179

Mało kto przejmuje się, że GTA nie jest grą dla dzieci – 10 latki grające w gry od 18 lat to patologia

Premiera nowej części GTA przypomniała mi o tym, że naprawdę mało kto przejmuje się czy dana gra nadaje się dla dziecka. Swojego czasu wszystkie gry były „rozrywką dla dzieciaków”, mimo, że grali w nie faceci często dawno po szkole. Obraz był zgrupowaniem pikseli wielkości paznokcia u małego palca. Wszystko było bardzo umowne. Takie przeświadczenie utrwaliło […]

Premiera nowej części GTA przypomniała mi o tym, że naprawdę mało kto przejmuje się czy dana gra nadaje się dla dziecka. Swojego czasu wszystkie gry były „rozrywką dla dzieciaków”, mimo, że grali w nie faceci często dawno po szkole. Obraz był zgrupowaniem pikseli wielkości paznokcia u małego palca. Wszystko było bardzo umowne. Takie przeświadczenie utrwaliło się i znaczna część rodziców przyjmuje proste założenie – jeżeli coś jest grą, to znaczy, że dziecko może spędzać przy tej rozrywce swój czas, pod warunkiem, że odrobi lekcje i posprząta pokój. To dramatycznie błędne założenie.

Nie lubię gdy gra podejmująca tematy przemocy stara się być dostępna dla jak najszerszego grona odbiorców. Owocuje to sztuczną przemocą, np. można kogoś zastrzelić, ale krew nie będzie sikała na lewo i prawo, albo będzie zielona (np. Carmageddon). Dialogi będą, w miarę możliwości, pozbawione wulgaryzmów, odniesień do narkotyków, nawet jeżeli daną kwestię wypowiada narkotykowy dealer z gnatem w ręku. Nie rozumiem i nie popieram takich produkcji. Niby jest przemoc, ale jakby zminimalizowana. Zazwyczaj wychodzi to zupełnie sztucznie i nieciekawie. Nie zrozumcie mnie źle, nie potrzebuje przemocy w grze, żeby dobrze się bawić. Nie do każdej gry pasuje tryskająca krew. Jest wiele tytułów, które bardzo lubię i mogę w nie zagrać, gdy mój 3 letni syn mnie obserwuje. Ale gdy sięgam po grę w której przemoc, kradzież itp. leży u podstaw fabuły i rozgrywki, nie chcę aby była sztucznie tuszowana. Jako dorosły odbiorca, chcę być tak traktowany. Dlatego cenię bezkompromisowe podejście do tych kwestii w serii GTA czy np. Far Cry 3.

Gry GTA – co wpłynęło na ich sukces?

Z drugiej strony doskonale rozumiem, że tego rodzaju gry nie nadają się dla młodszych odbiorców. Małe dzieci nie powinny być częścią tak brutalnie pokazanej przemocy, nie powinny brać w niej udziału, nie powinny nawet tego obserwować. Jednak to po stronie rodziców i opiekunów stoi obowiązek dopilnowania, żeby dzieci tego nie robiły. Tak samo jak nie powinny bawić się nożem, nie powinny mieć mieć dostępu do lekarstw, nie powinny pić alkoholu czy palić papierosów. Dlatego w Far Cry 3 grałem tylko jak syn spał. Jest za mały, żeby w takie gry grać samodzielnie, w sensie dosłownym – nie obsłuży myszki i klawiatury jednocześnie, ale nie chciałem również, żeby patrzył jak ja gram. Znając go wiem, że bardzo wpłynęłaby to na niego. Jest wrażliwy na każdą krzywdę która dzieje się na ekranie, również w bajkach, co dopiero w grach i filmach dla dorosłych.

gta5-1-348281

Wygląda jednak na to, że to bardzo rzadka cecha wśród osób odpowiedzialnych za młodszych od siebie. Przytoczę tutaj sytuację z życia, której sam byłem świadkiem mniej więcej dwa lata temu. Podczas mszy dla dzieci, ksiądz próbował wyjaśnić najmłodszym czym jest misja. Pod ołtarzem stała gromadka dzieci w wieku od kilku do kilkunastu lat, ale średnią wieku oceniłbym na mniej więcej 8 – 11 lat. Ksiądz był młody i starł się być zorientowany w tematach na czasie. Szukał odpowiedniego przykładu i metafory misji. Powiedział więc, że misje są w grach. Spytał dzieci czy znają taką grę jak GTA. Dzieci pokiwały głowami, na co ksiądz kontynuował, że w GTA są właśnie misje, które należy wypełniać.

Ksiądz ewidentnie nie widział nic złego w tym, że GTA to nie najlepszy przykład misji, jaki można podać dzieciom w wieku nie tylko dalekim od 18 lat, ale dalekim od chociażby 14. Zapewne nie grał w GTA, więc przykład wydał mu się neutralny. Może to i lepsze, niż zrzucanie całej winy za zło na gry typu „Diabolo”, które pojawia się znacznie częściej. Zanim jednak zaczniecie oceniać księdza, zwrócę waszą uwagę na coś innego. Wszystkie dzieci w wieku lat od 8 do 11 wiedziały czym jest GTA i na czym polega. Paru chłopców powiedziało, że grało i znają grę dobrze. Najwyraźniej ich rodzice nie mieli nic przeciwko temu, żeby w GTA grali. Ciężko jest grać w gry po kryjomu, kiedy nie stać Cię, aby grę samemu sobie kupić i nie mieszkasz samodzielnie.

Przyznam się, że trochę mną wtedy wstrząsnęło. Nie chodzi tylko o przemoc, której pełno również w telewizji, którą swoją drogą rodzice również powinni kontrolować. Chodzi np. o możliwość pójścia do wirtualnego klubu ze striptizem, w której mini gra polega na dotykaniu striptizerki gdy ochrona nie patrzy. Na myśl, że mój syn miałby grać w taką grę zanim nie osiągnie odpowiedniego wieku przechodzą mnie ciarki na plecach. Mimo to takie sytuacje są na porządku dziennym. Podejrzewam, że dzieci chodzące regularnie do kościoła z rodzicami statystycznie raczej nie pochodzą z patologicznych rodzin, raczej takich, które dbają o różne wartości.

Tutaj inny przykład, chłopiec w wieku 11 lat otrzymuje GTA 5 na prezent i płacze ze szczęścia:

Rzecz w tym, że to nie jest wina brutalnej gry, tylko wina rodziców bądź innych opiekunów, którzy nie interesują się tym, co robią ich pociechy. Czy przyszłoby komuś do głowy pozwać przemysł alkoholowy, bo ich dziecko upiło się po szkole? Informacje na pudełkach, że gra jest od 18 roku życia, mimo, że czerwona i widoczna z daleka, jest całkowicie ignorowana, a pretensje kierowane do twórców gier – przecież to jakiś absurd! Potarzam, jako dorosły gracz, który za chwilę będzie miał trzydzieści lat na karku, chcę gier dla dorosłych odbiorców, pozbawionych sztucznej poprawności politycznej, tak jak chce filmów typu Django, chcę wypić alkohol na spotkaniu ze znajomymi i na prawdę nie widzę czemu to miałby być jakimkolwiek zagrożeniem dla mojego dziecka, ponieważ to ja kontroluję do czego ma dostęp. Tak jak nie dam 10 latkowi wypić butelki wódki, tak nie pozwolę mu grac w GTA, Dead Space czy Far Cry 3. Na tym polega moja odpowiedzialność i nie będę zwalał jej na twórców rzeczy, których sam jestem odbiorcą – to by była skrajna hipokryzja.

Co jakiś czas powstają artykuły, (tutaj zmyślony przykład) że dziecko zatłukło kolegę taboretem bo grało w GTA czy Mortal Kombat. One są taką samą hipokryzją, jak napisanie, że dziecko zrobiło sobie krzywdę bo wypiło flaszkę, albo bawiło się bronią palną. Za czyny małoletnich odpowiadają rodzice. Jedyne pytanie brzmi, czemu dziecko mogło bawić się bronią, wypić flaszkę czy grać w GTA, skoro rodzice powinni zadbać, aby tego nie robiło? Zamiast tytułu, „strzelanina w szkole, bo uczeń grał w GTA”, powinien pojawić się tytuł „strzelanina w szkole, bo rodzice nie dopilnowali, aby ich dziecko nie miało dostępu do treści dla niego nieodpowiednich”, jeżeli już zakładamy, że ma to jakikolwiek związek przyczynowo skutkowy.

Wiem, że temat przemocy w grach wraca zawsze jak bumerang, zwłaszcza przy okazji takich premier jak GTA 5, ale apeluję do wszystkich rodziców – zainteresujcie się w co grają wsze dzieci. Nie zgadzajcie się na kupowanie im nowej gry, tylko dlatego, że chcą, jeżeli jest ona dla nich nieodpowiednia i przede wszystkim nie zrzucajcie swojej odpowiedzialności za wychowanie swoich dzieci na kogoś innego. Niestety, częste przypadki dziecka trzymającego pod pachą nową część gry dla dorosłych i idącego za rękę z rodzicem, pokazują, że nie jest to marginalny problem i sporadyczny przypadek, skoro prawie każdy uczeń podstawówki wie czym jest GTA nie tylko z reklam.

Ostatni obraz pochodzi z serwisu play-mag i jest sceną z GTA 4, nie 5.