26

NSA na spółkę z Chińczykami hakowała ONZ. Realnych ochroniarzy mamy, ale co z wirtualnymi?

haker
Jest na świecie kilka takich organizacji, które z racji swojego ponadnarodowego charakteru mogą w wymiernym stopniu wpływać na losy całego świata. Niewątpliwie jedną z nich jest Organizacja Narodów Zjednoczonych, przez której biura przelatują setki ściśle tajnych korespondencji. Tajność jest jednak pojęciem względnym. Zwłaszcza, gdy masz do dyspozycji najnowocześniejszą siatkę szpiegowską. A taką bez wątpienia dysponuje […]

Jest na świecie kilka takich organizacji, które z racji swojego ponadnarodowego charakteru mogą w wymiernym stopniu wpływać na losy całego świata. Niewątpliwie jedną z nich jest Organizacja Narodów Zjednoczonych, przez której biura przelatują setki ściśle tajnych korespondencji. Tajność jest jednak pojęciem względnym. Zwłaszcza, gdy masz do dyspozycji najnowocześniejszą siatkę szpiegowską.

A taką bez wątpienia dysponuje rząd Stanów Zjednoczonych, a raczej jego bardzo samodzielna gałąź w postaci NSA. Tym razem za kolejnymi przeciekami SnowdenGate nie stoi ani The Guardian, ani The Washington Post, a niemiecki dziennik Der Spiegel, który w swoim sobotnim artykule donosił, że latem 2012 roku amerykańska agencja wywiadowcza prawie pół tysiąca razy włamywała się do wideo-konferencyjnego systemu ONZ.

Co najlepsze w czasie jednej z takich akcji NSA spostrzegła, że nie jest w systemie osamotniona, gdyż tej samej sztuki starają się dokonać także Chińczycy, którzy w ostatnich miesiącach byli raczej omijani przy okazji afer szpiegowski. Wiadomo jednak, że hakerska armia Państwa Środka należy do jednych z najnowocześniejszych na świecie.

Wcześniej dziennik informował także, o tym, że zgodnie z programem Special Collection Service, NSA podsłuchuje ambasady innych krajów na swoim terenie, a także wykorzystuje własne placówki na całym świecie do monitorowania konkretnych rejonów sieci.

Już wcześniej pod adresem NSA padały bardzo poważne oskarżenia ze strony europejskich polityków dotyczące szpiegowania posiedzeń Unii Europejskiej, dlatego teraz jestem bardzo ciekawy jak na rewelacje Der Spiegel zareaguje polityczna śmietanka Starego Kontynentu. Szczerze, to nie liczę na to, że cokolwiek się zmieni, gdyż Unia tak naprawdę nie ma w tej walce karty przetargowej.

Sądzę, że o wiele lepszym rozwiązaniem było wytrenowanie własnej armii hakerów (o ile takiej jeszcze nie ma), którzy czuwaliby nad poufnością systemów komunikacyjnych i odpierali ataki z zewnątrz, a być może decydowali się także na akcje odwetowe. W realnym świecie mamy przecież skomplikowane zasady bezpieczeństwa, uniemożliwiające np. wniesienie bomby na pokład samolotu. Dlaczego identyczne mechanizmy nie zdają egzaminu w przypadku, jeśli amerykanie chcieliby umieść jakąś pluskwę w systemach ONZ?

Następna wojna rozegra się w Internecie, a może już się rozgrywa. Im szybciej rządzący państwami się do tego przekonają tym lepiej.

 Foto