Moje przemyślenia

[Od Czytelnika] Patenty a stagnacja

GM
Grzegorz Marczak
143

Czytając felietony Macieja Sikorskiego poświęcone patentom, odniosłem wrażenie (jeżeli błędne, proszę o poprawienie i wybaczenie), że Autor uważa, iż to właśnie dzięki patentom nastąpił rozwój technologiczny. Osobiście stoję po drugiej stronie barykady – uważam, że rozwój nastąpił nie dzięki patento...

Czytając felietony Macieja Sikorskiego poświęcone patentom, odniosłem wrażenie (jeżeli błędne, proszę o poprawienie i wybaczenie), że Autor uważa, iż to właśnie dzięki patentom nastąpił rozwój technologiczny. Osobiście stoję po drugiej stronie barykady – uważam, że rozwój nastąpił nie dzięki patentom, ale pomimo ich istnienia.

Autorem wpisu jest Maciej Juchno.

Osobiście uważam, że XIX-wieczna rewolucja przemysłowa rozpoczęła się w momencie, kiedy została osiągnięta „masa krytyczna” odkryć i wynalazków. To z tej „masy” kolejni wynalazcy brali odkrycia, wynalazki – a czasem pomysły – i tworzyli coś nowego.

To właśnie dzięki zebraniu przez ludzkość owej „masy krytycznej” panowie de Moleyns, Henry Goebel, Aleksander Łodygin, Joseph Wilson Swan, Thomas A. Edison nie musieli wymyślać produkcji szkła, produkcji metalu, elektryczności, teorii przewodnictwa elektrycznego itp., itd. Każdy z nich brał z nieopatentowanej „masy krytycznej” to, co chciał, a następnie składał wybrane klocki w żarówkę. Nie musieli płacić np. za wykorzystanie „nieorganicznego materiału schłodzonego do stanu stałego bez krystalizacji”. A Tomas Edison nie musiał płacić za prawa do wykorzystania prawie 1600 materiałów, których użył w trakcie swoich prac nad żarówką, dzięki czemu koszt jego wynalazku zamknął się kwotą tylko około 100 tys. dolarów.

Dlaczego więc pojawiły się patenty? Wszystko przez (nie)wolny rynek. To mityczne stworzenie, jakim jest niestety wolny rynek, potrzebne jest tylko dla dwóch uczestników gry rynkowej. Wolnego rynku potrzebują klienci (bo dzięki konkurencji mają niższe ceny) i nowe firmy chcące wejść na rynek (bo nikt nie blokuje im wejścia). Wolnego rynku w żadnym wypadku nie potrzebują firmy będące już na rynku (bo po co im wchodząca konkurencja) oraz politycy (bo przecież nie mogliby wtedy decydować i wpływać na rynek).

Patent to urzędowo (politycznie) ustalony monopol na określony produkt dla określonego podmiotu. Od początku celem patentu nie było chronienie „małego wynalazcy” przed dużą firmą, a jedynie blokowanie rynku określonego podmiotu przed jego konkurencją. Od początku mieliśmy tutaj decyzję całkowicie polityczną – w wyniku działań zainteresowanego podmiotu politycy wprowadzali chroniący go monopol. Oczywiści za każdym razem znajdując jakieś mega ważne uzasadnienie, które przedstawiali opinii publicznej. A później wielokrotnie powtarzane uzasadnienie stawało się obowiązującą prawdą.

I dzięki temu pan Swan mógł zablokować europejski rynek żarówek przed panem Edisonem.

Tu kończę „wykład ogólny”. Niżej postaram się odnieść do kilku fragmentów z felietonów Macieja Sikorskiego.

Likwidacja [patentów – dopisek MJ] sprawiałby, że rozwój poważnie by zwolnił. Postawiłbym duże pieniądze, gdyby ktoś chciał się założyć, że stanie się inaczej. Bez patentów oglądalibyśmy spektakl, na który składałoby się kilka aktów totalnej grabieży i żerowania na innych. Krótkich aktów, po których nastałby jeden dłuższy: stagnacja.

Cytat z tekstu Zlikwidowalibyście patenty? Bardzo słaby pomysł.

Czy na pewno skończyłoby się stagnacją? Oto przykład, że jednak nie jest to takie oczywiste. W roku 1976 firma Apple tworzy swój pierwszy komputer. Jego architektura jest „zamknięta” – tylko certyfikowane przez Apple firmy mogą dostarczać podzespoły. Pięć lat później firma IBM tworzy swoją architekturę PC. Nie zamyka jej i nie patentuje. W wyniku tej decyzji z architektury PC mogą korzystać inne (KONKURENCYJNE) firmy jak HP, Compaq, Dell, a nawet polska firma Optimus. I teraz pytanie: która architektura charakteryzowała się szybszym rozwojem? Zamknięta architektura firmy Apple czy otwarta architektura PC? Która architektura zdominowała ostatecznie rynek?

Wiedzę zamykają pod kluczem w postaci patentu. Teraz wyobraźcie sobie, że klucza nie ma, drzwi są otwarte na oścież. Co się dzieje? Przychodzą firmy, które nie płacą za tę wiedzę. Dzięki temu mogą sprzedać produkt taniej. Fajnie, prawda?

Fajnie, ale na krótką metę. Klient ucieszy się, że mógł kupić taniej urządzenie X czy usługę Y, ale twórca danego rozwiązania nic z tego nie ma. W efekcie musi zwijać interes. Bo zainwestował i inwestycja się nie zwróciła. Jednocześnie wie, że kolejne też się nie zwrócą. A ten, który wziął pomysł bez płacenia nie wymyśli niczego nowego: bo nie potrafi, nie ma pieniędzy i doświadczenia, jest kopistą, a nie innowatorem. Co dalej? Kryzys. Za badania nikt nie chce się zabrać, bo to żaden interes, żyjemy w oparciu o rozwiązania, które już powstały: są darmowe i powszechnie dostępne. Ale na rozwój nie macie co liczyć.

Cytat z tekstu Zlikwidowalibyście patenty? Bardzo słaby pomysł

Niektórym wydaje się, że taki proces kopiowania, grabieży pomysłu trwa dziesięć lat. Otóż nie, jest znacznie krótszy, świetnie było to widać podczas targów CES. Na jednym stoisku produkt, który uznalibyśmy za świeży, na kolejnym jego podróba, a jeszcze dalej podróba podróby.

Cytat z tekstu Likwidacja patentów #2: Drodzy krytycy, nie przekonaliście mnie

Może najpierw podsumujmy oba fragmenty pochodzące z dwóch różnych tekstów Autora. Patenty są potrzebne, ponieważ firma X zainwestowała w urządzenie, więc teraz musi nastąpić zwrot z inwestycji. A jeżeli nie będzie patentów, to urządzenia firmy X będzie można kupić taniej od firmy Y. Uff, na szczęście są patenty.

Okazuje się jednak, że niektóre państwa i firmy podchodzą do patentów „bardziej liberalnie”. Przez co na jednych targach Autor mógł obejrzeć urządzenie firmy X (zapewne droższe) oraz produkt, przepraszam podróbę, firmy Y (zapewne tańszą), a nawet „takie same” produkty firm Z i C (również zapewne tańsze niż urządzenie firmy X)...

I mimo istnienia trzech „takich samych” (a zapewne tańszych) produktów konkurencji firma X nadal produkuje swoje urządzenia... Nie, to się nie może opłacać...

Są firmy i państwa, które podchodzą do patentów „bardziej liberalnie”. W wyniku działalności takich firm „najnowszy iPhone” pojawia się na eBay-u jeszcze przed oficjalną premierą tego prawdziwego. A mimo to – ośmielę się postawić dolary przeciwko orzechom za tezą, że – FedEx wozi więcej oryginalnych iPhonów do salonów Apple'a (przed którymi koczują dzikie tłumy) niż do amatorów podrobionego „przedpremierowego iPhona Made in China” kupionego na eBay-u...

Jeśli krytykujecie system patentowy dla zasady i każdą firmę uznacie za trolla patentowego, to wyobraźcie sobie świat bez patentów. Ale bez pięknych wizji, w których wszyscy będą płacić uczciwie i z własnej woli za czyjąś wiedzę, bo tak trzeba. Rozrysujcie to raczej w klimacie wolnoamerykanki. Młoda polska firma inwestuje duże (dla nich olbrzymie) pieniądze w swój świetny pomysł i jego opatentowanie, za chwilę pojawia się firma czeska/ukraińska/wietnamska, przejmuje pomysł i wprowadza go na rynek bez obciążeń finansowych z przeszłości. Oni zarabiają, twórca może jedynie płakać.

Cytat z tekstu Zlikwidowalibyście patenty? Bardzo słaby pomysł

Będąc w klimacie wolnoamerykanki, można również rozrysować taki oto scenariusz... Młoda polska firma inwestuje duże (dla nich olbrzymie) pieniądze w swój świetny pomysł i jego opatentowanie, a następnie inwestuje mega wielkie środki w produkcję urządzenia. Następnie wchodzi na rynek amerykański, a tam firma na literę A blokuje sprzedaż w związku z zaokrąglonymi rogami produktu młodej polskiej firmy. Niestety młoda polska firma to nie dalekowschodni potentat na literę S (który produkuje wszystko – począwszy od baterii, poprzez czajniki, żelazka, telewizory, telefony, a na klimatyzatorach czy systemach monitoringu kończąc) i nie stać jej na amerykański proces...

Można też rozrysować i scenariusz „bez zaokrąglonych rogów”... Młoda polska firma inwestuje duże (dla nich olbrzymie) pieniądze w swój świetny pomysł i jego opatentowanie, a następnie inwestuje mega wielkie środki w produkcję urządzenia. Następnie wchodzi na rynek amerykański, a tam firma X oskarża ją o naruszenie patentu. Sprawa trafia do sądu. Młoda polska firma po kilkuletnim procesie ostatecznie wygrywa sprawę. Dokładniej rzecz ujmując, sprawę wygrywa syndyk masy upadłościowej młodej polskiej firmy, ponieważ koszty amerykańskiego procesu okazały się nie do udźwignięcia, a bez wyroku nie można było sprzedawać produktu na rynku...

Autor przywołuje twórców DICE+ pewnych ochrony, jaką daje posiadanie patentu. Mając jednak przed oczami ostatnie batalie sądowe firm na literę A i na S, boję się czy polska firma posiada budżet dający cień szansy na równorzędną walkę na kruczki i zawiłości prawne systemu prawno-patentowego z potentatami na rynku.

Oczywiście firmy żyjące z patentów są w stanie wymienić zapewne setki powodów, dla których patenty są ważne, potrzebne, a wręcz niezbędne. Podobnie jak prawnicy, taksówkarze, aptekarza, przewodnicy górscy, a nawet „licencjonowani przewodnicy miejscy” są w stanie wymienić setki powodów, dla których ich zawody muszą być jak najbardziej zamknięte – jest to (według nich) wręcz niezbędne z punktu widzenia interesu społecznego.

Felietonista serwisu AntyWeb wieszczący stagnację po likwidacji patentów przypomina właśnie takiego taksówkarza, który nie chcąc otwarcia swojego zawodu wieszczy wszelkiego rodzaju plagi – od spadku jakości usług do braku pieniędzy na naprawy samochodu.

Na przełomie XVIII i XIX wieku w Anglii luddyści niszczyli maszyny fabryczne, bo w ich ocenie mechanizacja produkcji fabrycznej miała się stać przyczyną bezrobocia, niskich płac i nędzy robotników. Mniej więcej 30 lat później okazało się, że ich obawy się nie ziściły. Nie dość, że mechanizacja nie doprowadziła do bezrobocia pracowników fabryk, to jeszcze pojawiły się nowe miejsca pracy w branżach związanych z samą mechanizacją. Odnoszę wrażenie, że Maciej Sikorski popełnia podobny błąd, widząc wybór tylko pomiędzy patentami a stagnacją.

Od Felietonisty serwisu AntyWeb oczekiwałbym jednak większej otwartości na nowe drogi i możliwości rozwoju, a co za tym idzie dopuszczenia również innego wyboru niż tylko wybór patenty albo stagnacja.

Nie można twardo założyć, że brak patentów doprowadziłby do stagnacji. Po prostu uczestnicy gry rynkowej inaczej zdywersyfikowaliby źródła swoich przychodów. Zapewne przeniesiono by ciężar przynoszenia głównych dochodów ze sprzedaży patentów i urządzeń, na usługi skupione wokół wymyślanych i sprzedawanych urządzeń. Być może ceny produktów byłyby mniejsze (kopiowanie przez konkurencję stałoby się mniej opłacalne), a droższy stałby się szeroko pojęty serwis (a w niektórych przypadkach być może w ogóle by się taki pojawił). Czy przed „epoką Google” ktokolwiek dopuszczał istnienie firmy oferującej darmową pocztę oferującą 1GB przestrzeni?

Czy gdyby nie było patentów, producenci zamknęliby swoje działy rozwojowe? A czy aktualni potentaci zamykają swoje działy rozwojowe w związku z kopiowaniem ich rozwiązań przez chińskie firmy? Czy aktualni potentaci rezygnują ze swoich najnowszych produktów, wiedząc że „już jutro” będą produkowane w chińskich fabrykach ich podróbki? Nie, po prostu firmy uwzględniają to w swoich rachunkach zysków i strat. I podobnie byłoby w przypadku braku patentów. Firmy uwzględniłyby ten fakt w swoich planach i strategiach.

Niestety w naszym wirtualnym sporze nie jesteśmy w stanie udowodnić swoich racji. Nie jesteśmy, ponieważ nie istnieje alternatywna rzeczywistość bez patentów, do której moglibyśmy się odnieść. Dlatego ja nie będę w stanie udowodnić w 100%, że rozwój byłby taki sam (bądź większy) niż teraz, a Maciej Sikorski, że jednak byłoby inaczej.

A przy okazji, czy można mówić o ochronie patentowej, jeżeli jakaś grupa podmiotów na rynku ich nie uznaje? Czy instalacja jest szczelna posiadając milimetrową dziurkę?

Foto Folder and focus on a tab with the word patents, blur effect via Shutterstock.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

hotOdCzytelnika