47

Mark Zuckerberg i Facebook są w stanie wypaczyć każdą dobrą ideę. Poziom absurdu wykracza poza skale

Napawdę tego nie rozumiem. Czy chęć zarobienia kolejnych milionów czy miliardów jest tak silna? Czy naprawdę chodzi tu tylko o władzę i pieniądze? W którym momencie przestaliśmy dbać o prawdę i wymieniamy ją za dolary?

Nie jestem w stanie podważyć biznesowego sensu narzędzia jakim jest Facebook. Dobrze wykorzystane w rękach wielu firm staje się idealnym kanałem komunikacyjnym i promocyjnym w zakresie swojej marki i produktów. Dodajmy do tego absolutnie doskonały system profilowania, który pozwala nam z chirurgiczną precyzją wycelować reklamę do konkretnej grupy odbiorców. Zastanawiam się jednak, ile jeszcze wytrzymają reszty ich wizerunku. Czy sieć, którą zbudowali jest na tyle mocna, że wytrzyma absolutnie wszystko? 

NBC News dotarło do dokumentów, według których, Facebook bardzo wybiórczo podchodzi do własnego procesu sprawdzania faktów. 

Oznaczanie złych treści

Facebook w ramach poprawy PRu i dostosowania się do oczekiwań użytkowników dodał funkcję, która pozwala na zgłoszenie treści, która może być fake newsem. Taki post, film czy zdjęcie jest sprawdzane przez wewnętrzny zespół zewnętrznych „fact checkers”, którzy w przypadku potwierdzenia, że treść jest myląca nie usuwa jej, ale odpowiednio oznacza. Dodatkowo tego typu treść jest słabiej dystrybuowana w ramach serwisu, więc szansa, że osoba postronna na nią trafi jest mniejsza.

Strony, które powtarzają publikowanie treści oznaczonych przez zespół sprawdzających jako fałszywe, otrzymuje ostrzeżenie. Ich zbyt duża ilość powoduje, że strona spada w rankingu, a nawet może mieć zablokowaną opcję kupowania reklam w serwisie.

Niby fajnie. Nie usuwają, bo nie chcą cenzurować i nie są wydawnictwem, ale też nie siedzą biernie patrząc jak świat płonie od szerzonej za pośrednictwem ich portalu głupoty. Niestety jak to często bywa, a w przypadku firm typu FB szczególnie, są równi i równiejsi.

Materiały zdobyte przez NBC News wskazują, że proces był naginany, a wręcz omijany w przypadku znanych i wpływowych konserwatystów. Wszystko po to, aby nie zepsuć sobie dobrych stosunków z nimi. Jak mówiłem…są równi i równiejsi. 

Wypaczenie idei

Będę z Wami szczery, sam proces weryfikacji treści i ich oznaczania wygląda naprawdę sensownie. Nawet to, że treści nie są usuwane, a oznaczane. Jeśli treści by znikały to by powstawały teorie spiskowe sugerujące, że to działanie prewencyjne, a tak ludzie mają możliwość zrozumienia, nauczenia się kto plecie bzdury i dlaczego są to fake newsy.

Problem w tym, że Facebook całkowicie wypacza ideę apelacji i całego procesu. Właściciele znanych stron mają prawo odwołania się od decyzji. Niestety, kiedy zrobi to konserwatysta, który wcześniej mówił o tym, że FB jest uprzedzony względem niego i czy jemu podobnych, to taki post zostaje oznaczany jako „eskalacja”, a to powoduje, że nadzór nad weryfikacją przejmują wysoko postawione osoby z Facebooka. Czujecie różnice? Zewnętrzny zespół vs osoba z wewnątrz firmy, której zależy na dobrych układach, a nie prawdzie.

Dokumenty sugerują, że taka eskalacja często skutkowało nie tylko zdjęciem flagi z treści, ale wyczyszczeniem kartoteki danej strony: cofnięcie sankcji czy usunięcie ostrzeżeń z ostatnich 6 miesięcy. Można dalej szerzyć kłamstwo i nieprawdę. 

To i tak niczego nie zmieni

Przywołałem w myślach kilka ostatnich afer z udziałem Facebooka. Problemy z wyciekami danych, problemy z tym jak i ile danych jest zbierane, raporty i zestawienia o tym ile serwis Marka Zuckerberga o nas wie i tak dalej i tak dalej. Ta lista zdaje się nie mieć końca.

Nawet kiedy robią coś dobrego i to tak potrafią to zepsuć. Jednak czy to jest w stanie jakkolwiek zagrozić Facebookowi? Bo chyba żeby doszło do jakiejś dużej zmiany Mark Zuckerberg musi czuć strach, musi zacząć spadać. Bez tego nie ma szans. 

Czy wierzycie w sens takich działań po stronie FB czy uważacie je za PRowe zagrywki, które absolutnie nic nie wnoszą? ace