Mimo, że pracuję w branży medialnej i raczej w moim interesie jest to, by odwiedzający miejsca w których piszę Internauci jednak mniej korzystali z AdBlocka, to… naprawdę tych użytkowników rozumiem. Na niektórych stronach internetowych zanim człowiek dokopie się do właściwego materiału, musi przebrnąć przez co najmniej jedno wideo reklamowe, kilka wyskakujących okienek, a po bokach […]

Mimo, że pracuję w branży medialnej i raczej w moim interesie jest to, by odwiedzający miejsca w których piszę Internauci jednak mniej korzystali z AdBlocka, to… naprawdę tych użytkowników rozumiem. Na niektórych stronach internetowych zanim człowiek dokopie się do właściwego materiału, musi przebrnąć przez co najmniej jedno wideo reklamowe, kilka wyskakujących okienek, a po bokach wiszą bannery. To może irytować, stąd takie rozszerzenia radzą sobie świetnie, a branża medialna nic sobie z tego nie robi.

Przynajmniej w większej części. Pisałem dla Was niedawno o tym, jak postanowiłem nie korzystać z AdBlocka, lecz uciekłem się do dużo bardziej radykalnego rozwiązania. Jest lista stron, na które za „pazerność” nie wejdę dzięki malutkiemu rozszerzeniu dla Chrome. Ja rozumiem – dobrze przemyślane, odpowiednio rozmieszczone i mało inwazyjne reklamy – takimi też operujemy na Antywebie i jeżeli korzystacie z AdBlocka, spróbujcie dodać nas do wyjątków. Uznajcie sami, czy jest sens. Ale jak na wejście drze się do mnie jeden „stockowy lekarz” z reklamą tabletek, zaraz potem dostaję kolejnym wideo z reklamą kosmetyków, po bokach mało nie wypełzną mi z ekranu rozpraszające człowieka materiały promocyjne, to ja dziękuję za takie coś i idę czytać gdzieś indziej.

W interesie mediów jest skłonić użytkowników do porzucenia/wyłączenia AdBlocka

Z tym pierwszym będzie problem, bo bez AdBlocka nie wyobraża sobie aktywności w Sieci duża rzesza Internautów. Dla nich to wygoda podwójna – raz, że strony niezasysające przy okazji kilku bannerów ładują się szybciej, to w dodatku nikt nie szarpie im nerwów wbitymi w tło na siłę reklamami. Takie zachowania konsumentów treści media muszą sobie wliczyć w pewne straty, choć jak widać nie są one tak duże, skoro niektóre koncerny medialne albo nie przejmują się trendem i dalej straszą reklamami, albo AdBlocka po prostu blokują. Widzialność reklam na stronie to poza paywallem metoda zapłaty za treści i basta. Tu zgodzić się można. Ale ktoś zapomina, że to media są dla ludzi, a nie ludzie dla mediów.

advertisement-586132_1280

Tak właśnie widzę reklamową „wolną amerykankę” w Internecie

Forbes się nie popisał – a szkoda

Forbes postanowił zablokować dostęp do strony użytkownikom, którzy z AdBlocka korzystają. Cóż, to nie pierwszy taki pomysł dużego medium, wedle którego wymaga się wyłączenia rozszerzenia pod groźbą blokady możliwości korzystania z treści. Jednak Forbes zaliczył ogromną wpadkę – w jednej z reklam po kliknięciu podatny komputer był infekowany malware’em, który nie dość, że był nieco uciążliwy dla użytkownika, to w dodatku zbierał dane dotyczące danych logowania do różnych serwisów. To nie do pomyślenia, by tak poważne medium nie weryfikowało reklam, które wiszą na stronie i tym samym naraziło ich na utratę cennych danych. Takie wpadki z pewnością nie skłonią użytkowników do wyłączenia AdBlocka, a nawet mogą spowodować ich odpływ do innych mediów, a to jest jeszcze bardziej dotkliwe niż użytkownik, który ruch napędza, czyta, ale nie widzi reklam dzięki rozszerzeniu.

Grzegorz pisał dla Was niedawno o tym, że reklamodawcy powinni dbać o to, na jakich serwisach się reklamują – chodziło głównie o CDA, gdzie pojawiały się bannery z wizerunkami dużych marek technologicznych, które niby z piractwem walczą, ale reklamują się w serwisach, gdzie prawa autorskie są łamane. To powinno działać również w drugą stronę. Serwisy również powinny dbać o to, by reklamy były nie tylko przyjazne dla użytkowników, trafne, ale i bezpieczne, bo w tych – jak widać na przykładzie Forbesa również mogą czaić się cyberzagrożenia. Głupi błąd, ale wskazujący jasno, że problem reklam, AdBlocka i mediów to sprawa dużo bardziej złożona, niż się wydaje i wymaga ogólnej debaty nad sensownym kompromisem – o ile taki jest w ogóle możliwy.

Grafika: 1, 2