4

Jak byłem mały, marzyłem o latającym samochodzie. Oto i on

Jako dziecko bardzo lubiłem samoloty, potem okazało się, że po prostu się ich boję. Zawsze w szczególny sposób interesowało mnie ewentualne połączenie samochodu z samolotem - poruszanie się po drogach stanowi jakieś ograniczenie, prawda? A przestworza zdają się tych ograniczeń nie mieć.

O latających samochodach mówiło się już wiele – oto i kolejne osiągnięcie na tym polu. Latająca taksówka od niemieckiego startupu Lilium oferuje 5 miejsc (4 dla pasażerów jak na razie) i przeszła już serię udanych testów. Przeznaczeniem tego statku powietrznego nie są tylko lotniska – twórcy widzą go w mieście, gdzie będzie wygodnym i mega-szybkim środkiem transportu.

Co jest jednak bardzo istotne – statek powietrzny jest (niemal) autonomiczny. Potrafi sam wznieść się w powietrze i dotrzeć do zadanego mu miejsca. Aby ułatwić maszynie operowanie w niekorzystnych warunkach (np. w mieście), jest ona w stanie wzbić się w powietrze podobnie jak helikopter, dopiero potem przechodząc do „standardowego” dla samolotów lotu. Połączenie samochodu z samolotem w ostatecznej formie ma charakteryzować się naprawdę dobrymi parametrami odnoszącymi się do jego pracy. 300 kilometrów na godzinę to całkiem fajna prędkość. Dodatkowo, statek powietrzny ma przelecieć na jednym ładowaniu 300 kilometrów. Och, zapomniałbym dodać – wszystkim zawiadują silniki elektryczne!

To przecież nie jest… samochód?

Bo umówmy się, w miastach idea latającego samolotu by się nie sprawdziła. Twórcy pojazdu mówią jednak otwarcie o swojej inspiracji mocno „naziemnymi” pojazdami i wykorzystali w swoim wynalazku przede wszystkim doskonałe spełnianie potrzeb człowieka mieszkającego w mieście.

Maszyna od Lilium jednak w dalszym ciągu jest zawiadywana przez człowieka. To według twórców nie dość, że upraszcza certyfikację tego pojazdu, to w dodatku zwiększa zaufanie do projektu. Najprawdopodobniej, podniebne taksówki (przynajmniej te) będą potrzebowały pilota, aczkolwiek jest bardzo dobra perspektywa na to, że ostatecznie rozstaną się one z osobą nią sterującą. Jednak system odpowiadający za autonomię wymaga dopracowania.

Jeżeli myślicie o tym, by sprawić sobie taką maszynę – muszę Was nieco zmartwić. Lilium mówi otwarcie o tym, że raczej nie będzie jej sprzedawać: raczej celuje we wdrożenie zręcznego modelu biznesowego. Coś w stylu podniebnego Ubera – zamawiasz przelot aplikacją, płacisz „w locie” (właściwie, to dosłownie „w locie”) i voila. Oczywiście, na rynku istnieją już takie rozwiązania i coś takiego oferuje chociażby Uber. Owszem, jest to drogie – ale jednak.

Być może dzięki konkurencji na polu podniebnych taksówek, ceny za przeloty spadną, a nad miastami będziemy mogli zobaczyć znacznie więcej pojazdów służących do przewozu (a raczej przelotu) osób. Osobiście bardzo mocno kibicuję Lilium i… jednocześnie bardzo się cieszę. Niektóre marzenia z dzieciństwa naprawdę się spełniają.