16

Napisy na pleckach smartfonów potrafią być tak wielkie, że aż proszą się o etui

Na pewno macie w znajomych kogoś, dla kogo logo producenta na ubraniu jest ważniejsze niż sam "ciuch". Czasem wygląda to wręcz śmiesznie, szczególnie kiedy decydują się na przykład na bluzę z ogromnym znaczkiem. Śmiesznie wyglądają też niektóre smartfony i kompletnie nie rozumiem tej mody.

Patrzę sobie właśnie na plecki Samsunga Galaxy A52 i A72. Śliczne pastelowe kolory, delikatny niebieski i równie delikatny fiolet. Na dole małe, ledwo widoczne logo firmy, a pod spodem…adres w Dublinie oraz numer IMEI. Te ostatnie trochę szpecą, ale jednak są na tyle delikatne by po chwili nie zwracać na nie uwagi. Zaryzykuję stwierdzenie, że to najładniej wykończone plastikowe smartfony jakie ostatnio widziałem i podoba mi się, w którą stronę poszła wizualnie ta seria.

Później biorę w dłoń testowany przeze mnie aktualnie POCO X3 Pro i jest zupełnie inaczej.

Napis „POCO” zajmuje zdecydowanie więcej miejsca, zupełnie jak w modelu X3, który miałem w testach jesienią. I jak ładnie plecki nie odbijałyby światła, to ten napis kłuje w oczy za każdym razem kiedy mam smartfona w dłoniach.

Ale czemu te napisy są takie małe, nie można zrobić większych? Można, co udowadnia realme chociażby swoim nowym realme 8 pro. Ogromny napis „DARE TEO LEAP” zaczyna się na jednej, a kończy na drugiej krawędzi smartfona.

I ja rozumiem, że producent koniecznie chce mieć chwytliwe hasło reklamowe (które przy okazji tak naprawdę nic nie znaczy), ale żeby od razu pisać je wielką czcionką na pleckach smartfona? Okropny trend, który zaczyna przybierać na intensywności. Wyobrażacie sobie żeby na nowym Samsungu Galaxy z serii S pojawił się na przykład wielki napis „BARDZIEJ”? W końcu swego czasu takie niezrozumiałe hasła krzyczały ze słupów reklamowych.

Nie zrozumcie mnie źle, ja nie mam nic przeciwko brandingowi na pleckach. Ale można to zrobić zdecydowanie ładniej i delikatniej. Dobrym przykładem jest Samsung, gdzie na ogromnych matowych pleckach Galaxy S21 Ultra umieścił ciemnie, świetnie wyglądające logo.

Applowskie jabłko, z którego przecież śmiejemy się od lata – zawsze wygląda na pleckach iPhonów schludnie, nawet jeśli jest odblaskowe.

Nawet to samo Xiaomi, które umieszcza na pleckach POCO ogromny napis, w serii Redmi jest dyskretne i nie stara się wypalać nim oczu użytkownika. A przecież to popularniejsza marka, która wzbudza więcej skojarzeń.

Użytkownicy smartfonów dzielą się na dwie grupy. Jedna od razu wkłada urządzenie do etui – ja robię to przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa, ale lubię też móc zmieniać wygląd smartfona, choć nie każdy zgadza się z tym, że drewniane wykończenie z wyjącym do księżyca wilkiem wygląda dobrze.

 

Druga grupa stara się docenić projektantów i trzymać w dłoniach urządzenie takim, jakie wyszło z fabryki. W końcu projekt obudowy smartfona nie powstaje w 5 minut na kolanie – czasem zmiany względem poprzedniej generacji są delikatne i subtelne, innym razem znaczące i rewolucyjne. Ale ogromne napisy z nazwą producenta czy chwytliwym hasłem promocyjnym nie mają z estetyką nic wspólnego i naprawdę nie potrafię znaleźć odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”. Mam też nadzieję, że to tylko pojedyncze projekty i za jakiś czas nie staną się wszechobecną modą. Wtedy brakować będzie już tylko opcji wrzucenia własnego napisu, jak na tych wszystkich nieśmiesznych koszulkach, które można kupić na bazarkach nad morzem lub zamówić w sieci.