37

Mamy pierwszą wojnę internetową. Operacja Payback trwa nadal

Zdaje się, że 4chan wywołał pierwszą wojnę internetową :) Po porannym ataku na PayPal, PostFinance i stronę szwedzkiej prokuratury przyszedł czas na innych. Padła strona Visa.com (i z tego co widzę nadal ma problemy z całkowitym powrotem do sieci) , wysadzono też na chwilę w powietrze stronę MasterCard. Operacja Payback trwa jednak nadal – właściwie […]

Zdaje się, że 4chan wywołał pierwszą wojnę internetową :) Po porannym ataku na PayPal, PostFinance i stronę szwedzkiej prokuratury przyszedł czas na innych. Padła strona Visa.com (i z tego co widzę nadal ma problemy z całkowitym powrotem do sieci) , wysadzono też na chwilę w powietrze stronę MasterCard.

Operacja Payback trwa jednak nadal – właściwie to roboczą nazwą dla całej akcji jest Operation Avenge Assange bo w tym przypadku chodzi o ataki na tych, którzy w różny sposób sabotowali działalność serwisu i organizacji Wikileaks

Dziwne rzeczy dzieją się teraz na Facebooku i Twitterze – profile z których nawoływano do ataków między innymi na visa.com zostały poblokowane lub skasowane. Nie powstrzymuje to jednak ludzie przez dalszą dyskusją na temat całej akcji – w chwili obecnej na Twitterze pojawia się do kilkunastu wpisów na sekundę z tagiem #payback.

Zaraz też powstało kilkanaście kont przypominających nazwą te zawieszone – nawołuje się z nich do obrony wolności i payback-u na tych którzy zawiesili poprzednie konta.



Widać też, że cenzurowanie wpisów o które pokusił się Twitter (nie mówię teraz o blokowaniu kont) nie jest efektywną metodą na ucieszenie dyskusji społeczności. #Payback jest w tej chwili na liście najpopularniejszych tagów.

Strona internetowa Wikileaks, od której rozpoczęła się cała wojna jest już też odpowiednio zabezpieczona – została zmirrorowana na ponad 1200 lokalizacjach (tak podaje niebezpiecznik.pl).

Naiwnością byłoby jednak wierzyć, że 4chan i inni którzy dołączyli się teraz do Payback kierują się szlachetnymi intencjami związanym z walką o wolność słowa i internetu. To raczej pokaz siły połączony z zabawą w „psucie” stron internetowych dużych organizacji. Ktoś jednak wywołał całą tę sytuację i szczerze wątpię aby na początku liczył się z tym, że konsekwencje uganiania się za Wikileaks będą aż takie.