9

„Like” na emeryturę, czyli o co chodzi z tymi nowymi „przyciskami” Facebooka

W jednym z ostatnich artykułów na temat Facebooka, tym o planowanych zmianach, mogliście przeczytać o tym, że przycisk „like” zamieni się w formy czasownikowe – „przeczytałem”, „przesłuchałem” i tak dalej. O co dokładnie z tym chodzi i jakie ma to znaczenie? Manipulacyjne, rzecz jasna. Albo marketingowe (choć to jeden pieron). Wiadomo, że nie każdy może […]

W jednym z ostatnich artykułów na temat Facebooka, tym o planowanych zmianach, mogliście przeczytać o tym, że przycisk „like” zamieni się w formy czasownikowe – „przeczytałem”, „przesłuchałem” i tak dalej. O co dokładnie z tym chodzi i jakie ma to znaczenie? Manipulacyjne, rzecz jasna. Albo marketingowe (choć to jeden pieron). Wiadomo, że nie każdy może coś lubić, bo, jak czytamy na Mashable, implikuje to pewne bliższe powiązania (i przywiązania) z tym, co „lajkujemy”. Nowe wersje facebookowych przycisków to zmienią. W pewnym sensie…

Dziś w wielu miejscach widać znane już praktycznie każdemu przyciski „Like”. Przycisk ten powstał nie tylko dla większego uspołecznienia sieci, ale też dla marketingu. Im więcej osób klika „lubię to”, tym większy ruch dana strona gromadzi. Ruch, który, rzecz jasna, płynie z Facebooka. Dlatego też Facebook jawi się jako atrakcyjny serwis społecznościowy zarówno dla użytkowników, jak i dla „przedsiębiorców” – Ci pierwsi mają fajną treść, Ci drudzy dodatkowy ruch. Wszyscy są zadowoleni.

Z własnego doświadczenia potwierdzam, że „like” daje dobre efekty, jeśli chodzi o przyrost ruchu. Ale Facebook chce iść jeszcze dalej, bo uważa, że może być jeszcze lepiej. Mianowicie, nie każdy może coś lubić, a najlepiej będzie to wyjaśnić na przykładzie.

Mamy książkę, którą przeczytaliśmy – ale niekoniecznie się nam spodobała. Zwykły, szary Kowalski, nie kliknie raczej przycisku „lubię to” – no bo przecież nie lubi. Ale „przeczytałem” jest znacznie naturalniejsze i znacznie bardziej zgodne z prawdą. Jest więc większa szansa, że nasz Kowalski przycisk kliknie. A informacja o tym pojawi się na Facebooku, dzięki czemu strona docelowa zyska dodatkowy ruch. I osoby prowadzące serwisy internetowe będą jeszcze bardziej zadowolone, a Kowalscy będą mieli czyste sumienie.

Na tej samej zasadzie mają działać „przesłuchałem” czy „obejrzałem” – ale to nie wszystko. Jak informuje dalej Mashable, Facebook planuje dać developerom możliwość tworzenia własnych przycisków, dzięki czemu interakcja przez Facebooka będzie jeszcze bardziej naturalna – a przynajmniej bardziej dostosowana do realiów strony, na której coś „lajkujemy”. Tak jednak twierdzi Mashable.

Przycisk, czy nie przycisk?

Tymczasem Read Write Web donosi, iż omawiana sprawa to wcale nie przyciski, ale pełna automatyka, coś pomiędzy skryptem, a aplikacją.

Odpowiednie skrypty umieszczone na naszej stronie sprawią, że każdy, kto jest zalogowany w Facebooku, a odwiedzi naszą stronę, automatycznie wyśle odpowiednią informację do swojego profilu na FB – a to będą mogli zobaczyć znajomi. Na TechCrunch zaś czytamy, że faktycznie będzie to automatyka, ale będzie oparta na przyciskach. Na odwiedzanej przez nas stronie klikniemy odpowiedni przycisk, który będzie po prostu zapisywał nasze ustawienia. Gdy opcję uruchomimy, Facebook będzie automatycznie wyświetlał informacje o odwiedzanych przez nas stronach na naszym profilu. Gdy opcja nie będzie uruchomiona, informacje takie się nie pojawią.

Znając Facebooka, przyciski te będą automatycznie wszędzie uruchomione i trzeba je będzie odznaczać. Ale to już inna kwestia. Tymczasem klasyczny przycisk „like”, według TechCruncha, pozostanie niezmieniony.

A wszystkie te niepewności spowodowane są tym, że wiemy, iż Facebook nowe „gadżety” planuje wprowadzić, ale jeszcze nikt dokładnie nie wiem, pod jaką postacią.

Nie zmienia to faktu, że zyskają więc nie tylko właściciele stron, ale też nasi znajomi, których może zaciekawić popularyzowana przez nas treść. Oczywiście, zyskają też reklamodawcy na Facebooku, którzy jeszcze trafniej dotrą do sprecyzowanej grupy docelowej. A to, czy nowe funkcjonalności będą faktycznie przyciskami, czy czymś innym, to już mało ważne z punktu widzenia tego tekstu. Wszyscy będą zadowoleni – no, może poza obrońcami prywatności. Wiadomo, kliknąć „przeczytałem” na Facebooku to zbrodnia, ale już dodać książkę do biblioteczki na LubimyCzytac.pl to inna bajka.

Dorzucając nutkę prywatnej opinii – jak dla mnie, pomysł nowych funkcjonalności rozwijających ideę lajków jest trafiony. Z doświadczenia osobistego wiem, że nie wszystko mogę lajkować, ale już odznaczyć jako przeczytane mogę, nawet częściej niż coś „polubić”. I jako osoba prowadząca parę stron internetowych chętnie skorzystam z nowych przycisków i osobiście się przekonam, jak wpływają na ruch.