Windows

Microsoft mógłby się zmartwić TAKIMI danymi. Ale tego nie zrobi

JS
Jakub Szczęsny
13

Kto zainstaluje Windows 11 i będzie mógł z niego swobodnie korzystać po "apgrejdzie"? Oczywiście ci, których maszyny spełniają wymagania sprzętowe. Wiele wskazuje na to, że komputerów do tego zdolnych jest mniej, niż tych "nieobsługiwanych" - przynajmniej w przedsiębiorstwach. A to dosyć istotny prognostyk dla rynku konsumenckiego.

Microsoft co prawda pozwoli Ci zainstalować Windows 11 manualnie, jeżeli nie spełniasz wymagań - nie zagwarantuje Ci on jednak, że będziesz otrzymywać aktualizacje. To koszmarna decyzja, która może doprowadzić do naprawdę poważnych problemów z bezpieczeństwem.

Lansweeper pozyskał dane z ponad 30 milionów urządzeń z Windows na pokładzie w ponad 60 tysiącach organizacji. To całkiem pokaźna próbka. Jasno ona wskazuje, że w sektorze biznesowym, aż 55,6% maszyn nie będzie w stanie przenieść się na Windows 11. 99,05% urządzeń ma odpowiednią ilość pamięci RAM, 52,55% dysponuje obsługiwanym czipem TPM, ale tylko 44,4% może sobie na nowy OS pozwolić ze względu na procesor.

Mówimy tutaj o komputerach, które należą do biznesów: są to zatem maszyny, które albo działają na "customowych" programach typowych dla konkretnych organizacji lub wyspecjalizowanym oprogramowaniu klasy "enterprise". Nierzadko jest tak, że całe organizacje infrastruktury w nich wyposaża się w bardzo podobne lub te same maszyny ze względu na konieczność zapewnienia kompatybilności z niektórymi aplikacjami. Pod tym względem dzieje się jednak wiele dobrego: oprogramowanie firmowe przenosi się do chmury, aby każdy użytkownik - niezależnie od użytkowanej maszyny, mógł z niego korzystać. Tym samym, w wielu firmach działa de facto idea Bring Your Own Machine lub dowolności co do możliwości zamówienia komputera służbowego. Ze względu na fakt, iż poza AW oraz firmą software'ową tworzę również własne projekty, tego typu podejście bardzo mi pasuje. Chcę mieć dosłownie wszystko na jednym komputerze.

Mówimy o klientach biznesowych. Po co?

Bo to dobry prognostyk dla środowiska konsumenckiego. Wystarczy spojrzeć na to, jak bardzo narzeka się na wymagania Windows 11. Mnie samemu rzutem na taśmę udało się spełnić wszystkie: procesor w moim laptopie ledwo "załapał się" na listę obsługiwanych. Wychodzi więc na to, że gdy tylko wyjdzie Windows 11, będę mógł spokojnie zainstalować tą dla wszystkich. Na razie działam na tej "insiderowskiej".

Kwestia "obsługi" przez Windows 11 określonych konfiguracji dla klientów indywidualnych w mojej ocenie jest niesamowicie istotna. Dlaczego? Biznesy sobie poradzą, nie zainstalują oprogramowania które nie będzie mogło być aktualizowane (bo stworzy to ryzyko dla całej infrastruktury). Ktoś zadba o to, by tu się nic nie stało. Gorzej jest z klientami indywidualnymi, którzy zwyczajnie mogą sobie nie zdawać sprawy z tego, jak poważne ryzyko może wynikać z zainstalowania "jedenastki" na nieobsługiwanej z jakiegoś powodu maszynie. Odcięcie od uaktualnień dedykowanych bezpieczeństwu to bardzo niebezpieczna sytuacja.

Może się okazać, że nawet więcej maszyn w rękach użytkowników indywidualnych nie będzie w stanie zainstalować "jedenastki' z powodu niespełniania minimalnych wymagań sprzętowych. Spowolni to adopcję OS-u, jednak Microsoft wcale się tym nie zmartwi. Ciekawe jedynie, w jaki sposób zostanie rozwiązany problem odnoszący się do bezpieczeństwa. Natomiast w Redmond nikt sobie nie zawraca głowy tym, że Windows 11 przyjmie się wolniej. Jesteśmy na niego skazani (chyba, że Maki lub Linuksy), więc po kupnie nowego komputera po prostu przesiądziemy się wyżej. Windows 10 nauczył Microsoft, żeby się nie spieszyć: gigant miał nadzieję na sprint do ogromnych liczb, wyszło jednak inaczej. Z "jedenastką" pośpiechu nie będzie.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: