11

Nie chcecie nowego Call of Duty co rok? Trudno, sami się o nie prosiliście

Niby nie chcemy w kółko tego samego, ale w kółko to samo kupujemy. Cierpimy z tego powodu, że duże produkcje są wtórne, ale portfelem właśnie na nie głosujemy. Może pora pogodzić się z tym, że tak naprawdę nie chcemy zmian? Jednym z ulubionych powodów graczy wszelkiej maści do narzekania jest fakt, że branża stała się […]

Niby nie chcemy w kółko tego samego, ale w kółko to samo kupujemy. Cierpimy z tego powodu, że duże produkcje są wtórne, ale portfelem właśnie na nie głosujemy. Może pora pogodzić się z tym, że tak naprawdę nie chcemy zmian?

Jednym z ulubionych powodów graczy wszelkiej maści do narzekania jest fakt, że branża stała się wtórna. „Ciągle to Call of Duty…”, „Ile można grać w Assassina?”, to tylko niektóre marki, którym obrywa się za to, że kolejne części ukazują się zbyt często. Jeżeli przyjrzymy się ewolucji Call of Duty na przestrzeni ostatnich lat, to faktycznie jest to… ewolucja. W dodatku powoli postępująca, bo przecież różnice między Modern Warfare, a Modern Warfare 3 są niewielkie, żeby nie powiedzieć kosmetyczne.

Sieć oczywiście sobie kpi, zarzeka się, że już nigdy gry z tej serii nie kupi, w komentarzach odsądza się wydawcę od czci i ogłasza bojkoty. Okazuje się, że to wszystko jest bardzo pozorne. Jak stwierdza szef Activision, Eric Hirshberg – gracze pragną nowego Call of Duty co rok.

Jest potrzeba i podniecenie, podczas każdej premiery. Później ludzie grają – cały rok. W tej chwili mamy największą społeczność graczy.

Krótko mówiąc – gdyby system nie działał, to by go nie stosowano. Pomimo narzekań na wtórność i powtarzalność, popyt na kolejne Call of Duty, nie wprowadzające wcale rewolucji, istnieje. Mało tego, Hirshberg idzie dalej i zachwala system w którym wiele studiów pracuje nad jedną marką. Mogą dostarczać kolejne części szybciej, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom, a różne podejścia skutkują świeżością w kolejnych odsłonach serii.

O ile z tą świeżością bym się kłócił, bo kolejne części Call of Duty od pewnego czasu zaczynają przypominać swoje właśne klony, to nie da się ukryć, że system kilku studiów sprawdza się, z punktu widzenia panowania nad rynkiem. Activision słusznie oszacowało, że ma powodu, aby obawiać się przesycenia rynku. Wystarczy wykorzystać obecną pozycję marki i utrzymać poziom, żeby nie odrzucić graczy.

Osobiście nie mam nic przeciwko, żeby kolejne Call of Duty ukazywały się nawet co pół roku. Pewnym problemem może być tryb dla wielu graczy, bo przecież nie każdemu uśmiecha się wydawać co kilka(naście) miesiący dwieście złotych, żeby mieć z kim pograć. Z drugiej strony – zwróćmy uwagę na to, jak długo po premierze było (jest) popularne pierwsze Modern Warfare.

Krótko mówiąc – raczej nie powinniśmy się spodziewać w najbliższym czasie zmiany polityki ze strony Activision. Trend będzie raczej odwrotny, to inni wydawcy podchwycą ten system. Ubisoft już teraz wypuszcza kolejne Assassin’s Creedy co rok, i chociaż prace nad marką trwają w ramach jednego studia, to jest ono prawdziwym molochem, w którym z pewnością istnieje podział na grupy, przydzielane do różnych projektów, z odpowiednim wyprzedzeniem.

Nowości? Innowacje? Świeżość? Panowie i Panie, bądźmy poważni. Kto normalny spodziewa się, że twórcom bestsellerowych serii pozwoli się na ryzykowanie setek milionów dolarów (nie mówimy tylko o kosztach produkcje, ale też potencjalnym psuciu marki)? Po takie rzeczy, to zapraszam na Steam do zakładki „indie”.