Bezpieczeństwo

Szantaż wkracza na nowy poziom - użytkownicy Ashley Madison otrzymują listy od przestępców

JS
Jakub Szczęsny
12

Sprawa Ashley Madison - portalu randkowego dla osób szukających romansu zatrzęsła Internetem wcześniej w tym roku. Nie bez powodu. Doszło tutaj do ostrej konfrontacji osób powołujących się na zasady moralne oraz tych, którzy uważają, że nikt nie ma prawa w taki sposób narzucać swojego systemu wartoś...

Sprawa Ashley Madison - portalu randkowego dla osób szukających romansu zatrzęsła Internetem wcześniej w tym roku. Nie bez powodu. Doszło tutaj do ostrej konfrontacji osób powołujących się na zasady moralne oraz tych, którzy uważają, że nikt nie ma prawa w taki sposób narzucać swojego systemu wartości - nawet, jeśli osoby zarejestrowane w Ashley Madison postępują jednoznacznie źle. Sprawa powraca - teraz osoby, których dane wyciekły do Internetu otrzymują fizyczne listy z żądaniem zapłaty.

Treść listów jest bardzo jasna. Albo zapłacisz nam określoną kwotę, albo Twoi bliscy dowiedzą się o Twojej mało chwalebnej przeszłości. Po ujawnieniu wycieku z Ashley Madison pisaliśmy dla Was na Antywebie o tym, że dwie osoby popełniły samobójstwo w związku z tym atakiem i możliwym wyciekiem ich danych. Szantażyści mogą opierać się na tym w swoich działaniach - skoro te dane są dla ludzi tak bardzo ważne - może uda się jeszcze coś z tego wyciągnąć?

Szantażyści karmią się nie tylko pieniędzmi, ale i ludzkim strachem. Nie jest tajemnicą to, że nawet jeżeli poszkodowani w tej sprawie zapłacą przestępcom, to nie poproszą oni o więcej pieniędzy. Bo przecież taka osoba zapłaciła raz - może zapłaci po raz kolejny? Stąd też wyznaje się zasadę, że z szantażystami się nie współpracuje i nie negocjuje. Na razie poleca się ignorować taką pocztę - bardzo prawdopodobne, że szantażyści zwyczajnie testują cierpliwość danych osób i wcale nie mają zamiaru ujawniać danych. Zwyczajnie liczą na to, że bardzo niskim kosztem będą mogli sobie nieco "dorobić". Nawet, jeżeli szantażystom zapłaci niewielki procent osób, do których wysłano listy, to i tak przebitka będzie niezła.

Jak podaje BBC powołując się na informacje otrzymane od policji informacje, na ten moment nie można utożsamiać szantażystów z osobami, które dokonały ataku na Ashley Madison, jednak śledztwo jest w toku. Również policja zaleca nie stosować się do żądań osób stojących za tymi listami. Jest jednak coś, co bardzo niepokoi.

Spójrzcie, ile danych udostępniamy o sobie w Internecie. Jest ich obecnie tyle, że można obdzielić kilka agencji wywiadowczych i każda z nich będzie zadowolona - nawet, jeżeli nie otrzyma tego samego. A jeżeli nasze dane znajdą się w rękach osób, które nie mają wobec nas dobrych zamiarów? Nadchodzi era hack-mailingu, takich przypadków będzie coraz więcej. Co innego otrzymać SPAM w skrzynce e-mail. List do domu będzie mieć dużo większe oddziaływanie - przecież przestępca wie, gdzie mieszkamy, co robimy, grozi nam ujawnieniem pewnych danych. Któż by się nie wystraszył? Sprawa Ashley Madison już w lecie wywołała wielkie zamieszanie wokół prywatności w Internecie - teraz robi to po raz kolejny. To było do przewidzenia, że ta sprawa będzie mieć swoje dużo bardziej rozległe konsekwencje.

Grafika: 1

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

atakAshley madison