2

Nadchodzi era kosmicznych wojen, czy raczej przepychanek?

Jednym z ciekawszych wydarzeń związanych z podbojem kosmosu było wydzielenie przez prezydenta Trumpa sił kosmicznych, jako osobnego rodzaju sił zbrojnych. US Space Force to na tę chwilę projekt bardziej marketingowy, pozwalający amerykańskiemu prezydentowi pochwalić się logiem, sztandarem i brylować w wystąpieniach, chwaląc się amerykańską pozycją lidera w tym zakresie. Nie da się jednak ukryć, że wraz z gwałtownym przyśpieszeniem rozwoju cywilnych programów kosmicznych i dynamiczną budową komunikacyjnych sieci satelitarnych, kwestią czasu jest wyniesienie realnych konfliktów ziemskich na naszą orbitę.

Robi się tłoczno

Według szacunków NASA nie dawno na naszej orbicie latało jeszcze niedawno około 5000 satelitów (z których działa jakieś 2000). W ostatnim czasie regularnie wysyłane są jednak liczone w setkach satelity nowych konstelacji komunikacyjnych. Tylko projekt Starlink od Elona Muska ma wynieść 12000 nowych satelitów, a na rozpatrzenie czeka jego podanie o zezwolenie wyniesieni kolejnych 30000. Jednocześnie w związki z miniaturyzacją i spadkiem kosztów umieszczania na orbicie znacznie zwiększyła się także liczba mniejszych operatorów przeróżnych satelitów.

Nie da się też ukryć, że rozwój wspomnianych sieci komunikacyjnych w kosmosie jest przedłużeniem tego, co dzieje się na ziemi w zakresie 5G i jest obecnie polem konfliktu na linii Stany Zjednoczone – Chiny. Wydaje się, że to właśnie w tej sprawie w najbliższym czasie może dojść do jakichś zaogniających sytuację wydarzeń. Chiny w zakresie techniki kosmicznej mocno nadrabiają dystans i tak naprawdę, gdyby nie firma Elona Muska, to powoli można by się zacząć zastanawiać, kiedy ich przegonią. Już teraz tworzą sieci działające na podobnej zasadzie, choć na razie na mniejszą skalę. Wydaje się jednak, że kwestią czasu jest to, kiedy zaczną sobie wzajemnie wchodzić w drogę.

Szumna doktryna US Space Force

Naprzeciw całej tej sytuacji wychodzi opracowana ostatnio, wstępna doktryna amerykańskich sił kosmicznych, udostępniona tutaj. Nie będę się tu rozwodził nad jej szczegółami, jest to dość pompatyczny dokument, który swoim kwiecistym stylem ma uzasadnić miliardy dolarów, które na ten projekt popłyną. Nie da się jednak nie zauważyć, że Amerykanie podchodzą do tematu kosmosu bardzo konfrontacyjnie, czym z pewnością wymuszą podobne ruchy u konkurencji, szczególnie tej z Chin i Rosji.

Niemal równocześnie pojawiło się w ostatnim czasie sporo doniesień o tym, że Rosjanie przeprowadzili kilka testów broni antysatelitarnej umieszczonej we własnych obiektach tego typu. To zapowiada w niedługim czasie start otwartego wyścigu zbrojeń w kosmosie. Przy dzisiejszym stanie technologii przez pewien czas będzie to bardziej ekonomiczna ciekawostka (kolejne miliardy dolarów, jenów i rubli na to pójdzie), ale biorąc pod uwagę dynamiczny rozwój, którego ostatnio jesteśmy świadkami, to w ciągu jakichś dwu dekad sytuacja może przybrać już bardziej poważne kształty.

Problem uregulowań międzynarodowych

Papierkiem lakmusowym tego, w jaką stronę będzie zmierzała koegzystencja interesów różnych państw w przestrzeni kosmicznej, może być to, co wydarzy się w kwestii traktatów kosmicznych. Te obowiązujące dziś są dość leciwe, nieprecyzyjne a jednocześnie w paru miejscach ograniczające swobodę choćby takiego US Space Force. Patrząc na sytuację polityczną na świecie, nie spodziewałbym się jednak w najbliższym czasie nowych rozwiązań tego typu, a raczej wycofania się ze starych.

Czy w najbliższym czasie doczekamy się więc kosmicznych wojen? Technologicznie jest na to jeszcze za wcześnie. Na dziś bardziej prawdopodobny jest wyścig w tworzeniu systemów komunikacyjnych, co ewentualnie może skutkować jakimiś incydentami i sporami. Będziemy też świadkiem prężenia muskułów przy pomocy pierwszych, na razie prymitywnych, oficjalnie ofensywnych kosmicznych obiektów.

Tak czy inaczej, prace nad prawdziwymi kosmicznymi siłami zbrojnymi powoli wychodzą z komiksowo-filmowego świata i warto zacząć śledzić ich rozwój. Jednak prawdziwa zabawa zacznie się dopiero wtedy, gdy jako ludzkość opanujemy technologię pozyskiwania surowców np. z Księżyca. Obyśmy wtedy umieli rozwiązać problemy, które z tego wynikną przy stole konferencyjnym.