19

Co mówią o nas najpopularniejsze pytania w Google? Niestety nic dobrego

najpopularniejsze pytania w google
Google to skarbnica wiedzy. Korzystamy z niej, aby odnaleźć odpowiedzi na najbardziej nurtujące nas pytania. Rzućmy więc okiem na te najpopularniejsze i zastanówmy się, co takiego o nas mówią.

Oczywiście lista dotyczy pytań zadawanych w języku angielskim, jednak większość z nich nie ogranicza nas w żaden sposób. O to zapytać mógłby każdy na świecie, kto tylko ma dostęp do internetu. Zacznijmy od numeru jeden, bo jest on całkiem zaskakujący. „Jaki jest mój adres ip?” – pytają żądni wiedzy ludzie. Przyznam szczerze, że się tego nie spodziewałam. Sama bym tego nie wydedukowała. Czy faktycznie ta wiedza jest nam aż tak często potrzebna? I właściwie do czego? Coś mnie chyba omija, skoro sama nie sięgam po te informacje. Tak samo dziwi mnie miejsce drugie: „która jest godzina?”. Zakładam, że horrendalnej liczbie osób popsuły się zegarki w telefonach czy komputerach, przez które wpisywali to pytanie – o zwykłych zegarach w domu nie wspomnę. Dopiero przy pytaniu trzecim robi się sensownie – „jak się zarejestrować, aby móc glosować?”. No i tu mamy faktycznie ważną sprawę. Chwała Amerykanom, że poszukują takich informacji. Kolejne pytanie pokazuje za to, że chcą pozostać w tym wszystkim eleganccy i dowiedzieć się wreszcie, „jak zawiązać krawat?”. Widać braki wiedzy wyniesionej z domu, ale to nic, liczą się chęci.

Hey, Google

Dalej jest całkiem standardowo. Ludzie chcą wiedzieć, „co to za piosenka”, zapewne wpisując: „nanana nana nanana”. Chcą wiedzieć, „jak schudnąć„ i „kiedy jest dzień matki”. Na szczęście lista i ludzie nie zawodzą, bo bardzo szybko robi się dużo ciekawiej. Pytanie 16., czyli: „jak zajść w ciążę?” trochę mnie martwi. Czy ludzie, którzy myślą o tym na poważnie, nie powinni już posiadać tej wiedzy? Wydaje mi się całkiem powszechna. Zrozumiałabym, gdyby pytali, jak NIE zajść. Ale żeby w tę stronę? Ciąża to dość popularny temat. Chcemy wiedzieć, czy można w nią zajść w trakcie miesiączki, jak zachodzić szybciej, a jak już zajdziemy, liczymy, że Google powie nam, w którym jesteśmy tygodniu.

Z koronawirusem walczymy płacząc ze śmiechu. Przynajmniej w świecie emotek

Zabawne wydaje się również pytanie: „where are you now?”. Przytaczam je w oryginale, bo nie jestem pewna, czego dotyczy. Czy szukamy piosenek o tym tytule (a jest ich co najmniej kilka), motywujących cytatów czy po prostu próbujemy porozumieć się z naszym komputerem na dużo bardziej intymnym poziomie? Nie martwcie się, wpisujący. Gdziekolwiek się znajduje – jest pod tym samym niebem, co wy. Wystarczająco sztampowo? Zainteresowało mnie również pytanie: „gdzie jest mój telefon?”. Po przejrzeniu listy obawiam się, że wpisujący je w ten sposób faktycznie liczą na odpowiedź ze strony wujka Google, a nie po prostu szukają aplikacji, które uratują ich w przyszłości.

Mam pytania na wszystkie wasze odpowiedzi

„Ile mam lat?”, „jak uprawiać seks?”, „ile zostało dni do świąt?”, „na jaki dom mogę sobie pozwolić?”, „jak zhakować konto na Facebooku?”  i na zaszczytnym 99. miejscu – „jaki jest sens życia?”. Ciekawe, że to ostatnie przegrało ze wszystkimi, które wymieniłam i wieloma, wieloma innymi. Może gdyby antyczni filozofowie zajęli się szukaniem odpowiedzi na to, „jak narysować psa”, „jak usmażyć naleśniki”, „jak szybko zarobić” i „ile uncji jest w litrze”, żylibyśmy dziś w innym świecie? Google traktujemy bardzo przyziemnie, czasami może nawet do przesady. Wygląda na to, że wierzymy, że Wujaszek naprawdę skrywa odpowiedzi na najważniejsze z możliwych pytań. Jak myśmy sobie bez niego radzili? Może stąd te wszystkie wielkie wojny i konflikty, bo nie było prostych odpowiedzi?! A mówiąc poważniej, bardziej martwię się, jakbyśmy sobie poradzili, gdyby Google z jakiegoś powodu nagle przestało istnieć. I nie, Bing, to wcale nie byłby twój moment chwały. Po prostu byśmy oszaleli. No, bo kto tak naprawdę wie, „czy będzie dzisiaj padać”, „ile lat ma Donald Trump” i „jak wysoki jest Kevin Hart?”. Hm. W sumie nie wiem. Poczekajcie, sprawdzę w Google.