2

Facebookowi wciąż „wyciekają” dane użytkowników, ale już nikt się tym nie przejmuje

Wiele miesięcy po aferze z Cambridge Analytica sytuacja się powtarza. Ale wszyscy są już chyba zbyt znieczuleni, by się tym przejmować.

Ile będą w stanie przetrawić użytkownicy Facebooka nim postanowią się od niego odwrócić? Mam wrażenie, że ten limit przebity został już co najmniej kilkukrotnie. I kiedy po każdej dużej aferze wydawało mi się, że tym razem NAPRAWDĘ coś musi się zmienić — wszystko pozostaje po staremu. Platforma jest bojkotowana z wielu stron, zalicza wpadkę za wpadką, a ludzie wciąż nie mają dość. I chciałbym mieć chociaż cień nadziei że po najświeższych wydarzeniach coś się w temacie zmieni, ale nie mam złudzeń. Społecznościowy gigant ponownie (!) zalicza ogromną wpadkę z przekazywaniem danych swoich użytkowników firmom trzecim. Ponownie przeprasza. Niewiarygodne, prawda?

Cambridge Analytica na okrągło. W 2020 Facebook znowu przeprasza za… analogiczną sytuację

Nie tak wcale dawno — bo wiosną 2018 roku — wybuchła afera z Cambridge Analytica. Została ona już przeanalizowana z każdej perspektywy: i wnioski zawsze były takie same. Już chwilę po Jakub pisał, że ludzie mają tę sprawę gdzieś. I patrząc na dalsze losy platformy, nie sposób się z tym nie zgodzić. Po kilku miesiącach już nikt nie pamiętał że coś w ogóle się działo, serwis nieustannie się rozwijał i… tak jest aż do teraz. Jasne — była też śmiesznie niska kara za całą wpadkę z Cambridge Analytica, ale o niej pamięta jeszcze mniej osób. Chciałbym wierzyć, że więcej osób zwróciło uwagę na nowe ustawienia prywatności w serwisie które były następstwem całej tej sytuacji, ale nie mam złudzeń. Większość tam nigdy nie zajrzała.

…aż tu nagle, ni z tego ni z owego, wczoraj w swoim Newsroomie Facebooka pojawił się nowy wpis. A w nim czytamy, że ponad 5000 twórców miało dostęp do danych użytkowników serwisu. Tych niepublicznych. Tych, które nigdy nie powinny były trafić w ich ręce. Ilu użytkowników mogło być w ten sposób „wystawionych”? Nie wiadomo. A Facebook twierdzi, że… też tego nie wie. Albo po prostu nie chce powiedzieć. Danymi które mogły paść „łupem” aplikacji były m.in. adresy e-mail, daty urodzenia, języki i płeć. Na pozór nic groźnego, ale umówmy się: to nigdy nie powinno było się wydarzyć. To całkowite zaprzeczenie ustawieniom prywatności, bo gdyby użytkownicy chcieli podzielić się tymi danymi, nie ukrywaliby ich przed nieznajomymi. Ekipa Mashable drąży temat dalej, dopytuje jak społecznościowy gigant odkrył ten błąd czy o szczegółowe dane. Odpowiedzi — na tę chwilę — brak. Jednocześnie Jack Morse zauważa też, że w zeszłym roku pojawił się podobny wpis z… równie podobną sytuacją. Ups.

facebook

Umówmy się: Facebookowi nie udaje się już stworzyć nawet pozorów prywatności

„Oficjalnie” z Facebooka wypisałem się blisko dekadę temu. Konto w serwisie wciąż mam — ale jedynym powodem jest dodawanie wpisów na fanpage AntyWeb. To było przed tymi wszystkimi aferami, po prostu uznałem, że nie potrzebuję tej platformy do szczęścia, a przy okazji rezygnacja z niej pozwoli mi zaoszczędzić trochę czasu w życiu. I faktycznie — zadanie spełnione. Przyglądając się jednak szeregowi wpadek Facebooka nie mam złudzeń, że jakakolwiek prywatność tam nie istnieje, a wszystkie te ustawienia to po prostu pozory dla uspokojenia sumienia użytkowników. Pewnie nie będzie już kolejnych przesłuchań przed kongresem, bo i po co. Ludzie i tak z platformy nie rezygnują, a Zuckerberg i spółka będą przepraszać tu i ówdzie, może zapłacą jakieś drobniaki. A póki co mają ważniejsze problemy na głowie — trwa największy bojkot platformy, ale wkurzyli się nie użytkownicy, a reklamodawcy.