Felietony

Odwiedziłem placówkę swojego banku, a tam pusto i ciemno. Ofiara zmian technologicznych

MS
Maciej Sikorski

Fan nowych technologii, ale nie gadżeciarz. Zainte...

24

Piszemy czasem o zmianach, jakie w naszej przestrzeni wywołuje rozwój technologiczny. Za jego sprawą pojawiają się nowe rzeczy, ale jednocześnie inne znikają. Widać to na wielu płaszczyznach, a ciekawym przykładem są banki, konkretnie oddziały bankowe. Kiedyś tętniące życiem, pełne ludzi spełniające...

Piszemy czasem o zmianach, jakie w naszej przestrzeni wywołuje rozwój technologiczny. Za jego sprawą pojawiają się nowe rzeczy, ale jednocześnie inne znikają. Widać to na wielu płaszczyznach, a ciekawym przykładem są banki, konkretnie oddziały bankowe. Kiedyś tętniące życiem, pełne ludzi spełniające ważną rolę w społeczeństwie. Dzisiaj? Już poważnie straciły na znaczeniu, proces będzie postępować. Część zniknie, część będzie musiała przystosować się do nowych warunków.

Kilka dni temu odwiedziłem placówkę banku, w którym mam konto od lat i w której... od lat nie byłem. Tym razem musiałem wstąpić. Przyznam, że byłem zdziwiony. Ludzi niewielu, pracowników również mało. Spory budynek, kiedyś był mocno eksploatowany, a dzisiaj pustki. Przez chwilę przyglądałem się temu miejscu i przypominałem sobie jak wyglądało w poprzedniej dekadzie, gdy stałem się jego klientem, wspominałem też jak wyglądało w latach 90. XX wieku, gdy jeszcze jako dziecko dowiedziałem placówkę z rodzicami.

W tym drugim przypadku trzeba było stać w długich kolejkach, zwłaszcza w godzinach szczytu, gdy ludzie kończyli pracę (16-17), a było wiadomo, że zaraz zamkną oddział i nie załatwi się spraw. Czynnych kilka kas, wszędzie krzątają się pracownicy: od walut, od kredytów, od firm, od lokat czy inwestycji... Siadałem wówczas na kanapie i zachwycam się tą nowoczesnością, komputerami, wyświetlaczami, ogólnym ruchem i znaczeniem tej instytucji. Powiew Zachodu (mowa o mieście na prowincji). A dzisiaj?

Też musiałem czekać, ale stosunkowo krótko. Ciemno wszędzie, głucho wszędzie. Jeśli posiedzi się chwilę w takim miejscu i wspomni jak wyglądało ono kilkanaście lat wcześniej, szybko dochodzi się do wniosku, że zmiany są kolosalne. Czy to dziwi? Chyba nie. Przynajmniej nie powinno - przecież sam jestem klientem, który do placówek tego banku zagląda rzadko. Mam tu konto, ale z pracownikami rozmawiam od wielkiego dzwonu. Prawie w ogóle. Z moimi rodzicami posiadającymi tu rachunki jest podobnie.

Pojawiły się karty płatnicze i to był już spory krok naprzód, rzecz, która odciążyła pracowników (w dłuższej perspektywie odebrała im pracę), człowiek nie musiał stawać w kolejce po pieniądze - wystarczał bankomat albo terminal w sklepie. Potem przyszła bankowość elektroniczna z kontami w wirtualu, dało się załatwić jeszcze więcej spraw bez konieczności odwiedzania placówki. Teraz rozwija się bankowość mobilna, transakcje z poziomu smartfonu. A niedługo pewnie i płatności z wykorzystaniem biometryki. Nie muszę tego wszystkiego opisywać- większość z Was zna to z własnego doświadczenia.

Człowiek wie, że zmiany postępują, lecz musi pojawić się w takim miejscu, jak to przywołane, by zrozumieć skalę zjawiska. W ramach potwierdzenia, liczbowego zobrazowania ewolucji, można poszperać w oficjalnych danych. Placówek bankowych ubywa w Polsce, znikają też na Zachodzie - tam szybciej i na większą skalę, wszystko za sprawą lepszego przyswojenia nowszych rozwiązań. Ale mocniejsze fale dotrą i do Polski. Swego czasu placówek banków przybywało szybko i zauważalnie, pamiętam, gdy powtarzano, że w centrach miast tylko banki pozostaną. A teraz mówimy już o ich odwrocie. Znikną całkowicie?

Nie, aż tak daleko bym się nie posuwał, eksperci też nie stawiają na nich krzyżyka. Trzeba jednak podkreślić, że część zostanie zlikwidowana, część zostanie rozszerzona o dodatkowe usługi, pojawi się też potrzeba zmiany podejścia do klienta, formy i zakresu świadczonych usług. Bank przestanie być kojarzony z okienkiem, w którym wypłaca się pieniądze. To nieuchronne, bo i gotówka zacznie znikać z naszego życia. To będzie raczej przestrzeń do spotkań i robienia biznesu z klientami (indywidualnymi i korporacyjnymi), do inicjowania spotkań firm, inwestorów z przedsiębiorcami. Znajdzie się tu miejsce i na handel (np. dobrami luksusowymi) i na serwowanie kawy. Coś musi się dziać w tym dużym budynku, który kiedyś służył bankowi, a dzisiaj usycha.

Pisałem niedawno o robocie Tally, który za jakiś czas (gdyby okazało się, że ten projekt zdaje egzamin) może zacząć odbierać ludziom pracę w handlu. Wracamy do tematu "jak zmiany technologiczne wpływają na rynek pracy?" i pojawia się wątek banków - w ich przypadku zmiany widać bardzo wyraźnie, przy tym nie bazujemy na przypuszczeniach. Są twarde dane, są i wrażenia po wizycie w placówce oraz skonfrontowaniu tego z obrazem z przeszłości. Nie dziwi, że pomysł z napadem na bank mógł przestać kusić filmowców - część widzów mogłaby nie zrozumieć, po co zakradać się do takiego miejsca. Albo czym ono właściwie jest...

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu