13

Ograniczanie piractwa to walka z wiatrakami – korporacje wreszcie to rozumieją

Jeszcze nie tak dawno wśród twórców gier, filmów i innych usług cyfrowych przeważało przekonanie, że głównym źródłem większości ich problemów, a zwłaszcza tych finansowych, jest piractwo. Dlatego też inwestowano duże sumy w walkę z nielegalnym dostępem treści, ściganie hakerów i rozwój systemów autoryzacji. Wszystkie powyższe sposoby nie przynosiły jednak skutków. Przepraszam, przynosiły – utrudniały życie […]

Jeszcze nie tak dawno wśród twórców gier, filmów i innych usług cyfrowych przeważało przekonanie, że głównym źródłem większości ich problemów, a zwłaszcza tych finansowych, jest piractwo. Dlatego też inwestowano duże sumy w walkę z nielegalnym dostępem treści, ściganie hakerów i rozwój systemów autoryzacji. Wszystkie powyższe sposoby nie przynosiły jednak skutków. Przepraszam, przynosiły – utrudniały życie legalnym użytkownikom. Warto, więc może zastanowić się jak zmienić piratów w klientów i zacząć na nich zarabiać – taką strategię proponują Adobe i Time Warner.

Dziś w Los Angeles kończy się Anti-Piracy Conference, ale biorąc pod uwagę wszystkie wypowiedzi jakie padły w jej trakcie, nazwa wydaje się raczej niezbyt adekwatna. Zacznijmy od Davida Kaplana z oddziału antypirackiego Warner Bros:

Generalnie, postrzegamy piractwo, jako wskaźnik zapotrzebowania klientów.

Słowa te nie dotyczą jeszcze bezpośrednio piractwa, a jedynie ustosunkowania firm. Widać, więc wyraźnie, że np. zestawienia najbardziej piraconych seriali, którym regularnie przewodzi „Gra o Tron”, mogą być pomocne korporacjom w zdecydowaniu czy porażka danego contentu, spowodowana jest jego jakością czy może mało efektywnymi sposobami dystrybucji. A na udowodnienie, że jest to miarodajna metoda niech jeszcze raz posłuży hit HBO, którego trzeci sezon odnotował identycznej wielkości wzrosty zarówno pod względem liczby widzów oficjalnych kanałów dystrybucji, jak i ściągniętych piratów. Jak dodaje Kaplan:

Myślę, że naszym priorytetem powinno być usunięcie finansowych zachęt od tych, którzy czerpaliby zyski przez budowanie biznesu opartego na wykorzystaniu naszej wartości intelektualnej. Chcemy się skupić na edukacji klientów związanej z alternatywami dla piractwa.

Firma nie jest, więc  rzecz jasna zadowolona z nieautoryzowanego dostępu do własnych treści, ale nie potępia już w czambuł piratów, a  stara się podkreślić metody zgodnego z prawem korzystania z treści cyfrowych. Jedną z takich metod jest np. chmura, z której korzysta najnowsza wersja Photoshopa od Adobe. A oto co podczas konferencji powiedział przedstawiciel tejże firmy, Richard Atkinson:

Wszyscy jesteśmy wyczerpani całym tym pomysłem anty-piractwa, a nawet terminem ochrony contentu. To trwająca od 20 lat, niekończąca się wojna, z ustalonymi stronami – bitwą między tymi dobrymi i tymi złymi.

Atkinson także słusznie zauważa, że nie posiadamy obecnie technologii, która by w 100 % chroniłaby treści przed zakusami hakerów. Jest to oczywiście nawiązanie do tego, że Photoshop z Creative Cloud został złamany już po jednym dniu.

Ponadto Atkinson odkrywa oczywistą prawdę, że głównym powodem piractwa, jest to, że klienci z powodów finansowych nie mogą sobie pozwolić na zdobycie produktu ze źródeł oficjalnych. I dlatego też, Adobe w najbliższym czasie, będzie chciało rozkładać koszty zakupu oprogramowania na długi okres, używając do tego modelu subskrypcji treści prosto z chmury.

Foto