46

Rozważcie zakup takiego głośnika. Już z niego nigdy nie zrezygnuję

Jeśli lubicie słuchać muzyki lub radia, to trudno sobie wyobrazić wygodniejsze okoliczności, by to robić niż czasy, w którym przyszło nam żyć. Powiedzenie "muzykę mamy na zawołanie" to nie tylko pusty frazes, ale faktycznie odzwierciedlenie rzeczywistości.

Jak słuchacie radia? Czy to odbieracie fale w klasyczny sposób? Macie w domu zwykłe radio, które wymaga trochę cierpliwości, żeby stacja zabrzmiała tak, jak powinna? A może postawiliście na cyfrowe radio z Internetu – takiego posłuchać można na komputerze lub telefonie albo tablecie. A co z muzyką? Streaming? Na czym? Z telefonu? Podłączacie go do głośnika Bluetooth albo wieży? Lub innego sprzętu grającego? Korzystacie jeszcze z płyt CD? Słuchacie albumów w całości czy przeskakujecie z kawałka na kawałek, z płyty na płytę?

Jak słuchacie muzyki?

Wypytuję o to wszystko, bo zauważyłem, jak bardzo zmieniły się moje zachowania po tym, jak w domu zagościło kilka sprzętów grających, które miałem lub mam przyjemność testować i używać. W wielu kwestiach jestem tradycjonalistą i uwielbiam kupować, rozpakowywać, przeglądać i odsłuchiwać płyty z kompaktów czy winyli. NA co dzień zwycięża jednak wygoda, to zrozumiałe. Spotify czy Tidal służą mi każdego dnia, podobnie jak osobista cyfrowa kolekcja w iTunes, którą od czasu do czasu eksportuję na iPoda. To też pewien sposób na oderwanie się od dotykowych ekranów, powiadomień i perspektywy dostępu do wszystkiego. Takie ograniczenie się do konkretnego zestawu utworów potrafi pozytywnie wpłynąć na odbiór znanej i nieznanej muzyki.

W domu zwycięża jednak komfort, czyli duet streamingu z głośnikami podłączonymi do Internetu. Może to być jeden z głośników z asystentami, jak Google Home czy Echo od Amazonu, a mogą też być dedykowane i doceniane zestawy Sonosa czy multimedialne soundbary. Niezależnie od tego, czy odtwarzanie inicjuję z poziomu aplikacji czy krótką komendą głosową, ta muzyka jest łatwo dostępna jak nigdy wcześniej. Druga z metod potwierdza to, co napisałem we wstępie – dowolny kawałek, album i artysta są jak na zawołanie, bo wystarczy, że powiem „odtwórz mi Led Zeppelin” i chwilę później z głośników popłynie jeden z hitów zespołu.

Jeśli streamujecie muzykę, to nie ma lepszego wyboru

Ale wiem, że takie rozwiązania nie są ani popularne, ani powszechne. To wciąż dość kosztowna zabawa, co do tego nie ma żadnych wątpliwości, ale można sobie radzić na różne sposoby, na przykład wybierając Chromecasta audio, który podepniemy do dowolnego odbiornika z wejściem AUX. Niemal każda osoba, której miałem okazję zaprezentować możliwości takiego zestawu (jeden lub kilka głośników, tryb multiroom, sterowanie z telefonu, ale nie odtwarzanie z telefonu), była pod niemałym wrażeniem i z miejsca wyraziła zainteresowanie takimi gadżetami. Wcale się temu nie dziwię, bo właśnie dzięki nim słucham częściej i z większą przyjemnością.

Mogłoby się wydawać, że skonfigurowanie tego wszystkiego będzie więc wyzwaniem. Rozpakowując przybyłe na testy głośniki Sonosa, z których nie korzystałem ładnych kilka lat, przekonałem się jak bardzo uprościć można cały ten proces. Hasło do Wi-Fi przekazuje nasz smartfon, otoczenie jest niemal samodzielne rozpoznawane (można dodatkowo przeanalizować za pomocą smartfona) i całość nie zajmie więcej niż 2-3 minuty.

Źródło: Sonos

Uwierzcie mi. Nawet nie zauważycie, jak odruchowo będziecie wybierać urządzenie wyjściowe dla muzyki np. w Spotify, gdzie świetnie działa funkcja Connect pozwalająca przekazać odtwarzanie na inne sprzęty. Parowanie Bluetooth, włączanie głośników, logowanie w odrębnych aplikacjach, przenoszenie laptopa po różnych pomieszczeniach i wiele, wiele innych czynności, którymi byłem świadkiem, będzie źródłem niemałego uśmiechu, gdy dacie się przekonać.

Wiem, że jestem bardzo bezpośredni i mówię wprost „kupcie to”, ale nie wskażę Wam konkretnego produktu, bo uznacie to za reklamę. A chodzi mi o samą ideę, której opiera się wciąż wiele osób, nie zdając sobie sprawy, jak mnóstwo czasu i nerwów można zaoszczędzić.