21

Ładowanie przewodowe vs bezprzewodowe. Dla mnie wybór jest prosty

Telefon Meizu Zero pośrednio spowodował, że o ładowaniu bezprzewodowym mówi się znacznie więcej niż dotychczas. Telefon ten zaproponował ideę sprzęty pozbawionego jakichkolwiek portów - nie znajdziemy w nim także żadnych fizycznych przycisków. Jedyna możliwość uzupełnienia w nim energii to właśnie wykorzystanie ładowarki bezprzewodowej.

Meizu Zero rozpoczął więc żywą dyskusję na temat ładowania bezprzewodowego – czy taka forma uzupełniania energii w smartfonie ma szansę na wyparcie tradycyjnego „kabelka”? Zastanawiam się jednak, dlaczego w ogóle chcemy rezygnować z któregokolwiek z tych rozwiązań – dotychczas wykorzystywana, atrakcyjna dla konsumentów koegzystencja obydwu form ładowania sprzętów mobilnych jest zwyczajnie korzystna.

Ale gdybym miał wybrać między ładowaniem przewodowym a bezprzewodowym…

Wybrałbym ładowanie przewodowe. Nie chciałbym zostać postawiony w sytuacji, gdy cokolwiek muszę „wybrać”, a niestety w nowych technologiach zdarza się to coraz częściej. Spójrzmy na to, co stało się z wejściem słuchawkowym – choć ostatecznie jego brak nie okazał się być tak bardzo uciążliwy (słuchawki Bluetooth to już naprawdę dojrzały rynek, z dobrymi urządzeniami). Mimo wszystko, nie widzę dobrego argumentu za tym, by pozbawiać użytkowników wyboru między Bluetooth a jackiem 3,5 mm. Oszczędność miejsca w konstrukcji? Bajdurzenie. Mimo całkiem szerokiego trendu na usuwanie złącza słuchawkowego w telefonach nikt chyba nie zauważył lepszego dysponowania miejscem przez producentów.

W czym ładowanie przewodowe jest lepsze od tego bezprzewodowego? Przede wszystkim – telefon na kablu w dalszym ciągu jest używalny, co więcej cały czas się ładuje. Położenie urządzenia na płytce ładującej to już sprawa wymagająca kompromisu. Podnosisz słuchawkę, odbierasz telefon – musisz przerwać ładowanie. Tradycyjna metoda uzupełniania energii ogranicza użytkownika jedynie długością kabelka.

Warto odnieść się także do czasów ładowania. Qualcomm w swoich układach stosuje obsługę kolejnych wcieleń QuickCharge. I rzeczywiście, czuć różnicę. Moja niezbyt młoda już Nokia 8 jest w stanie naładować się w 30 minut od 5 procent do około 60 procent dzięki mocniejszej ładowarce. Taki czas jest nieosiągalny dla ładowarek bezprzewodowych, choć standard Qi cały czas się rozwija i nie uważam, że dotarliśmy do kresu możliwości tej technologi. W tym momencie jednak należy orzec na niekorzyść bezprzewodowej ładowarki.

ładowanie bezprzewodowe

Dodatkowo, nieprawidłowe ułożenie telefonu na płytce ładującej może zwielokrotnić czas potrzebny do naładowania urządzenia. Ale – ten mankament dotyczy głównie tańszych ładowarek, które nie tylko nie charakteryzują się kosmicznie szybkimi czasami ładowania telefonów, ale i pewnymi brakami konstrukcyjnymi. Wada ta jest generalnie nieobecna w ładowarkach wiodących marek.

Nieprawdą jest natomiast to, że ładowanie bezprzewodowe szybciej niszczy baterię smartfona. To mit, który powstał… właściwie nie wiadomo kiedy, ale jest on powielany nie tylko w komentarzach pod tekstami dotyczącymi bezprzewodowego ładowania, ale również (niestety) w mediach przez copywriterów, którzy są w stanie pisać dosłownie o wszystkim i rzeczywiście to robią – bez dobrego researchu. Ktoś złośliwy powie, że większa jest szansa na to, że uszkodzicie port ładowania w telefonie wtyczką niż bezprzewodowe ładowanie szybciej „zabije” akumulator.

Niech konsument ma wybór

To dla mnie stwierdzenie – klucz w kontekście rozwoju technologii mobilnych. Gniazdo ładowanie jest wygodne, w miarę uniwersalne i… pewne. Co więcej, pozwala na skorzystanie z szybciej na razie techniki ładowania. Ale – bezprzewodowe ładowanie telefonu również może się przydać. Nie obraziłbym się, gdyby pozwolono mi ładować telefon przez całą noc na takiej płytce. Cieszyłbym się pewnie z szuflady na telefon w samochodzie, która pozwala na bezprzewodowe ładowanie telefonu (to już jest w niektórych autach!). W takich sytuacjach widzę potencjał również tego wynalazku.

Ale nijak nie mogę zrozumieć, dlaczego próbuje się na tym rynku likwidować pewne rozwiązania – po to, by proponować te „kosmiczne”, ale ogólnie mniej wydajne lub niekoniecznie wygodniejsze. Dlatego też cieszmy się, że na razie nikt nie myśli poważnie o takich sprzętach jak Meizu Zero.