Bezpieczeństwo

Obowiązkowa aplikacja monitorująca smartfony nieletnich? Pomysł nie jest zły

MS
Maciej Sikorski
6

Kwestie związane z inwigilacją stały się już chlebem powszednim dla osób dyskutujących na temat Internetu. Zagadnienie przybierało na sile od lat, a rewelacje Snowdena okazały się prawdziwą bombą (a może tylko kapiszonem?). Obserwują nas firmy, służby, hakerzy, wywołuje to coraz większe kontrowersje...

Kwestie związane z inwigilacją stały się już chlebem powszednim dla osób dyskutujących na temat Internetu. Zagadnienie przybierało na sile od lat, a rewelacje Snowdena okazały się prawdziwą bombą (a może tylko kapiszonem?). Obserwują nas firmy, służby, hakerzy, wywołuje to coraz większe kontrowersje. Ale nie wrzucałbym wszystkich "inwigilacyjnych" pomysłów do jednego worka - niektóre mają sens. Przykładem aplikacja Smart Sheriff stworzona z myślą o nieletnich.

Rzecz dzieje się w Korei Południowej. Kraj zdecydowanie bardziej rozwinięty technologicznie niż Polska, inaczej podchodzi się tam także do kwestii ingerencji państwa w życie obywateli. Można stwierdzić, że pomysł wdrażany w azjatyckim kraju do Polski raczej nie zawita. Ale nie byłbym tego taki pewien - nie zdziwiłbym się, gdyby Unia Europejska narzuciła odgórnie to rozwiązanie. I napiszę wprost, że nie jest to projekt zasługujący na totalne potępienie - mimo pewnych wad, ma też zalety.

Istnieją już rozwiązania, które pozwalają rodzicom śledzić poczynania dzieci w Internecie. Wcześniej dotyczyło to głównie pecetów, teraz ważniejsza stała się chyba kwestia monitoringu dla sprzętu mobilnego, który stał się popularny wśród młodych osób. Narzędzia przydatne, ale nie oszukujmy się - masa rodziców nie wie o ich istnieniu lub nie ma pojęcia, jak z nich skorzystać. Dla rzeszy ludzi nowe technologie to czarna magia i nie są oni w stanie śledzić tego, co robią ich dzieci w cyfrowej rzeczywistości. Poruszaliśmy już ten temat w kontekście treści, jakie pojawiają się na YouTube - rodzice nie mogą lub nie potrafią filtrować treści oglądanych przez dzieci, byłoby dobrze, gdyby zrobił to sam serwis. Ale z tym są problemy.

Przejdźmy do Korei Południowej. Tam temat postanowiły podjąć władze. Powstała aplikacja Smart Sheriff, która ma być implementowana w smartfonach osób nieletnich. To nie propozycja, lecz nakaz. Niektórzy oczywiście natychmiast wyrazili oburzenie: państwo, sprzęt mobilny, inwigilacja, dzieci - to niebezpieczne i nie można się na to zgodzić. Jeżeli jednak jacyś rodzice bardzo chcą uchronić swoje dziecko przed tymi działaniami, to pewnie znajdą na to sposób. Inni natomiast zyskają przydatne narzędzie.

Z pomocą aplikacji dowiedzą się, jakie treści konsumują w Sieci ich dzieci, jakie strony odwiedzają, z kim się komunikują. Nie chcą ingerować w prywatność dziecka? Ok, ale może przynajmniej zainteresuje ich to, że aplikacja będzie reagować na słowa klucze i powiadomi rodzica, że coś się dzieje. Przykłady? Ciąża, samobójstwo, nękanie. Czasem może to być alarm, który uchroni rodzinę przed tragedią. Państwo prezentuje swoje autorytarne zapędy? A może próbuje pomóc? Jak już pisałem, rodzice często nie wiedzą jak sobie radzić w takich sytuacjach, firmom typu YouTube (Google) nie musi zależeć na tym, by chronić młodzież i ograniczać niebezpieczeństwo. Koreańskie władze zasługują zatem na potępienie czy na słowa uznania, gdy podejmują trudny temat, który w innych państwach jest zamiatany pod dywan albo totalnie lekceważony?

Nie twierdzę, że powinniśmy zaraz skopiować to rozwiązanie i bezrefleksyjnie wprowadzić je u nas - to mogłoby przynieść więcej szkody niż pożytku. Wypadałoby jednak poważnie zając się tematem, uświadamiać społeczeństwo, tworzyć platformę do dyskusji, w której wezmą udział rodzice, nauczyciele, firmy, młodzież, urzędnicy. Rozwiązaniem nie musi być totalna inwigilacja, ale w miarę bezpieczny Internet, od którego mózg młodego człowieka nie zamieni się w sieczkę.

Foto: Cute boy with mobile phone via Shutterstock

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu