Masażer wibracyjny KiCA
7

Tak przyjemne testy to ja mogę robić codziennie. Recenzja masażera wibracyjnego FeiyuTech KiCA

W całym tym zalewie nowych smartfonów, lubię testować inne rzeczy. No chyba, że to słuchawki, których znów jest na rynku cała masa. Dlatego z uśmiechem na ustach przyjąłem propozycję testu...masażera wibracyjnego. Ale nie zgadniecie jakiej firmy - FeiyuTech, tej samej, której od ponad roku gimbala używam do pracy na AntywebTV.

FeiyuTech KiCA to przenośny masażer wibracyjny, który zrewolucjonizuje Twoje dotychczasowe treningi. Ten mały, personalny fizjoterapeuta utrzyma Twoje mięśnie w doskonałej formie. Dzięki odpowiednio dobranemu programowi, KiCA zapewni Ci profesjonalne wsparcie zarówno przed, jak i po treningu. Urządzenie jest doskonałym rozwiązaniem dla sportowców, trenerów, fizjoterapeutów, kobiet walczących z cellulitem oraz wszystkich osób zmagającymi się na co dzień z bólami kręgosłupa.

– przeczytałem w informacji prasowej dotyczącej urządzenia.

No dobrze, brzmi świetnie, szczególnie ten „mały, personalny fizjoterapeuta”. Jakkolwiek głupio to zabrzmi, mam już swoje lata i przestałem się śmiać z powiedzenia, że „po trzydziestce jak budzisz się rano i coś cię boli, to czujesz, że żyjesz„. No czasem coś boli, na pewno więcej niż kiedyś – powodów jest oczywiście kilka. Po pierwsze praca przy komputerze, która raczej nie sprzyja zdrowiu, po drugie koronawirusowe zamknięcie eliminujące dużą część codziennego ruchu – choć w moim przypadku dają się też we znaki…treningi. W związku z tym, że odpadła siłownia i innego tego typu outdorowe aktywności, jeżdżę codziennie na stacjonarnym rowerze, więc bywa że chodzę spięty i zmęczony. Ostatnio wróciłem też do biegania, więc tych kilka pierwszych treningów też dało się we znaki. Testy masażera wibracyjnego FeiyuTech KiCA nieźle więc się wpasowały, choć bardzo żałuję, że nie mogłem sprawdzić urządzenia po ciężkim treningu siłowym.

Ale ok, nie miało być o mnie, a o sprzęcie.

Pierwsze, co rzuca się w oczy po wyciągnięciu sprzętu z pudełka, to elegancki wygląd i niewielki rozmiar. Widziałem kiedyś „pistolety masujące” na różnych aukcjach i nie ukrywam, że FeiyuTech KiCA mocno odstaje od nich wizualnie, mocno na plus. Naprawdę przypomina bardziej wykonaniem gimbala FeiyuTech niż podobne sprzęty. Obudowa wykonana jest z aluminium, sprzęt jest zaskakująco mały, przynajmniej jeśli patrzyłem na zdjęcia innych masażerów. A to oznacza, że łatwiej go będzie zabrać ze sobą w podróż. Szczególnie, że w zestawie znalazł się też pokrowiec. Waga to 495 gramów, więc bardzo rozsądnie, co też ważne, sprzęt jest dobrze wyważony, więc nie wypada z dłoni.

Na dobrą sprawę nie ma potrzeby patrzenia w jakąkolwiek instrukcję przed uruchomieniem, bo obsługa jest banalnie prosta. Montujemy jedną z 4 wymiennych końcówek i zerkamy na spód urządzenia. Jest tam złącze ładowania USB-C oraz jeden duży przycisk. Aby włączyć masażer należy go przez chwilę przytrzymać – kolejne wciśnięcie pozwala wybrać jeden z czterech trybów pracy (odpowiednio 1700/2400/3100/3800 obrotów na minutę – choć tu powinno się chyba używać określenia uderzeń na minutę). Każdy kolejny to szybsze i mocniejsze wibracje. Wyłącznie podobnie jak włączenie – przytrzymujemy przycisk. I to tyle jeśli chodzi o techniczną obsługę urządzenia.

Wspomniałem o czterech końcówkach. Tu też wesprę się informacją prasową, bo najlepiej opisuje która nakładka przeznaczona jest do jakich działań:

  • Głowica kulista – Rozluźni tkanki miękkie i wrażliwe mięśnie. Idealna dla okolic dużych grup mięśni, takich jak udo, łydka, plecy, ramię i biodro. Pomocna szczególnie przy opracowywaniu układu mięśniowo-powięziowego.
  • Głowica płaska – Doskonale wymasuje mniejsze grupy mięśniowe, takie jak mięśnie grzbietu oraz łopatki. Pomaga w profilaktyce i rozluźnieniu tkanek przy objawach cellulitu.
  • Głowica stożkowa – Ta końcówka dosięgnie tkanki głębiej położone oraz da solidny wycisk dużym mięśniom, takim jak mięśnie uda czy łydki. Użyj jej w pracy nad swoimi punktami spustowymi.
  • Głowica w kształcie litery U – Nie zapomnieliśmy również o Twoich ścięgnach. Ta nakładka została dodana specjalnie z myślą o okolicy ścięgna Achillesa oraz o masażu prostowników grzbietu.

To było moje pierwsze spotkanie z tego typu urządzenie, więc trudno mi je porównać do czegokolwiek innego niż rolowanie na piłce lub na rolce. I jeśli miałbym spojrzeć na nie w ten sposób, różnica jest ogromna – przede wszystkim ze względu na siłę samego masażu, jak i jego wygodę. Wystarczy przyłożyć „pistolet” do odpowiedniego miejsca, zmieniać pozycję, a urządzenie robiło wszystko za mnie.

Czy to działa? Nie ma magicznego sposobu na ból, więc nagle po kilku sekundach z KiCA ten nie zniknie, tak jak i przy jakiejkolwiek innej formie masażu. Jednak trochę cierpliwości i przyzwyczajenia się do urządzenia to niezła ulga w wielu przypadkach. Podczas testów sprzęt bardzo fajnie sprawdzał się u mnie zarówno w różnego rodzaju delikatnych bólach związanych z siedzeniem przez długie godziny w tej samej pozycji przy komputerze, jak i po treningu – szczególnie po bieganiu, gdzie naprawdę czułem ulgę. Byłem kilka razy na zabiegu masażu powięzi i przy swoim urządzeniu na pewno zagłębiłbym się bardziej w techniki związane właśnie z takim zastosowaniem urządzenia – a trochę tego w sieci jest, więc da się znaleźć odpowiednie materiały instruktażowe.

Tak, jak wspomniałem wyżej – nie mam doświadczenia z tego typu urządzeniami, więc łatwo mnie kupić obietnicami. Ale miałem okazję skonsultować się z osobą doświadczoną – otóż mój syn jest aktualnie w trakcie rehabilitacji po złamanej nodze, czy raczej długim czasie, który ta noga spędziła w gipsie. Zapytałem więc rehabilitantki, czy skoro mam na jakiś czas taki sprzęt, to może da się go w jakiś sposób wykorzystać. Stwierdziła, że to bardzo dobry pomysł, dobrała moc, końcówkę i pokazała w których miejscach oraz w jaki sposób przykładać go do nogi aby pobudzić mięśnie co też dało mi do zrozumienia, że różne sposoby wykorzystania Kica dają różne efekty, a to też zachęciło do zagłębienia się w temat by jeszcze lepiej wykorzystać to urządzenie.

Jeśli uprawiacie jakiś sport, amatorsko albo profesjonalnie – podobne masaże takim sprzętem poprawiają i zwiększają elastyczność struktur stawowych, aktywują i pobudzają mięśnie i sprawdzą się zarówno przed, jak i po treningu. Tak, jak wspomniałem wyżej – rehabilitacja. Masaże przyspieszają wchłanianie siniaków i krwiaków, działają łagodząco na ból i poprawiają ukrwienie skóry, powięzi i mięśni oraz krążenie krwi. Jak powiedziała mi rehabilitantka, przydadzą się też przy rehabilitacji po złamaniach i unieruchomieniu gipsem. Do masażu po długiej pracy przy komputerze nawet nie przekonuję, bo to po prostu działa i odpręża. Do tego dochodzi (podobno) walka z cellulitem – zarówno zapobiegawczo, jak i wspomagająco kiedy ktoś rozpoczyna z nim walkę. Czytałem też, że takie masaże mogą zredukować obwód ud – ja akurat wolałbym, żeby powiększały (życie jest za krótkie żeby być małym), ale chyba już na etapie działań związanych z cellulitem, nie ja jestem tu targetem.

A jako sam sprzęt Kica robi bardzo dobre wrażenie. Świetnie wygląda, jest lekki, poręczny i pracuje długo na jednym ładowaniu (od 7 do 11 godzin, w zależności od wybranego trybu), a kiedy zaczynał już prosić o dodatkową energię, po prostu podpinałem go pod ładowarkę przewodem USB-C z zestawu. A nawet jeśli go zgubicie, to macie ich pewnie w domu pełno więc fajnie, że producent nie kombinował z żadnymi własnymi zasilaczami. To były na tyle fajne i przyjemne 2 tygodnie testów, że poważnie rozważam zakup własnego egzemplarza masażera KiCA. Będzie do kompletu z gimbalem FeiyuTech, którego używam do nagrań na nasz kanał. A w sumie jakby na to spojrzeć praktycznie, to po kilku godzinach kręcenia wideo w ten sposób masaż by się przydał.

Sprzęt kupicie przez oficjalną stronę KiCA, wyceniono go na 449 złotych. Z ciekawości przeglądałem oferty różnych innych podobnych urządzeń i to fajna cena, jak za tak kompaktowy, tak wykonany i tak działający sprzęt.