17

Jaka jest (moim zdaniem) najlepsza muzyka do ćwiczeń

W przypadku ćwiczeń fizycznych dobór odpowiedniej muzyki może być bardzo istotny, ponieważ potrafi być ona bardzo skutecznym motywatorem. Oto mój przepis na to, jak wybrać odpowiednie numery.

Jakiś czas temu podzieliłem się z wami moim pomysłem na najlepszą (moim zdaniem) muzykę do pracy. Tamten tekst spotkał się z waszym bardzo ciepłym przyjęciem i pojawiło się pod nim wiele ciekawych komentarzy. Dlatego też dziś chciałbym wam przedstawić podobny materiał, który jednak dotyka znacznie odmiennej sfery życia – ćwiczeń. Sam nie jestem jakoś niesamowicie wysportowany i dlatego też ćwiczenia to raczej czynność, w której przydaje mi się każda dodatkowa kropla motywacji. Nietrudno się więc domyślić, że podobnie jak w przypadku pracy, także i tutaj muzyka odgrywa bardzo istotną rolę i są dni, że bez niej „ani rusz”. Tak samo, jak w przypadku poprzedniego zestawienia, także tutaj wybór jest podyktowany moimi prywatnymi preferencjami, jednak chciałbym tu wskazać kilka kluczowych elementów na które warto zwrócić uwagę i które każdy może dopasować do swoich preferencji.

Muzyka do ćwiczeń – moich 5 zasad

1. Niech to będzie „Twoja” muzyka

Jeżeli w YouTube czy Spotify wpiszemy „muzyka do ćwiczeń” lub „workout playlist”, zapewne wyskoczy nam szereg gotowych składanek. I jeżeli kogoś taki wybór będzie satysfakcjonował – super. Ja jednak zauważyłem, że w przypadku ćwiczeń w których muzyka ma pomagać i motywować, dużo lepiej sprawdzają się ułożone własnoręcznie playlisty. Wszystko dlatego, że po pierwsze – słuchamy tego co już znamy i muzyka nas w żaden sposób nie zaskakuje, wybijając np. z rytmu, a także – w niektórych przypadkach – niesie ze sobą jakiś ładunek emocjonalny. Sam mam kilka numerów, które bardzo skutecznie mnie motywują i bez których nie wyobrażam sobie ćwiczenia. Dlatego warto poświęcić te kilka minut, by stworzyć własną składankę.

2. Oczywiście – im więcej energii tym lepiej

Jeżeli wybieramy swoją muzykę, to jak piękne nie byłyby niektóre ballady, to myślę, że nie jestem osamotniony w przekonaniu, że 18 and Life czy November Rain raczej średnio sprawdzą się jako dobry motywator do ćwiczeń. Dotyczy to zarówno warstwy instrumentalnej jak i tekstowej. Jeżeli jest się na ostatnim okrążeniu biegu czy też walczy się o każde kolejne powtórzenie, to raczej nie pomaga fakt, że w naszych słuchawkach podmiot liryczny rozwodzi się nad tym, jaki to świat jest dla niego niedobry. Tutaj sprawdzają się raczej szybsze kompozycje z niezbyt angażującym tekstem.

3. Prosto do celu

Tutaj też warto zaznaczyć jedną rzecz – nawet jeżeli jesteśmy fanami wirtuozerskich popisów (dla mnie jest to chociażby muzyka Malmsteena, Erica Johnsona czy George’a Lyncha), to takie elementy również nie pomagają. Przy wyborze muzyki dużo lepiej skupić się na numerach które mocno trzymają się swojej rytmicznej bazy, posiadają charakterystyczne riffy i raczej nieskomplikowaną melodię. To samo tyczy się wszystkich kapel, które eksperymentują ze zmiennym metrum i nietypowymi skalami (patrzę w waszą stronę, Tool i Dream Theater).

4. Dostosuj tempo do siebie

Każdy z nas ćwiczy w innym tempie i, przynajmniej w moim przypadku, dużo łatwiej ćwiczy mi się (szczególnie biega) w momencie, w którym muzyka dostosowana jest rytmicznie do wykonywanych przeze mnie czynności. Najbardziej chyba irytuje mnie fakt, kiedy utwór, który akurat leci jest minimalnie szybszy od mojego tempa biegu, ponieważ mimowolnie staram się wtedy przyspieszyć, by się z nim zrównać, a to, jak wiedzą osoby które biegają, nigdy nie jest niczym dobrym. Dlatego też układając swoją playlistę, warto zwrócić uwagę, do jakiego rodzaju ćwiczeń będzie ona przeznaczona.

5. Ciężko, ciężej, heavy metal

I tutaj dochodzimy do creme de la creme tego, czym dla danej osoby jest motywująca muzyka. Osobiście jestem wielkim fanem cięższego grania z lat 80’tych i fakt połącznia ciężkich gitar z niższym wokalem daje mi niesamowicie dużo energii. Surowość i bezkompromisowość tej muzyki działa bardzo motywująco, co prawdopodobnie było jednym ze składników jej sukcesu w tamtych latach. Jeżeli jednak chodzi o ćwiczenia, to mam wyselekcjonowane dwie grupy zespołów, których twórczość świetnie sprawdza się w przypadku ćwiczeń.

Pierwsza z nich to grupa w której dominują naprawdę ciężkie, ale proste riffy połączone z bardzo charakterystycznym wokalem. Mam tu więc chociażby THC (Texas Hippie Coalition):

Accept (wszyscy fani tego zespołu mnie teraz zjedzą, ale mi do ćwiczeń bardziej pasuje współczesna wersja składu):

Battle Beast:

Czy chociażby Airbourne:

W drugiej grupie natomiast znajdują się zespoły, które nie grają tak ciężko, ale za to mogą popisać się niesamowitą (jak dla mnie) melodią. Tutaj znajduje się większość kapel tzw. hair metalowych, pokroju Firehouse:

Ratt:

Warrant:

Dokken:

Czy Britny Fox:

Oczywiście – wszystkie powyższe przykłady działają dla mnie i nie muszą działać dla was. Chętnie jednak przeczytam, co was motywuje w trakcie ćwiczeń. Być może będzie to coś bardzo podobnego, a być może – coś zupełnie innego, opartego na kompletnie odmiennych priorytetach. Jestem bardzo ciekawy waszych propozycji.