43

Nie pamiętam, kiedy ostatnio zainstalowałem nowa aplikację. A Wy?

Zaglądacie regularnie do App Store albo Google Play? Szukacie nowych aplikacji na stronach i forach? Śledzicie nowinki i sprawdzacie świeże aplikacje mające szansę na zastąpienie tej, której własnie używacie? Tak robiłem kiedyś i nagle przestałem. Dlaczego? To wcale nie znudzenie, a najwyraźniej nasycenie rynku i... przyzwyczajenie?

Każda z platform oferuje już funkcję kopii zapasowej wraz z przenoszeniem naszych ustawień i zestawu aplikacji na nowe urządzenie, to za każdym razem urządzam je po swojemu od początku. Zmiana telefonu to dobra okazja, by zrobić porządek z aplikacjami, bo gdy próbuję pozbyć się tych, których nie używam na co dzień, zawsze powstrzymuje mnie myśl: „a co jeśli będzie potrzebna?” I takim oto sposobem nie jestem w stanie usunąć więcej niż kilku z potencjalnie kilkunastu lub kilkudziesięciu zbędnych appek. Zerowanie telefonu lub zupełnie nowe urządzenie okazują się być znacznie skuteczniejszymi rozwiązaniami.

Na jakiej zasadzie usuwacie aplikacje z telefonu?

I gdy dochodzi do takich okoliczności, to na telefonie w pierwszej kolejności lądują te niezbędne, by później wyznawać zasadę jeśli będzie potrzebna, to ją zainstaluję. W efekcie udaje mi się zredukować pakiet aplikacji do pewnego minimum, choć z upływem czasu historia zatacza koło. Ale zauważyłem też inną prawidłowość.

Przy żadnej z tych sytuacji nie decyduję się już na poszukiwanie alternatywnych rozwiązań. Kiedyś było to na porządku dziennym i w takich obszarach jak kalendarz, notatki, komunikator, przeglądarka mobilna, czytnik tekstów, skaner czy klient poczty e-mail, nieustannie starałem się znaleźć coś nowego, lepszego, ciekawszego. Odnoszę też wrażenie, że rynek aplikacji mobilnych działał te 2-3 lata temu na zupełnie innych obrotach. Tempo powstawania i determinacja, z jaką promowano nowe pomysły były całkowicie inne. Dynamika rynku zmieniła się i w tej chwili nie otrzymujemy tygodniowo kilku propozycji przyjrzenia się nowemu rozwiązaniu, lecz bierze nas to trochę z zaskoczenia. Gdy się tego najmniej spodziewamy, na rynku pojawia się aplikacja lub usługa, która szturmem podbija smartfony użytkowników i zadomawia się tam na dobre.

Aplikacje od Google, Microsoftu i Apple stały się wystarczające

Po dłuższym zastanowieniu uznałem, że taki stan rzeczy wynika również z dojrzałości produktów, które wcześniej wymagał dopracowania. pójrzmy choćby na aplikacje Gmaila, Outlooka, Kalendarz Google, mobilnego OneNote’a czy Applowe Notatki. Każda z tych aplikacji mogła być uznana za domyślną, ale nie najlepszą w swej dziedzinie. Giganci potrzebowali czasu na rozwinięcie swoich usług, podczas gdy mniejsi deweloperzy mogli wprowadzać nowości i zmiany w mgnieniu oka. Gdy ta różnica w funkcjonalności aplikacji została zredukowana, trochę z wygody, a trochę z przyzwyczajenia, zdaliśmy się na propozycje, które znajdują się tuż pod palcem.

Do chwili, w której w mojej głowie pojawił się pomysł na ten tekst, ani przez chwilę nie pomyślałem o rozpoczęciu poszukiwań zastępcy dla Kalendarza Google, Microsoft To-Do oraz Scannable – to przykłady pierwsze z brzegu. Co więcej, po spędzeniu kilkunastu minut na przeglądaniu zestawień ostatnich nowych aplikacji po prostu odpuściłem, bo nigdzie nie dojrzałem wartości, która byłaby w stanie zachęcić lub zmusić mnie do podjęcia wysiłku zmiany aplikacji. Skoro działa, to po co psuć?