69

A co jeśli Donald Trump dotrzyma słowa i postawi mur na granicy z Meksykiem? Imponujące (i komiczne) przedsięwzięcie…

Jeszcze kilka kwartałów temu wiele osób śmiało się nie tylko z pomysłów Donalda Trumpa, ale nawet z tego, że ten człowiek realnie myśli o prezydenturze. Wczoraj miny im pewnie zrzedły, rozpoczęło się przeglądanie programu polityka-miliardera, jego obietnic, zapowiedzi, deklaracji. Intryguje przynajmniej kilka z nich, jedną z najciekawszych jest budowa muru na granicy z Meksykiem. Najciekawszych i jednocześnie najśmieszniejszych. Wiele osób stwierdzi pewnie, że to oburzający plan, ale to nie odbiera mu dużej dozy komizmu.

Mur wielu osobom kojarzy się pewnie z Grą o Tron, ale konstrukcje tego typu powstawały (i powstają) przecież w rzeczywistości, autor bestselleru nie wymyślił tego, czerpał z dziedzictwa kulturowego. Takie konstrukcje o charakterze militarnym, obronnym powstawały np. na Kaukazie, budowali je Rzymianie (świetnym przykładem Wał Hadriana), swoje dorzucili też Chińczycy. I to jak dorzucili: kilka tysięcy kilometrów muru, wałów, podrasowanych przeszkód naturalnych, wież, bastionów – robi wrażenie. Zwłaszcza, że ta budowla jest widoczna z kosmosu (o ile przyjmiemy, że kosmos istnieje).

Niebawem może się okazać, że Chińczykom wyzwanie rzucą Amerykanie. I nie chodzi tylko (albo aż) o wojny celne – USA mogą się doczekać własnego muru, bardziej okazałego od tego chińskiego. Przyjmuje się, że budowla w Państwie Środka mierzy 2,4 tysiąca km (całość umocnień jest znacznie dłuższa). Tymczasem mur amerykański mógłby liczyć ponad 3,2 tysiąca km. Właśnie tyle wynosi długość granicy amerykańsko-meksykańskiej.

Jeśli ktoś nie wie, o co chodzi, już tłumaczę. Donald Trump zapowiedział w trakcie kampanii m.in. deportowanie kilku(nastu) milionów nielegalnych imigrantów z Meksyku i uniemożliwienie im powrotu do USA. Temu waśnie ma służyć mur ciągnący się od jednego oceanu do drugiego. Zwróciłem uwagę na ten temat, bo to przecież wielkie wyzwanie architektoniczne, techniczne i logistyczne. Środki przeznaczone na stworzenie i utrzymanie takiej konstrukcji sięgają wielu miliardów dolarów. Niektóre media podjęły się nawet wyliczeń, wspomniano o 25 mld dolarów, które pochłonie budowa i ponad 2 mld dolarów rocznie potrzebnych na utrzymanie giganta, jego obsługi itp. Niektórzy powiedzą, że gdyby te pieniądze poszły na jakieś programy kosmiczne, badania medyczne czy dopracowywanie alternatywnych źródeł energii, to efekty byłyby lepsze. Ale przecież mogą się mylić…

USA nie muszą się obawiać kosztów, bo Trump stwierdził też, że zostaną one przerzucone na… Meksyk. Ten jednak dość stanowczo stwierdzał, że nie zapłaci. I mogłoby się wydawać, że to jakiś sen wariata, ale sprawa rozgrywała się na najwyższych szczeblach polityki meksykańskiej, a teraz także amerykańskiej. Nie chodzi już nawet o ideę stawiania muru, tworzenie podziałów, psucie relacji. Taki mur wydaje się być chybionym pomysłem także z praktycznego punktu widzenia. Lata budowy, prace w niesprzyjającym (czasem bardzo) terenie, a wszystko po to, by powstała konstrukcja, pod którą można zrobić podkop, nad którą można przelecieć, lub którą można opłynąć. Jasne, napływ imigrantów pewnie by się zmniejszył, ale nie zostałby wyeliminowany.

Nie wierzę w to, by taka konstrukcja kiedykolwiek powstała, Trump pewnie nie będzie do tego wracał, a przynajmniej nie będzie forsował pomysłu, bo ma teraz ważniejsze sprawy na głowie. Ale gdybym się mylił… Zdecydowanie będzie co śledzić, w przyszłości także oglądać. Architektoniczny cud XXI wieku. Może jestem wyjątkiem, lecz mnie ta historia bawi – największe mocarstwo świata budujące mur na granicy z poważnym partnerem gospodarczym. Partnerem dostarczającym tanią siłę roboczą, surowce, komponenty, gotowe produkty tworzone przez amerykańskie korporacje. Idea bawi też niektórych Meksykanów. W Sieci kilka dni temu zrobiło się głośno o projekcie architektów z Estudio 3.14, którzy oczyma wyobraźni widzą już Prison-Wall. Dlaczego prison (więzienie)?

Otóż proponują, by imigrantów, którzy mają być odesłani do Meksyku, zamknąć w murze. Ale to nie może być hotel – trzeba tam stworzyć także zakłady produkcyjne, a nawet centra handlowe dla Amerykanów. Poszli po bandzie, lecz inaczej chyba się nie da. I śmieszno i straszno zrobi się wtedy, gdy nowa administracja Białego Domu podłapie ten pomysł…