Po Godzinach

Absurd, przekleństwa, skandale. Oto filmy i seriale, które nie boją się przekroczyć granic

JS
Jakub Szczęsny
18

Stolik dla palących, czy niepalących? Co byście zrobili, gdyby Wasza siorka kradła wędliny kosmitom? Za co trzeba kropnąć listonosza? Zacząłem od nieco hermetycznych gagów z dzieł kultury, które są absurdalne, szokujące lub rubaszne (to eufemizm). Jeżeli lubicie "odrobinę" chamowaty humor, niestraszne Wam się skandalizujące wątki i potok bluzgów - sprawdźcie produkcje, które Wam zaproponuję. Lista - rzecz jasna, bardzo subiektywna.

Nie obraźcie się, ten tekst będzie utrzymany w bardzo luźnej, miejscami tylko troszkę rubasznej konwencji. Wszak mówić będziemy o dziełach kultury, które generalnie z kulturą mają niewiele wspólnego, bo bluzgów, absurdów, skandali wspomnianych w tytule jest tam co nie miara. Bardziej literacki język, górnolotne określenia oraz generalnie - standardowa konwencja językowa tutaj zostanie nieco nagięta. Wspomnę również o kilku kultowych sytuacjach ze wspomnianych seriali oraz filmów. Kochani Czytelnicy - jedziemy!

Kapitan Bomba / Laserowy Gniew Dzidy

W galaktyce o generalnie szokującej nazwie trwa obecnie swawola kosmitów. Jedyną nadzieją jest załoga Gwiezdnego Patrolu (Gwiezdnej Floty), której przewodzi tytułowy Kapitan Tytus Bomba. Człowiek demolka - do wszystkiego pruje z karabinku i wszystko oraz wszystkich nazywa tępymi... ech. Penisami, ale w mniej wybrednej formie. Przesadnie interesuje się wojskiem, jest brutalny i lubi dręczyć niesprzymierzonych z Gwiezdną Flotą (tych sprzymierzonych także - jest pod tym względem niepoprawnym rasistą) kosmitów. Flaki, strzały, bluzgi to chleb powszedni w trakcie oglądania wspomnianych produkcji Bartosza Walaszka - jak dla mnie króla kreskówek operujących w oparach absurdu.

Kapitan Bomba rzecz jasna nie podejdzie każdemu - jest to specyficzna produkcja, w której można znaleźć inteligentne żarty. Bartosz Walaszek ubiera je jednak w absurd oraz tonę przekleństw. Kosmici już nawet nie piją, a chleją: przeważnie wódkę pędzoną z ekskrementów. Zabawa tychże kończy się z reguły na tym, że strzelają do wszystkiego z karabinów laserowych i każą się wieźć przewozowi osób do domu uciech. Kibicują klubowi RKS Huwdu, który obskakuje wciry w każdej możliwej sytuacji, choćby grał sam ze sobą (wtedy mecz może zakończyć się ewentualnie obustronnym walkowerem). Kreskówka o średnich walorach estetycznych, ale generalnie dobra. Walaszek niestety zakończył produkcję Kapitana Bomby i zajął się takimi produkcjami jak Egzorcysta, czy Blok Ekipa. To już nie to samo.

Big Mouth

Szczerze? Odczuwam swego rodzaju obrzydzenie oglądając tę kreskówkę dostępną na Netfliksie. Tematem przewodnim jest dojrzewanie młodych osób, które w związku z tym zjawiskiem przeżywają ciekawe przygody. Menstruacja sprowadzona zostaje do potoku krwi, a seksualne żądze do hormonalnych potworów, które namawiają bohaterów kreskówki chociażby do rozwiązłości płciowej. Perwersje, wynaturzenia, masturbacja - taka sytuacja. Big Mouth szokuje, odrobinę nawet niepokoi, bo przecież mowa jest w produkcji o dzieciakach, które właśnie wchodzą w świat dorosłych. Big Mouth według mnie jest czasami zbyt ciężki w potoku przekleństw, jaki leje się z ekranu. Ma się nierzadko wrażenie, że skandalizowanie jest prowadzone na siłę przez twórców: równie dobrze może to być serialowa konwencja, z którą mogę się zgadzać lub nie. Jeżeli szukacie "odmóżdżającej" kreskówki, która lubi się babrać w wydzielinach ludzkiego ciała - proszę bardzo. Oto jest Big Mouth.

Zaznaczam jednak bardzo nieśmiale, że nie jest to produkcja dla wszystkich. Od reszty prezentowanych różni się tym, że dotyka naprawdę "delikatnych" tematów i gdyby można było porównać podejście twórców do nich - to byłoby to co najmniej krojenie chleba za pomocą piły łańcuchowej. Bezkompromisowo.

Wściekłe pięści węża / Sarnie Żniwo (Wściekłe pięści węża 3 pomijam, bo to słabe

Pastisz z kina akcji. Bartosz Walaszek wciela się z we "Wściekniętego Wąża", który walczy z innymi, osobliwymi postaciami. Sceny walki są zrobione tak, jakby był to projekt na zaliczenie w gimnazjum. Czasami odrobinę lepiej. I to jest właśnie piękne: produkcja robiona na 30 procent, bo po co starać się bardziej. Absurdalne sceny, mnóstwo gagów, wódka gazowana, kultowa scena pościgu i fińska muzyka rozrywkowa. Trudno opisać, co dzieje się w tych filmach, bo to po prostu trzeba zobaczyć. Mówi się, że aby dogłębnie zrozumieć przekaz (którego zasadniczo brak), jaki płynie z tych dzieł kultury - warto być nietrzeźwym. I znawcy tematu sądzą, że wcale nie chodzi o alkohol. Co mogę na ten temat powiedzieć ja? Był taki czas, że scenę "ze stolikiem" potrafiłem przez godzinę zapętlać z kumplem i tarzać się za każdym razem po podłodze. A potem oglądaliśmy mecz Legii.

Jeżeli lubicie kakao na ciepło, macie w sobie tyle zrozumienia oraz uwielbienia dla absurdu oraz nie mierzi Was montaż na poziomie zajęć w gimnazjum - świetnie trafiliście, bo wszystko czego potrzebujecie znajdziecie właśnie tutaj. Zapraszam Was do świata, w którym obowiązują zupełnie inne prawa fizyki. Uważajcie na kapelusze!

Chłopaki z baraków

W takiej Kanadzie mógłbym zamieszkać. Trzech rozgarniętych inaczej chłopaków, którzy chcą się dorobić. Jeden jest w miarę rozsądny, ale zdecydowanie za dużo pije: jego znakiem rozpoznawczym jest ciągle widziana w ręce musztardówka. Drugi natomiast jest tępy jak paczka gwoździ, nie ma instynktu samozachowawczego i zdecydowanie za bardzo lubi ogrodnictwo wyczynowe, a trzeci lubi kotki, ma wybitną wadę wzroku i lubi słuchać Rush. Mieszkają sobie na osiedlu barakowozów, gdzie nadzorcą jest ciągle napruty (bo już nie pijany) były policjant mieszkający ze swoim pociesznym i głupiutkim chłopakiem. Co może pójść nie tak na takim osiedlu? Dosłownie wszystko. Przestępstwa, kradzieże, rozboje, amatorskie kino ślizgane kręcone przez jednego z mieszkańców (przy współudziale reszty) i otwarta puszka z kupą Pandory. Nie wiecie, o co mi chodzi? To znaczy, że warto obejrzeć "Chłopaków z baraków".

Jedne sezony są lepsze od innych. Nie mogę natomiast przekonać się do kreskówki. Szkoda odtwórcy roli Jima Lahey'a (ciągle naprutego nadzorcy), który był świetny w tym, co robił. Mockument idealny. Nieźle wyglądają również spin-offy z chłopakami, którzy odwiedzają Europę oraz inne miejsce. Generalnie straszny bigos, który zajada się ze smakiem.

Family Guy - głowa rodziny

Rodzina niby normalna, ale patologiczna. Griffinowie mogliby spokojnie mieć kuratora, który zapewne martwiłby się o los dzieci w domu oraz niebezpieczne akcje samej głowy rodziny... jednak cały świat przedstawiony w tej kreskówce jest mocno absurdalny i wręcz brutalny. Peter Griffin lubi pić, rozrabiać, rozbierać się, działać na szkodę siebie i innych, a także tyrać swoje dzieci: szczególnie córkę, która ma myśli samobójcze i generalnie niską samoocenę (co lubi podkreślać). Syn natomiast (ten starszy) to uosobienie lamera, którego nikt nie lubi, śmierdzi i dziewczyny od niego stronią. Gromadkę zamykają: młodszy syn, zasadniczo malutki dzieciaczek, który jest geniuszem - psychopatą, antropomorfizowany pies, który lubi kontakty z kobietami (co go często gubi) oraz Lois Griffin, która stara się być stateczną panią domu. Ale w takiej rodzinie po prostu się nie da.

Family Guy uchodzi za produkcję kultową i wcale się temu nie dziwię. Poziom absurdu jest wysoki, istotnie. Jest sporo seksu, alkoholu, narkotyków, seksu, dziwactw, czasami i flaków oraz uciech z rzeczy uchodzących za delikatne. Dostaje się dosłownie każdemu. Nawet Trumpowi. Ale nie tylko dlatego warto obejrzeć ten serial.

Rozczarowani

Wyobraźcie sobie baśniową krainę, w której królem jest podstarzały, nieco zbyt najedzony facet o rozgarnięciu taboretu, a jego córka lubi popić, poszlajać się i porozrabiać z elfem oraz demonem Luci. Nie jest to może serial szczególnie wulgarny, ale dotyka co najmniej drażliwych tematów i podchodzi do nich w iście "lekki" sposób. Nie lubiłem dotąd światów magii i miecza, ale w Rozczarowanych warto zainwestować swój czas. Jest to na tyle lekka produkcja, że po prostu można sobie ją obejrzeć i w trakcie oczekiwania na autobus i wieczorem, przy piwku lub winku (albo czymś mocniejszym - co kto lubi), zamówić do tego kebaba i cieszyć się z kolejnej niekoniecznie grzecznej kreskówki, która nie zaangażuje Was tak jak niemiecki Dark, ale da Wam sporo radości. Dlaczego? Nie wiem, nie bardzo rozumiem fenomen Rozczarowanych, ale to po prostu dobry serial w konwencji odrobinę skandalizującej. Bo przecież księżniczka, która lubi zapić pałę do odcięcia nagrywania nie jest czymś codziennym, szczególnie w bajkach oraz kreskówkach, prawda?

Może właśnie dlatego Rozczarowani to serial naprawdę dobry? Kulturowo jesteśmy wręcz napchani baśniami, kreskówkami, animacjami o księżniczkach, które dobrze się prowadzą, są dostojne, mądre, piękne. Bean ani mądrością, ani dostojnością nie grzeszy. Za to przepiłaby mnie, Ciebie i jeszcze parę osób z redakcji.

Prezydent z kreskówki

Czy będzie czwarty sezon? Oby, bo stało się mnóstwo ciekawych rzeczy wokół prezydenta USA (byłego) - Donalda Trumpa, wyborów, zaprzysiężenia i tak dalej. Generalnie stało się mnóstwo złych rzeczy, jednak twórcy "Prezydenta z kreskówki" zapewne mieliby sporo pomysłów na to, jak pokazać to w satyryczny sposób. Zacząłem od końca: Prezydent z kreskówki to dzieje Donalda Trumpa na najwyższym urzędzie w Stanach Zjednoczonych - oczywiście wszystko to jest ukazane w komicznej konwencji. Trump to mało lotny intelektualnie (według twórców), ale chytry osobnik, który lubi mizoginistyczne żarty, jest przekonany o swojej wielkości i wykorzystuje swoich współpracowników, czasami w bardzo "świński" sposób. Nie brakuje tutaj absolutnie odwołań do prawdziwych wydarzeń z amerykańskiej polityki, co nadaje serialowi pikanterii. Są bluzgi, są żarty z seksu, religii, orientacji seksualnych... nie jest to najbardziej poprawne politycznie (dziwnie to brzmi przy serialu o silnym zabarwieniu politycznym), jest Donald Trump, który sam w sobie jest skandalistą oraz człowiekiem o bardzo silnym poczuciu własnej wartości.

Prezydent z kreskówki spotkał się z mieszanym odbiorem krytyków i zupełnie to rozumiem. Serial ma czasami słabsze momenty, ale są i sytuacje genialne - przy których człowiek potrafi opluć się pitym w trakcie oglądania drinkiem, piwkiem, herbatką - zależy co kto sobie tam lubi pić w trakcie. Generalnie, trzeba mieć odrobinę pojęcia o tym, co dzieje się w amerykańskiej polityce, by czerpać z tego serialu niemało przyjemności. A serio, jest w stanie odbiorcy to dać. O ile ten oczywiście, w takich klimatach gustuje.

Czytaj również: Nowe filmy i seriale na HBO GO w lutym – znamy wszystkie premiery

Czy o czymś zapomniałem?

Na pewno zapomniałem! Ale to moja wina, moich preferencji i doświadczeń. Kochani Czytelnicy - sekcja komentarzy jest Wasza: bierzcie ją sobie i róbcie to, co należy robić w komentarzach. Podrzućcie swoje typy (obejrzę chętnie, będę krewny kratę dobrego napitku), podzielcie się ulubionymi cytatami z rubasznych seriali oraz filmów. I cóż, widzimy się w innych tekstach na Antywebie!

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu