15

NVIDIA GeForce Partner Program zbiera srogie żniwo, AMD ma problem

aorus
Rynek kart graficznych jest za sprawą kryptowalut od dłuższego czasu rozgrzany do czerwoności, ale jakby tego było mało, szykuje nam się jeszcze związana z nim afera. Zapytacie pewnie czym jest GeForce Partner Program (w skrócie GPP) i dlaczego zbiera to srogie żniwo. Odpowiedź na to pytanie nie jest wcale taka oczywista, tym bardziej, że NVIDIA bardzo niechętnie o tym mówi.

GeForce Partner Program – podpisz albo radź sobie sam

Cała afera zaczęła się już kilka miesięcy temu, ale została nagłośniona dwa tygodnie temu po publikacji HardOCP. Na problem zwrócili uwagę przedstawiciele AMD, którzy przekazali kilku reporterom informację, że NVIDIA robi dziwne ruchy w stronę swoich partnerów produkujących karty graficzne, i że warto by się było temu przyjrzeć. Kyle Bennett podążył tym tropem i doszedł do bardzo niepokojących wniosków, które w ostatnich dniach się zwyczajnie realizują.

GeForce Partner Program to forma zacieśnienia współpracy między dostawcą GPU (NVIDIĄ), a firmami które produkują karty (np. ASUS, MSI, Gigabyte itd.). Sama idea nie jest wcale zła, bo w ramach GPP partnerzy otrzymują wsparcie w zakresie marketingu, biorą udział w premierach nowych GPU i korzystają z różnego rodzaju promocji organizowanych przez NVIDIA, na przykład darmowych gier dołączanych w pakiecie z danym GPU.

Wszystko byłoby super gdyby nie fakt, że NVIDIA wymusza w ramach GPP stworzenie ekskluzywnej marki, powiązanej tylko z kartami z serii GeForce. Jest to jeden z głównych warunków, który de facto może okazać się nieuczciwą konkurencją. Będzie to jednak ciężkie do udowodnienia, bo żadna z przepytanych firm nie chce na ten temat rozmawiać. Nikt nie chce się narażać producentowi GPU, bo grożą za to poważne reperkusje, a producenci sprzętu nie operują na wysokich marżach, każdy dolar jaki otrzymają w ramach działań promocyjnych od NVIDII jest na wagę złota.

Czarny scenariusz się realizuje

Wygląda na to, że czarny scenariusz przewidziany przez Bennetta 2 tygodnie temu jest własnie realizowany. Na reddit’cie powstał już nawet dedykowany temat, gdzie użytkownicy dzielą się informacjami jak to kolejne karty AMD znikają z oferty znanych producentów. Gigabyte wycofał z oferty wszystkie karty AMD oznaczone logo gamingowej serii Aorus, MSI nie ma na swojej stronie już kart AMD z serii Gaming, a ASUS pozbył się AMD z serii ROG Strix. W sklepach można jeszcze karty ze starym brandowaniem znaleźć, ale to już tylko ostatnie sztuki.

Oczywiście nie oznacza to, że karty AMD nagle znikną z rynku. One nadal są dostępne, ale już nie w ramach serii, które są bardzo mocno kojarzone z sprzętem dla graczy. Nie należą do marek, których rozpoznawalność była budowana przez wiele lat. Przeciętny użytkownik może nie zwrócić nawet uwagi, że nagle kart ASUS ROG Strix z Radeonem zwyczajnie nie ma. Można oczekiwać, że producenci wprowadzą dla AMD nową, dedykowaną markę, ale na jej wypromowanie potrzeba czasu. Obawiam się, że to wygląda jak jakaś forma nieuczciwiej konkurencji.

Warto też dodać, że do GPP mogą przystąpić też inni producenci sprzętu, pokroju Della czy HP, którzy oferują całe serie komputerów stacjonarnych i notebooków brandowanych określonym logiem. Jeśli tak się stanie, to sprzęt ten będzie mógł być wyposażony tylko w GPU od NVIDIA, AMD praktycznie zniknie z oferty. W podobny sposób Intel walczył z procesorami AMD kilka lat temu i pomimo nałożonej kary, do dzisiaj oferta notebooków na platformie Ryzen Mobile jest zwyczajnie mizerna.

NVIDIA stąpa po cienkim lodzie

Ciekawi mnie też gdzie ta sytuacja nas zaprowadzi. Z jednej strony intencje firmy NVIDIA wydają się niezbyt czyste i zostaną nagłośnione w sieci. Z drugiej przeciętny użytkownik wcale się tym nie przejmie, wybierze dobrze znaną sobie markę i będzie zadowolony. Warto jednak pamiętać, że za podobne praktyki firmy z sektora technologicznego były już karane. Srogo przekonał się o tym Intel, który po ugodzie z FTC musiał wypłacić AMD ogromne odszkodowanie. NVIDIA sporo ryzykuje decydując się na taką ścieżkę rywalizacji… a wystarczy przecież mieć lepszy produkt niż konkurencja.