Felietony

Na pewno wrócę tam za rok. Spostrzeżenia z mojego pierwszego IEM-a

KK
Konrad Kozłowski

Pozytywnie zakręcony gadżeciarz, maniak seriali ro...

0

Do ilu razy sztuka? W sumie to nieistotne, bo dopiero w tym roku wszystkie okoliczności pozwoliły mi odwiedzić Katowice z okazji Intel Extreme Masters. Imprezy, o której głośno jest na tyle, że nawet zupełnie niezainteresowane tą tematyką osoby dostrzegają jej znaczenie i potencjał. Materiały w telewizji zawierają przede wszystkim ujęcia z kolejki znajdującej się przed Spodkiem, bo przecież z takim obrazem dla wielu osób przede wszystkim kojarzy się IEM. A na co zwróciłem uwagę w ciągu dwóch dni przemieszczania się pomiędzy halami, stoiskami i niesamowitymi tłumami ludzi?

"Pozytywny chaos"

W Katowicach nie pojawiłem się choćby z odrobiną oczekiwań. Postanowiłem dać się porwać szaleństwu, które tu panuje i które czuć na każdym kroku, niezależnie od tego dokąd się skieruję. W najbardziej zaludnionych pomieszczeniach trudno jest pokonać choćby kilka kroków bez potrącenia kogoś ramieniem lub bycia potrąconym przez innych. Nie wiadomo dokąd oni wszyscy zmierzają, ale najwyraźniej wszyscy, których mijam doskonale znają swoje cele - przypuszczam, że najcześciej są nimi znane osobistości lub konkretne rozgrywki. Jestem niezwykle rozemocjonowanym kibicem “zwykłego” sportu, więc atmosfera panująca na takim wydarzeniu nie jest mi obca, choć geneza tych emocji jest nieco inna. A zarazem tak podobna. gdy tylko tłum zaczyna klaskać, krzyczeń czy buczeć. To wszystko składa się na “pozytywny chaos”, w którym początkowo może być niezwykle trudno się odnaleźć, ale z każdą godziną zaczynasz czuć rytm i aklimatyzujesz się na tyle, że “płyniesz z prądem’. Nadal są chwile, w których nie do końca rozumiesz to co się właśnie dzieje, ale dawka emocji generowana przez wszystkich wokół jest za duża, by jej nie ulec.


To impreza dla każdego

Już wielokrotnie podkreślałem, że najbliżej mi do “gracza niedzielnego”, dlatego może pojawić się pytanie, co taka osoba jak ja, robi na Intel Extreme Masters. W czasie drogi nie byłem przekonany, czy znajdę tu cokolwiek dla siebie. Mam za sobą krótką historię z CS-em (wersja 1.6), natomiast z pozostałych tytułów uruchamiałem jeszcze tylko Heroes of the Storm. No właśnie, uruchamiałem - po zaledwie kilkunastu minutach spędzonych w grze, z których większość upłynęła na początkowe ustawienia, powracałem do pulpitu. Być może, gdyby w tej sytuacji ktokolwiek wprowadziłby mnie w to, czego miałem doświadczać, wszystko potoczyłoby się inaczej.

Samodzielnie nie udało mi się odnaleźć tego “czegoś” w żadnej z gier z IEM-a. Nie zmienia to jednak faktu, że rozgrywki najlepszych obserwuję z przyjemnością. I to niemałą, czemu się naprawdę dziwię. Łączy się to z panującą atmosferą, wypełniającą każdy zakamarek Spodka, ale nawet wtedy, gdy wyłączymy się z tego choćby na chwilę, to obecność w tym samym miejscu, co rozgrywający pojedynek gracze sprawia, że jest to całkowicie inne doświadczenie od zwykłego uruchomienia Twitcha i wybrania jednego z kanałów.

To jest świat, w który można wsiąknąć


Zanim się obejrzałem spędziłem kilka godzin w hali pełnej stoisk mniejszych i większych firm ze spokrewnionej z e-sportem branży. Spróbowałem własnych sił w grze, która od kilku tygodni jest najczęściej ogrywanym przeze mnie tytułem - Star Wars Battlefront. Nie spodziewałem się, że inne osoby czekające na swoją kolej będą mi podpowiadać i udzielać rad, w jaki sposób mogę choć o odrobinę poprawić swoją taktykę i podnieść umiejętności. Po powrocie z Katowic dam też kolejną szansę każdemu z najważniejszych tytułów - nie liczę na to, że za rok lub kiedykolwiek znajdę się w gronie bohaterów tego wydarzenia, ale udzielająca się energia po prostu sprawia, że po raz kolejny pragnie się sprawdzić to na własnej skórze.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: