłem się nawet mojego ulubionego odtwarzacza Sony NW-A808. A byłem z nim naprawdę bardzo zżyty :)

Mimo tak dobrej jakości dźwięku, ciągle było mi mało, wciąż wiedziałem, że może być lepiej. Szukałem zatem odsłuchując przy dowolnej okazji, co tylko mogłem, po czym stwierdzałem, że dla mojego Note’a nie ma żadnej godnej alternatywy. Nawet słynne flagowce HTC i Iphone’y/Ipody brzmiały gorzej (pamiętajcie, że mówię o zmodowanej wersji N2). Obiecałem sobie wtedy, że nowy telefon kupię tylko, jeśli będzie lepiej odtwarzał muzykę. Tak już mam, że od dziecka bez słuchawek nie wychodzę z domu i nie wyobrażam sobie dnia bez moich ulubionych utworów.

Aż pojawiła się zapowiedź LG V10… Czytam specyfikację i.. szału nie ma. Są lepsze flagowce, jednak zaciekawił mnie jeden zapis, brzmiący „HI-FI DAC”. Ok, macie moją uwagę – pomyślałem – i czekałem z niecierpliwością na pierwsze recenzje. Kolejne informacje zaczęły się powoli pojawiać, użytkownicy zaskoczeni jakością dźwięku zaczęli dociekać jaki to przetwornik odpowiada za reprodukcję dźwięku. Okazało się, że producentem jest ESS Technology, a w telefonie jest umieszczony DAC Sabre 9018 i dedykowany wzmacniacz słuchawkowy Sabre 9602. Czekajcie… Legendarne ESS umieściło jednego ze swoich topowych Sabre w telefonie? W TELEFONIE?!

Uwierzyć nie mogłem, bo przeważnie za przenośny odtwarzacz z Sabre trzeba zapłacić minimum 2 000 zł. A tutaj mamy całkiem niezły, bardzo elegancki telefon, odporny na upadki, z wymienną baterią i slotem na karty SD do 2 TB(!!!) i niemalże w prezencie dostajemy świetny dźwięk. Shut up and take my money!

Długo po tych rewelacjach nie czekałem i przy pierwszej okazji nabyłem swój egzemplarz V10. Słuchawki z zestawu (LG by AKG Quadbeat 3) poszły do szuflady po kwadransie odsłuchów. Trochę mnie to zdziwiło, bo wiele osób bardzo pochlebnie się wypowiadało o tych słuchawkach i nawet nie mieli potrzeby szukać lepszych. No cóż, ja jestem inny – jeśli nie mam gęsiej skórki podczas słuchania mojej ulubionej muzyki, to szukam dalej.

Na drugi ogień poszły moje ulubione dokanałówki – Sennheisery MX300. Dzięki podbitym skrajom pasma grają one w sposób rozrywkowy i w miarę dobrze zgrywają się z każdym przenośnym źródłem dźwięku. Wciąż jednak czułem pewien niedosyt…

W porównaniu do Note’a 2 poprawiło się wiele aspektów, np.: dramatyczna różnica w separacji instrumentów jak i budowaniu sceny dźwiękowej. Note 2 budował scenę głównie „w głąb” za sprawą głębi basu, ale szumy wynikłe z modyfikacji skutecznie zawężały jej szerokość. Przy połączeniu LG V10 i moich Sennheiserów ten efekt zniknął, ale to ciągle nie było to, czego szukałem…

Po dłuższych zastanowieniach pogodziłem się w myślach z tym, że jeśli chcę uzyskać max możliwości tego telefonu, będę musiał zacząć używać słuchawek nausznych. O zgrozo! Zawsze uważałem, że chodzenie z takimi słuchawkami po mieście dziwnie wygląda, ale czego nie robi się dla jeszcze lepszego brzmienia.. ;)

Nauczony doświadczeniem ze stacjonarnego hi-fi nie chciałem kupować w ciemno i odwiedziłem wszystkie sklepy ze słuchawkami w moim mieście. Sprzętem audio pasjonuję się od dawna, więc wiedziałem od razu co brzmi dla mnie naturalnie, a co sztucznie. Z hi-fi już tak jest, że od jakości pojedynczych elementów zdecydowanie ważniejsza jest synergia, więc to, co idealnie zgrywa się z jednym sprzętem, wcale nie musi akceptowalnie grać z innym. Z tego też powodu przestrzegam was przed kupowaniem słuchawek na podstawie rekomendacji powstałych z połączenia z innym sprzętem niż wasz. Możecie się srogo zawieźć.

Ostatecznie odsłuchałem około 40 par słuchawek w cenie do 1500 zł i rzadko przy których słuchawkach spędziłem dłużej niż 5 minut, bo mimo usilnych prób ratowania sytuacji equalizerem przeważnie i tak brzmiało to kiepsko. Brakowało wspomnianej wcześniej synergii i naturalności, jednak najbardziej rażącym zarzutem była sztuczność wokali oraz zbyt płytki lub – przeciwnie – dudniący bas. Takie niedociągnięcia z góry wykluczają przyjemny odsłuch większości gatunków muzycznych.

Ostatnie na mojej liście były słuchawki Sony MDR-1A, gdyż nie sądziłem, że mogą przebić swoim dźwiękiem takie audiofilskie marki jak AKG, Sennheiser, Denon itp. Nie miałem nic do stracenia… Przy najbliższej okazji podłączyłem je do testów i… zdjąć ich z uszu nie mogłem :) To naprawdę telefon tak gra? Właśnie tak, panie i panowie. Ten telefon z tymi słuchawkami trafił w sedno! Przesłuchałem znaczną cześć swoich zbiorów i ciągle brzmiało to tak jak należy.

Niezależnie od tego, co włączyłem – od Bocelliego, Florence & the Machine i Katie Melua po Garbage, Slasha i Daft Punk, wszystko było takie jak powinno być. Bez wrażenia, że V10 z MDR-1A bardziej pasują do jednego rodzaju muzyki niż do pozostałych. Do takiego rozwiązania dążyłem latami kompletując domowy sprzęt do odsłuchu, a tutaj taka niespodzianka!

Z biegiem czasu i wraz z „wygrzewaniem się” słuchawek dźwięk ewoluował a ja przyzwyczaiłem się do nowej jakości dźwięku. Początkowo miałem wrażenie, że nie brzmi to zbyt spektakularnie – dokanałówki przyzwyczaiły mnie do większej ilości basu. To minęło po jednym dniu, jak uszy i mózg przyzwyczaiły się do bardziej naturalnego dźwięku i zacząłem na nowo odkrywać doskonale znane mi utwory, słyszeć instrumenty, których wcześniej nie słyszałem, wychwytać drżenie głosu wokalisty i dosłownie liczyć ilość osób w chórkach. V10 z MDR-1A grają ciepło, z solidnym fundamentem basowym, który nie zalewa reszty pasma i ogromną jego dynamiką. Wokale brzmią wręcz analogowo, bez grama wysuszenia i sterylności z nienatarczywymi – acz wyraźnie słyszalnymi – wysokimi tonami. Nie doświadczymy przy tym sybilantów ani kłucia w uszy. Jednym słowem – uniwersalnie i zadziwiająco równo jak na sprzęt przenośny. Owszem, można się przyczepić do mało zróżnicowanego basu a jego timing mógł być lepszy ale… to jest sprzęt mobilny! I w tej skali jest naprawdę rewelacyjnie.

Jakby tego było mało, estetyczna strona modelu od Sony również zachwyca. Jakość wykonania stoi na najwyższym poziomie. W porównaniu z innymi konkurentami w swoim przedziale cenowym (MDR-1A kosztują 725-800zł) a nawet i dwukrotnie wyższym, słuchawki nie mają absolutnie czego się wstydzić. Wyglądają naprawdę doskonale i biorąc je do ręki, nie mamy wrażenia, że rozpadną się przy pierwszej okazji, lub pęknie im pałąk (AKG, uczcie się! :]).

Dopasowanie pałąka działa bardzo dobrze. Materiał ze sztucznej skóry jest niesamowicie przyjemny w dotyku a same muszle są najwygodniejszymi jakie miałem okazje mieć na uszach. Są miękkie, mają odpowiednią wielkość i co najważniejsze nie uciskają uszu ani głowy. Owszem, potrafią zagrzać uszy w ciepły dzień, ale taka już cena dobrego wygłuszenia odgłosów otoczenia. Poza tym nauszniki składają się do wewnątrz, dzięki czemu po zdjęciu z głowy wygodniej nosi się je na szyi.

Bardzo funkcjonalnym rozwiązaniem są dwa wypinane kable w zestawie. Wiele słuchawek wymagało naprawy po przypadkowym szarpnięciu za kabel, a tutaj w najgorszym przypadku kabel odepnie się, dzięki czemu unikniemy uszkodzeń. Dodatkowo jeden z kabli posiada mikrofon oraz obsługiwany przez Powerampa przycisk na pilocie, dzięki któremu można zmieniać utwory oraz pauzować muzykę. Rewelacja!

Czy warto wydać ponad ok. 2500zł na słuchawki i telefon? Jeśli muzyka jest dla was tak ważna jak dla mnie, to na pewno tak. Ja uznałem to za najlepszy wydatek ostatnich lat. Zacząłem szukać starych utworów tylko po to, by usłyszeć je na nowo, po długiej przerwie wróciłem także do muzyki filmowej, a moja playlista powiększyła się czterokrotnie!

Pozostaje mi tylko gorąco polecić!

P.S.:Tylko nie oszczędzajcie na jakości.
Tutaj bez problemu można odróżnić mp3 od FLAC :]