16

Na ekranie widać, gdzie dokładnie znajdują się pracownicy. Inwigilacja czy wartościowa pomoc?

Zdarzyło się Wam kiedyś, że chodziliście po szpitalu/biurze/urzędzie i szukaliście konkretnego pracownika? Przy tym jego znalezienie nie było proste, bo np. okazywało się, że nie ma go w miejscu, w którym powinien być. I co wtedy? Czekać, przyjść innym razem, szukać dalej? Rozwiązań kilka, ale każde ma swoje minusy. A gdyby tak rzucić okiem na […]

Zdarzyło się Wam kiedyś, że chodziliście po szpitalu/biurze/urzędzie i szukaliście konkretnego pracownika? Przy tym jego znalezienie nie było proste, bo np. okazywało się, że nie ma go w miejscu, w którym powinien być. I co wtedy? Czekać, przyjść innym razem, szukać dalej? Rozwiązań kilka, ale każde ma swoje minusy. A gdyby tak rzucić okiem na maszynę stojącą na korytarzu i to od niej dowiedzieć się dokładnie, gdzie jest osoba, której szukamy?

Trafiłem dzisiaj na ciekawy tekst będący opisem wycieczki po kompleksie korporacji Cisco. Uwagę przykuło urządzenie informujące, gdzie znajdują się pracownicy firmy. Dzięki niemu można się dowiedzieć nie tylko, w którym miejscu przebywa pracownik, ale też w jakie miejsca się udał. W tekście zaznaczono, że ktoś nazwał ten sprzęt „maszyną do stalkingu” i… coś w tym jest. Rozwiązanie ciekawe, ale trzeba jasno powiedzieć, że ma swoje plusy i minusy.

Business Insider

Wielki brat patrzy

Przeciwnicy takiego rozwiązania stwierdzą pewnie, że to kolejny krok na drodze do totalnej inwigilacji. Człowiek zacznie przypominać zwierzę, któremu założono obrożę, by śledzić jego wędrówkę. Do tej pory różne firmy mogły w dużym przybliżeniu określić, gdzie znajduje się jakaś osoba (operator komórkowy, Google), teraz śledzenie wkracza na wyższy poziom. I jest ogólnodostępne – każdy pracownik może to monitorować. A czy powinno się informować np. kto, kiedy i na jak długo poszedł do toalety?

Ten problem był już podnoszony przy okazji śledzenia kierowców – ich szefowie chcieli wiedzieć, gdzie pracownicy jeżdżą firmowym samochodem i co robią, gdy pracodawca nie ma ich na oku. Teraz zagadnienie mogłoby zostać rozszerzone o fabryki, sklepy, biura, punkty usługowe. Zawsze będziesz na widoku. O ile oczywiście przyjmiemy, że takie rozwiązania byłyby rozpowszechniane – zastosowanie go w jednej firmie (możliwe, że przykładów jest więcej, ale takiej wiedzy nie posiadam) jeszcze nic nie oznacza. Trzeba też zaznaczyć, że taka inwigilacja może przybierać różne formy, różne stopnie zaawansowania. Nie jest powiedziane, że pracownik musiałby cały czas być na widoku. Niemniej, sprawa może wzbudzać kontrowersje, a nawet otwarty sprzeciw.

Business Insider 2

Jaka w tym wygoda!

A teraz spójrzmy na temat z drugiej strony, powtórzę to, co napisałem we wstępie: szukasz kogoś w budynku i nie możesz znaleźć, czas ucieka, sprawę trzeba szybko rozwiązać. Kilka ruchów palcem i dowiadujesz się, gdzie jest człowiek, którego szukasz. Nie trzeba chodzić i szukać, pytać, przeszkadzać. W dużych biurach, gdzie pracują setki ludzi, a już szczególnie w wielkich centrach skupiających tysiące ludzi, może to być pomocne. Pracownika nie zastałeś przy jego biurku, ale nie ma sensu załamywać rąk – znajduje się w sali konferencyjnej po drugiej stronie korytarza.

Nie można też nie napisać, że taki ruch mógłby podnieść produktywność – szef miałby wgląd do tego, gdzie czas spędzają pracownicy i gdyby okazało się, że sporo czasu poświęcają na wizyty u koleżanki, to mógłby to sprawdzić i dowiedzieć się, czy faktycznie takie wędrówki są potrzebne. Może ktoś pół dnia spędza na ploteczkach, a nie na wykonywaniu swoich obowiązków. Pewnie każdy z Was zastanawiał się kiedyś nad takimi przypadkami. Czasem dotyczy to profesji opłacanych z pieniędzy publicznych, więc robi się… Napiszę, że robi się nieprzyjemnie. Pamiętajmy też o innych pracownikach – mogą szybko znaleźć konkretną osobę i załatwić z nią sprawę. Bez zakrojonych na szeroką skalę poszukiwań w nieznanym dziale. Może trzeba na to wskazać jako na największy plus tego pomysłu.

desk-office-workspace-coworking

Przyznam, że mam z tym pomysłem spory problem. Najpierw byłem bardziej na „nie”, potem zacząłem się zastanawiać nad zaletami i stwierdziłem, że może być w tym więcej zalet niż wad. Nie oznacza to z automatu, że domagam się śledzenia każdej jednostki przez całą dobę. Chodzi o wygodę i pieniądze. Pracodawca ma prawo wiedzieć, co jego pracownik robi w czasie, gdy powinien wypełniać swoje obowiązki, klient/petent/pacjent powinien wiedzieć, jak szybko naleźć człowieka, do którego przyszedł.

PS Ciekawe, ile osób stwierdzi: fajne, o ile nie będzie stosowane u mnie w pracy ;)