100

Podobno kradniemy ebooki na potęgę. Podobno…

Legalne ebooki (w Polsce) niczym Yeti. Do takich wniosków mógłby dojść każdy, kto zapoznałby się z szacunkami Polskiej Izby Książki. Czy wynika to z faktu, że ebooki po prostu nie są w naszym kraju popularne i w ogóle stanowią mikroskopijną część rynku? Nie, to efekt piractwa. Czasem świadomego, a czasem wynikającego z niewiedzy. Jak wgląda procentowy podział na te grupy? Tego nie wiem, ale jestem pewien, że edukacja nie zaszkodzi i może przynieść więcej pozytywnych efektów niż polowanie na piratów.

Jak księgozbiór, to analogowy

Nim przejdę do kwestii piracenia, chciałbym zwrócić uwagę na pewną ciekawostkę pochodzącą z raportu Biblioteki Narodowej. Jakub pisał już o tym dokumencie, informował Was, że nie jest dobrze, bo Polacy nie czytają. Nie dotyczy to oczywiście wszystkich, ale pokaźna część społeczeństwa ucieka od słowa drukowanego. Straszna wiadomość? Co ciekawe, spotkałem się z różnymi opiniami specjalistów – jedni biją na alarm, lecz są i tacy, którzy w miarę spokojnie podchodzą do problemu. Oby ten spokój był uzasadniony…

Przejrzałem raport i w oczy rzucił mi się wykres dotyczący wielkości księgozbioru domowego. Obejmował on wyłącznie tradycyjne, papierowe książki. Dlaczego? Znam osoby, które odpowiadając na to pytanie musiałyby odpowiedzieć, że nie mają księgozbioru domowego. A w rzeczywistości posiadają czytniki zapełnione książkami. To są dziesiątki, setki tytułów. Tyle, że w formie cyfrowej. W tym przypadku trochę deprecjonowanej. A jeżeli cyfrowe książki, legalne ebooki są lekceważone w takim badaniu, to czy powinno nas później dziwić, że czytelnicy/klienci nie traktują ich tak, jak książki papierowej?

Legalne ebooki zdominowane przez piraty

Nocą, w radiowym serwisie informacyjnym pojawiła się następująca informacja:

Według szacunków Polskiej Izby Książki aż 97 procent e-booków pozyskiwanych jest w Polsce nielegalnie.

Przyznam, że byłem w szoku: 97 procent? Przecież to straszny wynik, wskazywałby na olbrzymi poziom grabieży. Sprawdziłem, czy dobrze usłyszałem, ale w wersji pisanej znalazłem tę samą liczbę. Wówczas stwierdziłem jednak, że źródło tych szacunków nie musi być do końca wiarygodne. Zagłębiając się w temat trafiłem na inne dane, wynika z nich, że książki z nielegalnych źródeł pozyskuje połowa czytelników. Owszem, nie ma sensu zestawiać bezpośrednio tych dwóch informacji, ale też trudno uwierzyć w to, że ta uczciwa połowa odbiorców odpowiada za jedynie 3% pozyskanych ebooków.

Drugi, ten bardziej prawdopodobny rezultat, pochodzi z akcji informacyjnej „Czytamy legalnie, a Ty?”. To akcja Virtualo, do której zaangażowano pisarzy i blogerów. Celem jest głównie walka z piractwem, ale sporą rolę odgrywa edukacja. Pomysłodawcy projektu informują np., co można robić z zakupionym ebookiem, a co jest zakazane. Przyznam, że wcześniej miałbym problem z odpowiedzią na pytanie, czy sprzedając czytnik z pakietem ebooków działam w pełni legalnie. Nie zastanawiałem się nad tym do tej pory, nie trafiałem na informacje dotyczące tej kwestii.

Nie trafiam też często na większe akcje, w których ebooki byłyby szerzej promowane, a wiedza na ich temat byłaby głośno i wyraźnie przekazywana. Nadal dominuje papierowa książka – nawet w raporcie, w którym narzeka się na stan czytelnictwa. Rozumiem, że jest bardziej popularna, że więcej sprzedaje się tradycyjnych książek, że pewną rolę odgrywają tu czynniki ekonomiczne. Nie ma sensu zaklinać rzeczywistości i przekonywać, że ebooki zdominowały rynek. Ale wrzucanie ich na boczny tor nie odmieni sytuacji. A pisarze i wydawnictwa nie poprawią swoich wpływów, jeśli będą te kwestie traktować po macoszemu.

Problem leży głównie po stronie nieuczciwych czytelników, ale ów brak uczciwości wynika często z niewiedzy i niezrozumienia. Ludziom trzeba wbijać do głów, że „cyfrowe” nie jest synonimem do „darmowe”. Tu jednak na wysokości zadania muszą stanąć wspomniane wydawnictwa, twórcy, ludzie sztuki (i biznesu). I nie mogą podchodzić do tego z pozycji siły, nazywać wszystkich złodziejami. Bo to nic nie da, może jedynie zrazić odbiorców. Trzeba raczej powtarzać, uczyć, wyjaśniać, przyzwyczajać. Pokazywać miejsca, gdzie można tanio lub za darmo zdobyć książkę w cyfrowej formie. Legalne ebooki muszą stać się bardziej widoczne. I zaliczać się do domowego księgozbioru…