Moje przemyślenia

O tym jak cenzura i wadliwe mechanizmy sprawiły, że Facebook stał się nudny

KO
Kamil Ostrowski
17

Mark Zuckenberg ma w ręku spory kawał Internetu. Facebook stał się dla wielu osób, w tym dla mnie, punktem wyjścia. Pierwszym pośród równych. Najważniejszym źródłem informacji, rozrywki, komunikatorem, a nawet narzędziem organizowania pracy. Niepokoi mnie zatem fakt, że Facebook staje się coraz mnie...

Mark Zuckenberg ma w ręku spory kawał Internetu. Facebook stał się dla wielu osób, w tym dla mnie, punktem wyjścia. Pierwszym pośród równych. Najważniejszym źródłem informacji, rozrywki, komunikatorem, a nawet narzędziem organizowania pracy. Niepokoi mnie zatem fakt, że Facebook staje się coraz mniej otwarty, a polityka firmy coraz mniej transparentna.

Do czego piję? Oczywiście do banów, które rozdawane są przez podwładnych Marka Zuckenberga coraz chętniej i chętniej. Niektóre popularne profile na Facebooku, których popularność była budowana przez miesiące porządnej roboty, w postaci setek czy tysięcy postów, są po prostu brutalnie ubijane. Zazwyczaj chodzi o tematy polityczne.

Weźmy takie Pitu-Pitu, moim zdaniem jednego z najfajniej prowadzonych profili na fejsie. Głównie pojawiają się tam wpisy na tematy krajowe i zagraniczne, społeczeństwa i polityki. O ile adres z paska przeglądarki nie kłamie, to jest już CZWARTA wersja tego fanpage. Tymczasem PP daleko jest do treści, które mógłby by być uznawane za „tradycyjnie” nienadające się do funkcjonowania po jasnej stronie sieci – pornografii, szerzenia nienawiści i namawiania do popełnienia przestępstw. Było kontrowersyjnie, ale nigdy przestępczo. Tymczasem, zapewne pod wpływem wielu zgłoszeń, profil po prostu kasowano. Niedawno podobny problem miało Gówno Prawda (też świetna rzecz). O ile dobrze kojarzę, mieli ponad 20 000 polubień, na ich profilu nierzadko toczyły się ciekawe kłótnie. No, ale się skończyło. Za dużo podśmiechujek i żartowania z własnego, rzekomego, faszyzmu. Swoją droga, ciekawe kiedy „Właśnie sobie uświadomiłem, że jestem faszystą” zniknie. „Naziści byli źli, ale się dobrze ubierali” już nie ma. A szkoda.

Nie bardzo rozumiem, po co ugłaskiwać Internet. Nikt nie każe nam przecież lubić profili, posługujących się nieco ostrzejszą retoryką. Pod butem trzyma się wyrosłe na czasach wirusowego Dzikiego Zachodu perełki, dla których często się jeszcze tego Facebooka trzyma.

Ktoś powie, że działanie takich tworów zaprzecza samej idei Facebooka, która fundamentalnie dotyczy utrzymywania kontaktu ze znajomymi. Tymczasem jednak strony w rodzaju „elitarne dupeczki”, „szukam drugiej połówki” i inne tego typu, funkcjonują sobie w najlepsze. Nie mówiąc o grupach liczących dziesiątki tysięcy członków, grupy to inna sprawa, która pewnie niedługo też zostanie ubita (admini wykorzystują zdjęcie tytułowe jako powierzchnię reklamową).

Co robią w takim wypadku ludzie, którzy dostarczają do tysięcy osób ciekawego contentu? Uciekają na swoje własne witryny, tak więc powstała taka strona jak Taka Prawda czy Żelazna Logika. Ci ludzie nic z pisania nie mają i prawdopodobnie nigdy nie będą mieli, może poza gościnnymi występami w tygodnikach. Facebook świadomie kastruje się z ciekawej zawartości. Co nam pozostaje? „1001 miejsc w Twoim Mieście, których nie znasz”? Strony marek? Nasi znajomi? Ci ostatni są akurat najgorsi, po odsianiu ludzi, którzy tylko zaśmiecają naszą tablicę, zostaje jakieś 10%, przy czym algorytm Facebooka nigdy nie wybaczy nam polubienia zdjęcia z wakacji kumpla z liceum i będzie nas przez kolejne pół roku katował jego wpisami o kolejnych felgach do sprzedania. Ewentualnie pójdzie wedle linii „kto ma najwięcej lajków” i dostaniemy fotorelację ze wszystkich luster w centrum handlowym, do którego, uzbrojona w głęboki dekolt, udała się nasza znajoma. Po ostatnich paru miesiącach ostało mi się jeno paru znajomych, których statusy pamiętałem, żeby komentować i lajkować na tyle często, żeby nie zniknęli mi z walla.

Chciałbym Facebooka bez ograniczeń. Bez adminów, siejących postrach wśród wszystkich, którzy chcą stworzyć coś nie dla wszystkich. Bez idiotycznej poprawności politycznej, wciskającej się gdzie popadnie. Cholera, chciałbym nawet, żeby w spokoju zostawiono profile w stylu „1001 dowcipów o Trynkiewiczu”. Ot tak, dla zasady. Bo nie ma powodów, żeby go skasować. Uczucia innych? Od kiedy to internet przejmuje się takimi kwestiami? I dlaczego admini Facebooka mają dyktować, jaka ma obowiązywać nas moralność?

Ehh, po co ścierać klawisze... Cóż, jak widać, polityka firmy rozwinęła się w innym kierunku, co w połączeniu ze zmianami w wyświetlaniu postów znajomych skończyło się tym, że Facebook jest nudny jak flaki z olejem. Niezbędny, ale nudny.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Facebookcenzura