9

Nagrywanie koncertów telefonem nie ma większego sensu

nagrywanie koncertów telefonem
Powoli rozkręca się koncertowa odwilż. Wracamy do słuchania muzyki na żywo, do dobrej zabawy. Być może wkrótce znów koncerty zostaną nam odebrane, jednak jestem pewna, że nawet wtedy nie przydadzą nam się muzyczne nagrania.

Bardzo lubię chodzić na koncerty. To świetna okazja, aby poznać ulubionych muzyków z całkowicie nowej strony. Czasem okazuje się przecież, że grupa, która fenomenalnie brzmi na płytach, wyjątkowo kiepsko radzi sobie z grą na żywo, a zespoły, które były dla nas wcześniej względnie obojętne, dały na koncercie taki ogień, że z hukiem lądują w czołówce naszych ulubieńców. Poza biletowanymi koncertami konkretnych muzyków są oczywiście również festiwale – zarówno te darmowe (Pol’and’Rock czy te nieszczęsne Juwenalia) jak i płatne. Na nich z kolei możemy cieszyć się zintensyfikowaną dawką ulubionej muzyki oraz szansą na poznanie całkowicie nowych artystów, na których występy trafiliśmy przypadkiem. Przez ostatnie lata udało mi się w ten sposób wyłowić kilka perełek.

„Wiec schowaj ten aparat, by najlepszego nie przespać”

Właściwie nie słucham koncertowych wersji płyt, czasami zdarza mi się oglądać profesjonalnie nagrane koncerty. No właśnie. Profesjonalnie jest tu słowem kluczem. Tego typu nagrania pojawiają się na przykład w serwisach VOD. W Polsce pod tym względem przoduje iTunes, w którym w koncertowej kategorii mamy naprawdę niezły wybór. Pojedyncze koncerty (np. Pezeta czy Coldplay) możemy zobaczyć również na przykład na HBO. Profesjonalne nagrania pojawiają się również na YouTubie. Nie ma znaczenia po jaki gatunek sięgniemy, tego typu nagrania łączy jedno – porządna jakość zarówno dźwięku jak i obrazu. Bardzo dobrze słyszymy muzyków, a dzięki montażowi widoków z kilku kamer świetnie też ich widzimy oraz przyglądamy się publiczności. Żadna z tych rzeczy nie charakteryzuje nagrań wykonanych telefonem.

Oczywiście smartfony z roku na rok stają się coraz lepsze, a jakość kamer i aparatów, jakie w nich znajdujemy, pnie się w górę. Kieszonkowym urządzeniom wciąż jednak bardzo daleko do profesjonalnego sprzętu. Nie jesteśmy w stanie uzyskać dobrej jakości, stojąc gdzieś daleko od sceny, w nieidealnym miejscu pod względem akustycznym. Do tego dochodzi gra świateł, z którą smartfon może sobie nie poradzić, nasza drżąca ręka oraz ręce, głowy i inne części ciała ludzi przed nami. Krzyki tłumu mieszają się z instrumentami i głosami muzyków, tworząc paskudną papkę. I po co to wszystko?

Rozumiem króciutkie filmiki dla znajomych. No wiecie, leci jakaś dobrze kojarząca wam się piosenka, artysta opowiada coś ciekawego ze sceny i tak dalej. Sięgamy na moment po telefon, nagrywamy kilka do kilkudziesięciu sekund, sprzęt lądujemy z powrotem w kieszeni, a my bawimy się dalej. Ale żeby spędzać ze smartfonem w ręku większość koncertu i to wcale nie w formie latarki? Skupiamy się na utrzymaniu telefonu żeby nam nie wypadł, czasem nawet patrzymy na jego ekran, zamiast bezpośrednio na scenę. Gwarantuję wam, że dużo lepszy efekt osiągniemy patrząc i słuchając własnymi narządami, a nie smartfonem.

Tego typu długaśne nagrania lądują potem często w sieci i nie przydają się absolutnie nikomu, bo ich jakość sprawia, że nie da się ich nawet w spokoju wysłuchać. Po co gromadzić w pamięci smartfona te filmiki? Czy ktokolwiek, kto nagrywa tak długie części koncertów, siada potem w domu i ogląda to, co stworzył? Pokazuje wszystkim znajomym? Puszcza co wieczór przed snem? Szczerzę w to wątpię. Oczywiście tego typu praktyki dotyczą też całej masy innych wydarzeń, nie tylko koncertów. Występy naszych dzieciaków, uliczne pokazy czy fragmenty imprez. Również lubię robić zdjęcia, gromadzić w ten sposób wspomnienia, tworzyć albumy. Pozwalam sobie jednak na tylko krótką chwilkę nieuwagi, na moment dla elektroniki, zanim wrócę do zabawy. Pozwólmy sobie na więcej radości z życia. Jeśli takie praktyki sprawiają komuś wielką przyjemność, to rzecz jasna nic na to nie poradzę. Niech sobie tacy dalej nagrywają, niech im ręka ścierpnie. Oby tylko nie byli zbyt wysocy i nie stali na koncercie przede mną, bo wszystko mi zasłonią, a tego już nie zdzierżę.