Moje przemyślenia

Która kampania z FPS-owych hitów tej jesieni jest najlepsza?

PW
Paweł Winiarski
14

Lubicie tryby jednosobowe w FPS-ach i nie wiecie który hit tej jesieni wybrać? Skończyem wszystkie i chętnie Wam podpowiem.

Kampania? Te gry kupuje się dla multiplayera!

Ta teoria krąży od lat i w pewnym sensie się z nią zgadzam. Pierwszy Titanfall nie miał w ogóle trybu kampanii, w Battlefieldzie nawet jeśli się pojawiała, zawsze była w cieniu sieciowych walk na ogromną skalę, a w serii Call of Duty z każdą kolejną odsłoną była coraz gorsza. I to prawda - ludzie kupują te tytuły przede wszystkim dla rozgrywek sieciowych.

Należy jednak pamiętać, że jeśli jakiś element pojawia się w produkcie dostępnym na rynku, nie można dawać mu taryfy ulgowej. W przypadku trzech wymienionych gier - Battlefield 1, Call of Duty: Infinite Warfare i Titanfall 2 tryb opowieści jest elementem finalnego produktu i mamy prawo wymagać od niego tak samo dużo, jak od trybów sieciowych.

Titanfall 2>Infinite Warfare>Battlefield 1

Zacznijmy od Battlefield 1, w którego trybach sieciowych spędziłem tej jesieni najwięcej czasu. Oczywiście nie są idealne, ale skutecznie odciągały mnie od Overwatch, w którego gram nieprzerwanie od premiery. Kampanię starałem się jednak zaliczyć jak najszybciej mając nadzieję, że będzie tak dobra jak w Bad Company 2. I sam początek rozbudził we mnie duże nadzieje, było efektownie i intensywnie - niestety im więcej grałem, tym mój entuzjazm bardziej opadał. Battlefield 1 stara się opowiedzieć kilka historii, kilku rożnych osób. Sam zamysł jest świetny i teoretycznie powinien pokazać wojnę z kilku różnych perspektyw, dając graczowi jej tragiczny obraz. To się udaje, nie udali się natomiast bohaterowie - ci są nijacy, zapomniałem o nich za każdym razem przy rozpoczynaniu kolejnego rozdziału. Część miejscówek była źle przemyślanych, przez co pójście nie tą drogą, którą zaplanowali twórcy prawie zawsze kończyło się wirtualną śmiercią. I wreszcie wykorzystywanie znanego z trybów sieciowych mechanizmu przejmowania punktu. Naprawdę nie dało się wymyślić czegoś ciekawszego?

Po kampanii Call of Duty: Infinite Warfare nie spodziewałem się cudów i cudów nie dostałem. Wcześniejsze zaliczenie opowieści z Call of Duty: Modern Warfare Remastered przypomniało mi, że najlepiej poprowadzoną kampanię seria ma już dawno za sobą. Ta z Infinite Warfare nie jest idealna, ale nie jest też zła - wbrew obawom osadzenie opowieści w kosmosie wyszło całkiem nieźle. Szczególnie przypadło mi do gustu pieczołowite przygotowanie uniwersum, jego odpowiednio „realnego” klimatu, bez sterylnych statków i blasterków, które znamy z wielu obrazów science-fiction. Nie wszyscy bohaterowie zostali dobrze poprowadzeni - najbardziej ludzki wydaje się bowiem robot Ethan - niespodziewane, prawda? Kampania nie jest niestety prowadzona z tym samym natężeniem przez całą grę, a wprowadzenie misji pobocznych nie było najlepszym pomysłem.

Po opowieści w Titanfall 2 nie spodziewałem się niczego dobrego. Z jednej strony twórcy mają doświadczenie w fajnych, emocjonujących historiach. Z drugiej jednak zbudowali swój wirtualny świat tworząc grę sieciową, więc wszystko zaprojektowane pod kampanię może być jedynie dodatkiem tworzonym z ograniczeniami uniwersum jedynki. Tymczasem z całego jesiennego zestawieni hitowych FPS-ów to właśnie kampania z Titanfall 2 wypadła najlepiej, była najbardziej spójna, najlepiej poprowadzona i najbardziej efektowna. Dotknęła kilku ciekawych wątków związanych z rozwojem technologii (staram się nie spoilować), opowiedziała najciekawszą i najbardziej rozwiniętą historię - poszczególne wątki dodawała spokojnie, ale robiła to z wyczuciem, nadając całości coraz większej dynamiki. Jakby tego było mało grała trochę na emocjach - ale co najważniejsze - trzymała przy ekranie i nie chciała puścić.

Jeśli więc możecie tej jesieni wybrać tylko jeden premierowy FPS i stawiacie tylko na kampanię dla jednego gracza - skierujcie swoje oczy w kierunku Titanfall 2.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu