18

Microsoft w dalszym ciągu nie bardzo chce żebym korzystał z Binga

W swoich tekstach zwykłem przedstawiać wybór ekosystemu jako inwestycję, której podstawowym założeniem jest stuprocentowe zaangażowanie się w korzystanie z usług oraz produktów należących do „jednej, słusznej opcji”. I o ile nie żyjemy w kraju drugiego bądź trzeciego świata, jest to dosyć proste. Gorzej, jeżeli nie mieszkamy w Stanach, Wielkiej Brytanii, czy innym bogatym państwie. O […]

W swoich tekstach zwykłem przedstawiać wybór ekosystemu jako inwestycję, której podstawowym założeniem jest stuprocentowe zaangażowanie się w korzystanie z usług oraz produktów należących do „jednej, słusznej opcji”. I o ile nie żyjemy w kraju drugiego bądź trzeciego świata, jest to dosyć proste. Gorzej, jeżeli nie mieszkamy w Stanach, Wielkiej Brytanii, czy innym bogatym państwie. O ile dostęp do urządzeń w naszym kraju jest niezły (ceny to już zupełnie inna kwestia), to już skorelowane z nimi ekosystemy, a co za tym idzie – usługi nierzadko są wybrakowane względem ich wersji za granicą.

Co zrobisz? Buta nie zjesz

Ulubione przysłowie mojego kolegi znajduje zastosowanie i w tym przypadku. Na pewne rzeczy nie mamy wpływu i czasem nawet nasze szczere chęci nie znaczą nic, gdy nie mamy możliwości zmiany stanu rzeczy. W dobrym momencie porzuciłem Google Chrome – kiedy to owa przeglądarka stała się nieznośnie ociężałą kobyłką, a Internet Explorer 10 stał się używalnym produktem. Pierwszy krok ku budowie spójnego ekosystemu usług oraz urządzeń poczyniłem wraz zakupem Lumii 800. Ciężko przetrawiłem fakt, iż ów telefon nie otrzyma aktualizacji do wyższej wersji, ale postanowiłem, że skoro powiedziałem już „A”, powiem także i „B”. Na komputerze w niedługim czasie zagościł Windows 8, a tuż po tym nastąpiła wymiana telefonu na ten z ósmą wersją mobilnej platformy Microsoftu.

bing-new-tab-chrome-

Coraz mniej dzieje się na moim koncie Google, z którym powiązana jest skrzynka na Gmailu, YouTube, Google Play oraz Google+. Na Gmailu znajduję już mniej wiadomości, więcej dzieje się w Outlooku. Z innych usług Google korzystam sporadycznie, natomiast moje urządzenie z Androidem, Galaxy Tab Pro częściej leży na półce – chyba, że potrzebuję dobrego urządzenia do czytania książek. Służy mi także jako sprzęt do sprawdzania aplikacji napisanych dla Androida – nie mam oporów przed korzystaniem z ekosystemu Google, jednak robię to w bardzo ograniczonym zakresie. Bytów nie mnożę ponad potrzeby, niemal wszystko zapewniają mi rozwiązania Microsoftu. Właśnie, jest pewna luka.

Bing nie jest dla mnie synonimem wyszukiwarki

Nie będę wspominać o tym, że ludzie mówiąc o wyszukiwarce, mają na myśli w ogromnej większości Google. Nie mówi się przecież „wybingować”, ale „wygooglować” lub „wyguglać”. Sprwdzamy w Google, a nie w Bingu. Dla Polaków owa wyszukiwarka to swego rodzaju egzotyka. Nawet moi znajomi, którzy łatwo przystosowują się do nowego i chętnie z tego korzystają niezbyt chętnie podchodzą do Binga. Dlaczego? Bo Microsoft jak na razie woli nam pokazać środkowy palec. Nieładnie, drogi Microsofcie.

Bing natomiast nie jest Googlem, który po prostu mieli i podaje nam informacje z Internetu. Wyszukiwarka Microsoftu stara się owe dane przeanalizować i coś z nich wyciągnąć – Bing nie tylko ma nam oferować podaż informacji, ale także i dopasować się do nas tak, aby wychwycić te najważniejsze. Stąd Bing musi zostać uprzednio dopasowany do naszego języka oraz realiów – jak to jest, widać. Bing owszem, coś nam powie jednak w dalszym ciągu nie są to tak trafne odpowiedzi, jak w przypadku Google. Jasny gwint, próbowałem tyle razy przekonać się do Binga i mi po prostu nie wyszło. Dalej wracam ze zgrzytającymi zębami do Google. Zły jestem nie dlatego, że nie mogę „oddać się w pełni” diabełkowi opakowanemu w okienka, skądże. Wściekły jestem tylko z tego powodu, że płacę za wejście do ekosystemu – za telefon, za laptopa z tym systemem, jestem wiernym użytkownikiem. A co dostaję w zamian? Zlepek nierzadko słabo pasujących do siebie elementów.

cortana1200

Moja teoria o upatrywaniu ekosystemu jako inwestycji wyrżnęła łbem o ziemię – tylko dlatego, że nie mieszkam w USA, a używanie Cortany w Polsce wraz z innym z językiem mnie nie kręci. Prosty przykład – asystentka głosowa ma problem z interpretacją polskich komend i „czuciem” polskich realiów. Po angielsku zapytana o ustawienie przypomnienia, czy też ustalenie alarmu – sprawdzi się świetnie. Poproszona o to – ładnie zaśpiewa. Super! Ale już żeby powiedziała mi, gdzie w pobliżu jest dobra restauracja – jest gorzej. Ostatnio, gdy ją o to zapytałem (a byłem w Rzeszowie), podała mi wynik… w San Francisco. Choćby z Jasionki latały możliwie najtańsze samoloty do Ameryki, wolałbym raczej zajść do budy z kebabem i zjeść niekoniecznie wykwintny, ale tani i sycący placek z mięsem w środku.

Mogę tylko czekać

Dwóch stałych komentatorów tematów z Windows Phone przy okazji pozdrawiam i zaznaczam, że Google i Apple na tym polu nie są lepsze od Microsoftu. Jednak to właśnie jajogłowi z Redmond powinni nieco pomyśleć i zrobić coś z tym Bingiem, który ma wielki potencjał i który rozbija się niestety o jego nikłą dla nas jak na razie funkcjonalność. Owa wyszukiwarka jest konkurencyjna dla Google, o ile prezentuje pełną funkcjonalność. Dopóki jest ona niezdatna do używania w naszym kraju, dopóty nikt nie zacznie się za nią rozglądać. A pamiętajmy, że Microsoft wbrew pozorom jest mocny w Polsce – szczególnie dzięki Windows Phone, którego udziały szacuję na około 15-20% rynku smartfonów.

Grafika: 1, 2, 3