70

Facebook chce zrobić z Messengera słup reklamowy? Dziękuję, wysiadam

Z Messengera korzystam odkąd mam konto na Facebooku. Szybko wyparł archaiczne dzisiaj komunikatory typu Gadu-Gadu. Ostatnio z grona obleganych przeze mnie platform wypadł Skype i zostały jeszcze iMessage oraz Slack. Messenger stacza się natomiast po równi pochyłej i z prostego, przyjemnego komunikatora stał się potworem. A może inaczej - ofiarą pazerności samego Facebooka.

Bo nie mam innego wytłumaczenia na to, co może się stać już za chwilę. Okazuje się, że Facebook testuje wprowadzenie reklam do popularnego komunikatora. Oznacza to, że w liście konwersacji – obok szybernastu zbędnych funkcji znajdzie się również miejsce na materiały sponsorowane.

Powiecie, że jestem kompletnym hipokrytą, bo pracuję w miejscu, które żyje z reklam i one przecież też się tutaj pojawiają. Ja nie mam nic do samych reklam. Mam natomiast sporo do Messengera.

Ten w ostatnim czasie jest jakby toczony przez paskudny nowotwór bezmyślnej pazerności społecznościowego giganta. Spójrzcie na to, jak wygląda aplikacja Messengera na urządzenia mobilne. Jak deska rozdzielcza samochodu, spod którego dopiero co wypadło pół silnika. Messenger, oprócz komunikatora nie oferuje jeszcze połykania kul ognistych, robienia bitej śmietany i przynoszenia kapci. A uwierzcie mi, gdyby Facebook zauważył w tym biznes dla siebie, pewnie i to by się w programie znalazło.

messenger

A teraz poważnie. Messenger przechodzi poważny kryzys tożsamości. Czym w ogóle jest? Komunikatorem, słupem reklamowym, Snapchatem, Instagramem, a może wszystkim w jednym?

Mawiają, że jak coś jest do wszystkiego, to jednocześnie jest do niczego. I tak właśnie dzieje się z Messengerem. Jednocześnie pokutuje przekonanie, że rewolucje wymagają ofiar. I tak oto, rewolucja w wykonaniu Messengera wymaga od użytkowników nie tylko cierpliwości z powodu ogromu niepotrzebnych funkcji, ale także pazerności na zasoby sprzętowe. Po pierwsze, cierpi na tym wydajność samej aplikacji, która w swojej płynności nie przypomina wersji sprzed roku, dwóch. Po drugie, bateria przy okazji włączenia Messengera dosłownie marnieje w oczach. W tle nie jest lepiej.

Ale, kiedy tworzeniem aplikacji „zajmuje się księgowy”, nie można spodziewać się niczego innego. To, co aktualnie dzieje się z Messengerem to dowód na to, że Facebookowi kompletnie nie zależy na użytkownikach (truizm, dzień dobry!) – bo ich już ma. Teraz należy ich jak najbardziej zręcznie monetyzować. Nic to, że Messenger przypomina hybrydę scyzoryka i „bulbulatora”. Liczy się pieniądz.

Tak, wiem – pomysł Facebooka na wprowadzenie reklam to tylko pomysł i po testach może się okazać, że nic z tego nie wyjdzie. Dla mnie natomiast sam fakt takiej intencji jest już wysoce niepokojący. To nie jest dobry kierunek dla aplikacji, która w moim mniemaniu powinna być przede wszystkim dobrym komunikatorem, a nie dziełem abstrakcjonistycznego programisty.

Co prawda, mógłbym zainstalować Messengera w wersji Lite, ale na iOS nie dam rady tego zrobić. Dlatego, drogi Facebooku (wiem, że masz mnie gdzieś – tak samo, jak i resztę użytkowników), jeżeli wprowadzisz reklamy do Messengera, wysiadam z tego pociągu. Miłej podróży!