31

Na czym pracują redaktorzy Antyweb – kompromis mobilności i możliwości

Przyszła kolej i na mnie, a jako że nie zapowiadają się u mnie większe zmiany w niedalekiej przyszłości postanowiłem zaprezentować Wam swój „zestaw podróżnika”. Przed ekranami spędzam mnóstwo czasu, dlatego liczy się dla mnie ich mobilność i wygoda obsługi w drodze. Zaczynajmy więc! Sercem pracy jest naturalnie komputer. Zdecydowałem się na laptopa z ekranem o […]

Przyszła kolej i na mnie, a jako że nie zapowiadają się u mnie większe zmiany w niedalekiej przyszłości postanowiłem zaprezentować Wam swój „zestaw podróżnika”. Przed ekranami spędzam mnóstwo czasu, dlatego liczy się dla mnie ich mobilność i wygoda obsługi w drodze. Zaczynajmy więc!


Sercem pracy jest naturalnie komputer. Zdecydowałem się na laptopa z ekranem o przekątnej 17 cali. Część z Was może zapytać, jaki jest cel zakupu laptopa, który nie nadaje się do swobodnego przenoszenia w torbie. Odpowiedzią na to pytanie będzie kolejne urządzenie, wróćmy więc do mojego HP. Nie jestem zapalonym graczem, a nawet jeżeli decyduje się na trochę rozrywki to zdecydowanie bardziej wolę usiąść przed telewizorem i uruchomić Xboxa czy peceta. Dlatego to co oferuje HP Pavilion g7 jest dla mnie wystarczające – 500GB dysku, 4GB RAM i grafika AMD Radeon HD 6470M. Kompletu dopełnia procesor Intela i3 380M – 2,53 GHz. Na starcie dostałem Windowsa 7 Home Premium i Office 2010 (tylko Word i Excel) i na tym pracuję do dziś. Tytuł wpisu nawiązuje właśnie do tej maszyny – gdy zajdzie potrzeba, komputer jest gotowy do drogi i pracy w innym miejscu. Jednak dzięki paramterom i gabarytom, bardzo dobrze radzi sobie w roli głównego komputera.

Nie dam się jednak przekonać do pracy za pomocą touchpada i klawiatury „laptopowej”, dlatego do zestawu dołączył bezprzewodowy duet klawiatury i myszki Logitech Cordless Desktop EX110 oraz podstawka Logitech Notebook Riser N110.

W drodze, na uczelni, na świeżym powietrzu – tam najlepiej sprawdza się netbook Samsunga NC10, który był jednym z pierwszych na naszym rynku, którego oferowali operatorzy komórkowi. Dzięki modemowi 3G nie muszę polegać na hot-spotach Wi-Fi (których jest co raz więcej, co cieszy!). Na pokładzie od samiutkiego początku dostępny jest Windows XP i tak już pewnie zostanie, choć w zanadrzu załadowany jest obok niego Jolicloud OS. Na pochwałę zasługuje czas pracy na baterii, który od ponad 2 lat prawie nie uległ skróceniu. Pięć godzin pracy w sieci, lub oglądania filmów to dolna granica. Gdy pracuję offline nad tekstem, żadnym wyzwaniem nie jest dla niego przetrwanie prawie 7 godzin. I o to chodzi! Niewielka ale wygodna klawiatura pozwala na wprowadzanie ogromnej ilości tekstu przez dłuższy czas, co zdarza mi się dość często.

Od zawsze muzyka była niezwykle ważną częścią życia, dlatego zawsze towarzyszy mi iPod. Nie sądzę, bym uległ propagandzie, że „iPod” jest synonimem słowa odtwarzacz mp3, ale po prostu po zakupie pierwszego urządzenia z tej serii nie wyobrażam sobie powrotu do słuchania muzyki z telefonu komórkowego, a tym bardziej tradycyjnego „mp3 playera”. Aktualnie w mojej kieszeni zawsze znajduje się iPod nano 5 generacji – tak, to ten z kamerką. Muszę wtrącić też kilka słów na temat słuchawek. I tutaj niespodzianka – korzystam z tych standardowych, znajdujących się w komplecie z iPodem. Dlaczego?

Delektowanie się muzyką widzę tylko w jeden sposób – muzyka co najmniej jakości płyty CD w domowym zaciszu. Główną rolę odgrywa wtedy niepodważalnie „sprzęt grający”, a słuchanie muzyki poza domem traktuję jako sposób na nudę lub miłe spędzenie podróży, a w takiej roli słuchawki Apple sprawdzają się najlepiej. Co ciekawe, jako jedyne idealnie wpasowują mi się w uszy, dlatego bardzo często zapominam, że w ogóle tam są.

Do łączności ze światem używam dwóch telefonów – iPhone 3GS i Nokia Lumia 710. Pierwszy z nich jest kolejnym krokiem stąpania po szczeblach rozwoju tego telefonu, ponieważ zaczynałem od pierwszego iPhone’a. Zapewne kiedyś nadejdzie czas na „czwórkę”, jednak jego cena nadal nie wydaje mi się słuszna, więc na zmiany na razie nie zanosi się. Dlaczego Windows Phone, a nie Android? Byłem po prostu ciekaw tego systemu i przypadł do gustu na tyle, by stać się numerem dwa. Charakteryzuje go prostota i intuicyjność, jednocześnie nie zatracając funkcjonalności.

Na koniec opisu części sprzętowej pozostawiłem chyba najbardziej niedoceniany tablet świata – BlackBerry PlayBook. Co prawda po aktualizacji systemu do „głośnej” wersji 2.0 stabilność pracy została nieco zachwiana, to mimo wszystko kompaktowe rozmiary i jego możliwości biją na głowę masę tabletów na rynku. Do najważniejszych zalet zaliczyłbym możliwość uruchamiania (nie wszystkich) aplikacji z systemu Android, dzięki czemu nie ma większych problemów z dostępem do najpopularniejszych programów jak Evernote, Kindle czy klient Twittera i Readability. Cieszy mnie też możliwość odtwarzania plików avi bez dodatkowego oprogramowania. Doskonale sprawuje się także jako konsola mobilna, ponieważ 7 calowe urządzenie jest o wiele łatwiejsze do uchwycenia niż iPad, dzięki czemu nawet typowe FPS-y są do przełknięcia na dotykowym ekranie. PlayBoook służy głównie do codziennej „prasówki”, czyli przeglądania Twiterra, Facebook czy czytnika Google. Pełni także rolę czytnika e-booków.

Na dniach zamieszczę wpis będącym zestawieniem aplikacji, z których korzystam na co dzień na każdej z platform.

Foto: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8.