31

Larry i Worms wracają do korzeni. Czy chodzi tylko o sentyment?

Sporo się ostatnio dzieje jeśli chodzi o ożywanie starych i lekko już zakurzonych tytułów, oraz wydawanie kolejnych edycji bardzo starego pomysłu dostosowując go do dzisiejszej technologii. Przyczyn takiego stanu rzeczy może być kilka, od ożywienia związanego z Kickstarterem, po odkrycie, że zarabianie na starszych i sentymentalnych graczach się po prostu łatwiejsze – wiem to po sobie, kupuję prawie każdy remake starego tytułu, z […]

Sporo się ostatnio dzieje jeśli chodzi o ożywanie starych i lekko już zakurzonych tytułów, oraz wydawanie kolejnych edycji bardzo starego pomysłu dostosowując go do dzisiejszej technologii. Przyczyn takiego stanu rzeczy może być kilka, od ożywienia związanego z Kickstarterem, po odkrycie, że zarabianie na starszych i sentymentalnych graczach się po prostu łatwiejsze – wiem to po sobie, kupuję prawie każdy remake starego tytułu, z którym wiążą się moje wspomnienia. Teraz czas na Larrego i nową część Worms.

Zacznijmy od robaków. Zaryzykuję stwierdzenie, że nie każdy przepada za tą grą, ale Ci którzy ją lubią wciąż w nią graja od czasu do czasu. Ten pomysł się po prostu nie starzeje. Co więcej, ubranie go na siłę w nowe szaty może nawet zaszkodzić. Moim zdaniem przeniesienie robali w 3D to była totalna pomyłka, przynajmniej jeśli traktować to jako kontynuację, a nie osobną markę. Nic nie zostało zachowane z pierwowzoru jeśli chodzi o grywalność. Po prostu trzeci wymiar nie jest potrzebny, tak jak w szachach czy planszówkach. Taki urok tego gatunku.

Całe szczęście Team17 wreszcie poszedł po rozum do głowy. Worms Reloaded powróciły do 2D i chociaż wielu uważa, że nie dorównały Armageddon, to można było pograć przez sieć ze znajomymi bez kombinowania. Wciąż jednak czegoś brakowało. Wreszcie doczekamy się kontynuacji, która ma szansę przywrócić robakom ich dawny blask.

Worms Revolution to wciąż robaki 2D, jednak wzbogacone o współczesne efekty specjalne i symulacje fizyki. To tak jakby do dawnych robaków dodać realistyczne wybuchy, symulację płynów i ognia. Mówiąc krótko, na to właśnie czekałem – ten sam rodzaj rozgrywki w nowoczesnej oprawie. Z resztą sami zobaczcie krótki filmik:

Gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości, czy nowe Wormsy dorównają swoim przodkom, jest kolejna bardzo dobra wiadomość. Eurogamer poinformował, że do ekipy Team17 dołączył twórca oryginalnych robali, który przez 14 lat był poza branżą gier – Andy Davidson. Na tym jego współpraca się nie zakończy, będzie rozwijał również nowe pomysły związane z grami.

„I left Team17 feeling I hadn’t finished what I wanted to achieve, but for professional reasons I knew I had to walk away. I’ve returned to scratch the creative itch that’s been bothering me for the last 14 years. (…) The engine and physics in Worms Revolution are awesome, the team have developed a truly landmark game. I’ll be lending them my insight to ensure that the game balance is true to the spirit of the brand.

Już nie mogę się doczekać efektów, jedno jest pewne, mają moje pieniądze. Tego tytułu z pewnością sobie nie odpuszczę.

Na tym nie koniec remake’ów. Kolejna pozycja jest darzona przeze mnie jeszcze większym sentymentem. Chodzi o pierwszą część Larrego, czyli Leisure Suit Larry in the Land of the Lounge Lizards. Była to jedna z pierwszych gier z jaką miałem kontakt. Okraszona specyficznym humorem przygodówka wymagała wprowadzania poleceń z palca i to w języku angielskim. W tamtych czasach więcej obserwowałem niż grałem samodzielnie, ale wiele elementów pamiętam do dzisiaj, tak jak muzyka, która potem zostaje w głowie na długo…

Najwyraźniej Al Lowe, który jest pomysłodawcą Larrego zainspirował się sukcesem studia Duble Fine i postanowił wystartować ze swoim projektem na Kickstarterze, ewentualnie studio, które podjęło się zadania postanowiło zrobić to samo i zwerbowało Ala. Do zebrania jest pół miliona dolarów i jeśli taką kwotę uda się uzyskać, powstanie Leisure Suit Larry in the Land of the Lounge Lizards Realoded. W założeniu będzie to dość wierne odtworzenie oryginału, z lepsza grafiką, nagranymi głosami aktorów i interfejsem dostosowanym do myszki i ekranu dotykowego. Minimalny wkład to 15$ i zapewnia nam kopię gry. Po więcej szczegółów zapraszam na Kickstartera, oraz do obejrzenie filmu promocyjnego.

W tym wypadku mam mieszane uczucia. Kolejny tego rodzaju projekt zaczyna budzić moje obawy. Chętnie zobaczę Larrego ponownie, jednak zastanawiam się czy kryje się za tym coś więcej niż tylko sentyment? Czy w takiego remake’a da się jeszcze z przyjemnością grać? Zastanawiam się również, czy jak starsi gracze nasycą swoja potrzebę powracania do przeszłości, ewentualnie zrozumieją, że tamte czasu już nie wrócą, czy finansowanie gier poprzez zbiórkę pieniędzy nie straci na impecie? Ludzie zaczną się obawiać wyciągania kasy na obietnice, które albo nie mogą być zrealizowane (czar tamtych lat już nie wróci), lub mogą, ale zwyczajnie zwykle nie są realizowane, bo uchwycić istotę grywalność sprzed 25 lat na dzisiejszym sprzęcie nie jest łatwo.

Tak czy owak wracanie do starych gier oznacza coś jeszcze. Technika to nie wszystko. Powstaje wiele pięknych technologicznych dem, które cieszą oko, ale nie niosą ze sobą żadnej rozrywki ponad to. Komputery o bardzo małej mocy obliczeniowej wymuszały na twórcach takie kombinowanie, żeby to co widzimy na ekranie nas przyciągało, ale nie mogli tego załatwić ani grafiką, ani muzyką. Potrzebna była koncepcja, dopracowana mechanika gry, humor, fabuła. Wszystko to, czego technika sama w sobie nie daje. Przypadek Worms 3D dobitnie pokazuje, że dorzucenie do tego miksu zdobyczy nowych technologii nie pomaga, czasem całkowicie zabija pierwotny pomysł. O ile jestem głęboko przekonany, że nowe robaki mają szanse ponownie nas oczarować, to być może są gry, których miejsce jest tylko w naszej pamięci, a ich wskrzeszenie będzie wiązało się tylko z rozczarowaniem, bez względu na starania twórców. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest fakt, że ludzka pamięć to nie nagrana kaseta z zapisem rzeczywistości. Wspomnienia podlegają ciągłej przemianie, pamiętamy rzecz tak jak chcemy je pamiętać, a nie takimi jakimi były naprawdę. Czasami zderzenie rzeczywistości z wspomnieniami jest skazane na bolesna porażkę.

A jakie jest wasze zdanie na ten temat? Warto robić powtórki ze wszystkich starych udanych tytułów? Może trzeba wybrać tylko niektóre według określonych kryteriów? Albo zamiast tego skupić się tylko na całkowicie nowych pomysłach i zostawić przeszłość tam gdzie jej miejsce? Jeśli macie tytuły które bardzo chwielibyście zobaczyć w nowej odsłonie, wpisujcie tytuły w komentarzach. U mnie w pierwszej piątce jest Carmageddon.