Felietony

MacBook Pro 13 po 6 latach wciąż działa i cały czas z niego korzystam

PW
Paweł Winiarski

Pierwszy komputer, Atari 65 XE, dostał pod choinkę...

138

Jeszcze nigdy żaden laptop nie wytrzymał ze mną tak długo. Nie wiem ile przetrwają dzisiejsze MacBooki Pro, ale ten model to pancerna konstrukcja, której zakup był świetną decyzją.

Nie jest tajemnicą, że technologia cały czas idzie do przodu i jeśli chodzi o komputery, najbardziej czuć to w laptopach i ultrabookach. Nie chodzi jednak o nowości typu lepsze ekrany czy klawiatury, ale o wydajność - szczególnie jeśli ktoś, tak jak ja, nie decyduje się na zakup najmocniejszej konfiguracji. Tego typu konstrukcji nie da się rozbudować, każdy kolejny rok oznacza więc spadek wydajności sztucznie napędzany kolejnymi aktualizacjami systemów operacyjnych i aplikacji.

W styczniu 2015 roku postanowiłem wymienić MacBooka Air na rMBP 13 w dość bazowej konfiguracji - Intel Core i5, 8 GB pamięci RAM, nieduży dysk SSD o pojemności 128 GB. Komputer miał służyć zarówno do codziennych czynności (przeglądanie sieci, oglądanie filmów), ale też do pracy - czyli regularnego pisania tekstów i montowania materiałów wideo w Final Cut Pro X. Co ciekawe, taka konfiguracja w połączeniu z programem Apple w zupełności wystarczała do sklepania filmów w FullHD i mocy zabrakło dopiero po przesiadce na Adobe Premiere Pro. Umówmy się, optymalizacja programów tej firmy na żadnej z platform nie jest idealna i niestety szybko to odczułem. W przypadku Premiere dużo lepiej sprawdzają się PC-ty z Windowsami, najlepiej z kartami Nvidii, dzięki czemu program jest w stanie wykorzystać dodatkową moc z procesora graficznego (CUDA).

Pancerna maszyna, idealna do korzystania poza domem i upadania na kafelki

Z komputera korzystałem zarówno w domu, jak i w redakcji, codziennie lądował więc w plecaku. Najczęściej podpinałem go do zewnętrznego monitora, klawiatury i myszki, ale swoje pracował również w klasycznej, mobilnej formie - szczególnie na wyjazdach. Targi technologiczne to prawdziwy sprawdzian dla takiej maszyny - montaże w hotelu, pisanie na halach, sklejanie filmów w pressroomach. Pierwsze 3 lata sprzęt dostawał niezły wycisk i służył jako podstawowa maszyna do montażu, później już tylko do pisania, publikacji tekstów i obrabiania zdjęć. Zjeździł ze mną pół Europy, zdarzyło mu się również opuścić nasz kontynent. Lądował w koszach do kontroli na lotnikach, zaliczał stoły, biurka, ławki, podłogi i wszystko, na czym dało się go postawić. Nigdy nie zdecydowałem się na etui, więc wszystko przyjmowała na siebie obudowa, która ma kilka mniejszych i większych rysek, ale jak na taki staż prezentuje się naprawdę dobrze.

W zasadzie jedynym większym wizualnym mankamentem jest mocne obicie i wgięcie obudowy, które powstało kiedy komputer 2 lata temu wysunął się z otwartego plecaka i z impetem uderzył o kafelki. Nie wpłynęło to jednak w żaden sposób na działanie komputera i mimo bliskości ekranu nie uszkodziły mechanizmu otwierania. Byłem nieco zaskoczony pancernością tej obudowy i bardzo się cieszę, że sprzęt nie spadł mi na palce u stopy.

Komputer działa aktualnie pod kontrolą systemu macOS Catalina (premiera - czerwiec 2019) i nie odważyłem się na instalację Big Sur, głównie z uwagi na doniesienia o spadku wydajności tak leciwych maszyn. Generalnie komputer działa zauważalnie mniej sprawnie niż na Yosemite, z którym wyciągnąłem go z pudełka, ale wciąż jest to poziom akceptowalny. W zupełności wystarczający by korzystać z niego w standardowy sposób. Wciąż piszę na nim teksty (w domu i poza domem), oglądam YT i serwisy streamingowe, robię miniaturki i obrabiam na szybko część zdjęć w Pixelmator i Pixelmator Pro. W ubiegłym roku zrobiłem komputerowi odświeżające czyszczenie i reinstalację systemu, co trochę odciążyło oprogramowanie i dało mu nieco oddechu. rMBP 13 wciąż ląduje w plecaku kiedy wiem, że będę musiał coś napisać poza domem, niestety już zawsze z ładowarką. Co ciekawe, przez tych 6 lat ani razu nie musiałem resetować pamięci PRAM i SMC - jedyne na co narzekam, to sporadyczne problemy z odczytem urządzeń USB, czasem zaskakują dopiero na drugi porcie. Co ważne, HDMI wciąż działa bez zarzutu, a nie jestem w stanie zliczyć ile razy wpinałem i wypinałem z niego przewód do monitora. Nie przeżyła natomiast ładowarka z zestawu, po czterech latach przetarł się cienki kabel łączący kostkę z komputerem. A skoro o nim mowa, to uważam, że taka forma MagSafe jest kosmicznie dobra, nie chcę nawet myśleć jak wyglądałoby złącze ładowania po tylu przypadkowych wyraniach kabla.

Problemy z rMBP 13

Nie ma idealnych komputerów i rMBP 13 z połowy 2014 roku też taki nie jest.

Komputer dość szybko zaliczył pierwszą - i na szczęście jedyną - wizytę w serwisie. Szybko, bo po niecałym roku od zakupu. W grudniu 2015 roku (dla przypomnienia - sprzęt kupiłem w styczniu 2015 roku) zauważyłem, że powoli odkleja się folia antyrefleksyjna na ekranie Retina. Szybkie śledztwo w internecie wykazało, że to znany problem i Apple nie robi już nawet problemów z wymianą wadliwego elementu. I faktycznie - błyskawicznie dostałem nowy ekran, a problem nie pojawił się już nigdy więcej, więc faktycznie musiało chodzić o jakąś konkretną partię wyświetlaczy.

Ząb czasu najbardziej nagryzł klawiaturę, ale to zdecydowanie mniejszy problem niż zacinające się przyciski, które są zmorą nowszych modeli. Nie wiem jaka jest prawidłowa żywotność nadruków na klawiszach, ale mam wrażenie, że powinny wytrzymać dłużej (szczególnie, że pierwszy zaczął się wycierać po nieco ponad roku od zakupu). Najczęściej używane A i Z starły się praktycznie do końca, nieco mniej dostało się literze C oraz M.

Najsłabszym elementem w moim rMBP 13 jest w tej chwili bateria i powoli przymierzam się do jej wymiany. Szczególnie, że jakiś czas temu system jasno dał mi do zrozumienia, że to już czas wyświetlając monit o tym, że ogniwo wymaga serwisu. Nie wiem na ile na kondycję baterii miał wpływ sposób użytkowania (częsta praca na kablu), a na ile jej zwykła żywotność - ale nie ma dramatu. W porównaniu z moim wcześniejszym MacBookiem Air, rMBP 13 nigdy nie był królem czasu pracy na baterii, ale teraz spadł on do maksymalnie dwóch godzin (może 2:15 podczas oglądania filmu z wysoką jasnością ekranu). To jednak element, który można wymienić i dać komputerowi drugie życie, więc trudno traktować to jako znaczący minus. Szczególnie, że bateria przez te 6 lat nie padła całkowicie i wciąż pozwala na pracę z dala od ładowarki. Niezbyt długą, ale jednak.

Czy warto było szaleć tak?

Miałem do tej pory 6 laptopów. rMBP 13 był moim ostatnim zakupem, aktualnie najwięcej czasu spędzam przy gamingowym ASUS-ie, który służy mi jako maszyna do montażu filmów na AntywebTV. I mogę bez cienia wątpliwości napisać, że obok MacBooka Air (którego wymieniłem na model Pro ze względu na zbyt małą moc) to najlepszy laptop, jakiego posiadałem. Może podczas zakupu nie kosztował majątku, ale był znacząco droższy od popularnych ultrabooków z Windowsem 10. Najważniejsze jest jednak to, że byłem z niego tak zadowolony, że nie żałuję ani jednej wydanej złotówki. Przez wiele lat pracował na najwyższych obrotach i w ogóle go nie oszczędzałem. I gdyby sytuacja z wyjazdami tak drastycznie się nie zmieniła, a ja dalej pracował na programach Apple, zaopatrzyłbym się w nowszy model. Oczywiście z nadzieją, że będzie tak samo bezawaryjny i wystarczy na kolejne 6 lat.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: