2

Moje obawy zostały rozwiane – Kickstarter i gry wideo to dobre połączenie

Finansowanie społecznościowe to od pewnego czasu bardzo chodliwy temat, zarówno na świecie, jak i w Polsce. Od dobrych dwóch lat serwisy typu Kickstarter, Indiegogo, Polak Potrafi czy Wspieram.to są na fali. Jednakże dopiero niedawno zaczęły się pojawiać pierwsze efekty dla większości zbiórek. Z ulgą stwierdzam, że w przypadku gier wideo egzamin został zdany. Jak wspomniałem […]

Finansowanie społecznościowe to od pewnego czasu bardzo chodliwy temat, zarówno na świecie, jak i w Polsce. Od dobrych dwóch lat serwisy typu Kickstarter, Indiegogo, Polak Potrafi czy Wspieram.to są na fali. Jednakże dopiero niedawno zaczęły się pojawiać pierwsze efekty dla większości zbiórek. Z ulgą stwierdzam, że w przypadku gier wideo egzamin został zdany.

Jak wspomniałem w opublikowanej dzisiaj recenzji Broken Age na Niezgranych „gdyby nie produkcje niezależne finansowane społecznościowo, ta zima była by bardzo smutna”. I faktycznie, po Nowym Roku zazwyczaj następuje na rynku gier wideo okres solidnej posuchy, do której można porównać tylko wakacyjny sezon ogórkowy. W tym roku jednakże tak się złożyło, że światło dzienne ujrzało kilka głośnych tytułów, które stworzono dzięki Kickstarterowi.

Powiem szczerze, że do niedawna bardziej chciałem wierzyć, niż faktycznie wierzyłem. Finansowanie społecznościowe  pod wieloma względami jest problematyczne: pieniądze nie są znowu takie wielkie, wysiłek w ich zebranie też należały włożyć, a w dodatku sporą część sił i środków pochłaniają nagrody, zarządzanie całym projektem, itd. Jednocześnie jest to w pewien sposób wypaczenie idei „indie”. Jeżeli już obiecaliśmy coś zrobić, to należy się z tego wywiązać – nie wchodzi w grę wycofanie się. Jakby tego było mało, stało się to, czego spodziewało się wiele osób – gry z Kickstartera zaliczały kolejne i kolejne opóźnienia (obecnie tylko połowa produkcji sfinansowanych w ten sposób pojawiła się na rynku w terminie, chociażby w części albo formie bety), a taki na przykład Tim Schafer okazał się być finansową studnią bez dna, a pieniądze ze zbiórki na Kickstarterze, która udała się po dziesięciokroć „przejadł” ekspresowo.

Niemniej, odstawiając na bok wszystkie problemy, małe skandaliki i trudności – Kickstarter dostarcza. Dostarcza gier na poziomie. Dostarcza gier, które prawdopodobnie będąc sprzedawanymi w „klasycznym” systemie, raczej by nie sprzedały się na tyle dobrze, żeby twórcom zwróciły się koszta ich stworzenia. The Banner Saga – śliczna, mądra gra, której niestety nie widziałem w zakładce „bestsellery” na Steamie. Prędzej pojawi się tam piąty symulator przetrwania w świecie opanowanym przez zombie. Podobnie jak wypuszczone wczoraj Broken Age od Tima Schafera. To są gry, które potrafią być na tyle interesujące dla małej grupki osób, że są w stanie zagłosować portfelem, wyciągając z niego więcej niż tylko standardowe kilkanaście euro (zazwyczaj finansowane społecznościowo są tytuły sprzedawane właśnie za taką cenę). Ale dobrze że są. Nadają kolorytu w świecie, gdzie duże firmy potrafią zarabiać już tylko na wielkich seriach, których kolejna odsłona pojawia się szybciej niż zdążymy zapomnieć o poprzedniej, albo na robionym ze wszystkiego free-to-play.

Jednocześnie podoba mi się fakt, że takie gry zyskują dodatkową reklamę. Gdyby nie zbiórka, świat pewnie nigdy nie wygrzebałby informacji o Paper Sorcerer. Gdyby nie zbiórka, pewnie niewiele osób zagrałoby w Contagion. Nie wszystkim do szczęścia potrzebny jest Kickstarter, i całe szczęście, ale trzeba przyznać, że daje efekty.

Finansowanie społecznościowe wybuchło, niemalże zupełnie odcinając i tak wątłą nić porozumienia, łączącą niezależnych twórców i wydawców. Nie wydaje się też, żeby podmioty korzystające z Kickstartera nadużywały swojej pozycji, wynikającej z faktu, że pieniądze już mają na koncie. Jeżeli nawet, to zawsze można przeciwstawić temu zachowania korporacji wydawniczych, które wiecznie dręczą nas DRMami, opóźnieniami, DLC czy niedziałającymi serwerami. Jesteśmy u progu nowego. Widzimy pierwsze efekty i szczerze powiedziawszy, jestem zadowolony. Nie zachwycony, ale podoba mi się ten kierunek. To dobra alternatywa dla małych deweloperów, którzy niekoniecznie chcą robić gry na mobile.