14

Kto rządzi w sieci i czy media nas ogłupiają?

Codziennie znajdujemy się w różnych społecznościowych sieciach. W realnym życiu otaczający nas ludzie zależni są od kontekstu. Dom, praca, znajomi choć czasami się przenikają są budują otoczenie, temat i klimat rozmów. W sieci jest kompletnie inaczej. Tutaj rządzi medium, to ono buduje kontekst. Wynikiem tego jest fakt, że sieci przyjmują bardzo specyficzne formy, w których […]

Codziennie znajdujemy się w różnych społecznościowych sieciach. W realnym życiu otaczający nas ludzie zależni są od kontekstu. Dom, praca, znajomi choć czasami się przenikają są budują otoczenie, temat i klimat rozmów. W sieci jest kompletnie inaczej. Tutaj rządzi medium, to ono buduje kontekst. Wynikiem tego jest fakt, że sieci przyjmują bardzo specyficzne formy, w których rządzi video, krótki tekst, albo zdjęcia.

Coraz to nowe serwisy są wertykalne skupiają się wokół muzyki (Last.fm, Spotify), lifestreamu (Twitter) zdjęć (Instagram), video (Youtube, Vimeo), tego gdzie jesteśmy (Foursquare). Do tego mamy tylko dwa serwisy horyzontalne (Facebook i Google Plus), które integrują pozostałe stanowiąc warstwę meta komunikacji.

Czy tak faktycznie się dzieje zapytałem Emanuela Kulczyckiego, który komunikację bada zawodowo, będąc pracownikiem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i blogerem.

Jak to jest z tymi sieciami społecznościowymi z Twojego punktu widzenia? Czy faktycznie jest sporo serwisów wertykalnych i klika klamer horyzontalnych?  

To, co nazywamy serwisami wertykalnymi, to nic innego jak stare „kółka zainteresowań” i grupy hobbystów. Kiedyś takie osoby spotykały się w domach kultury, kupowały te same czasopisma. Z czasem przeniesiono się na IRC-a czy do Usenetu. Serwisy horyzontalne w pewnym sensie są stosunkowo młodym tworem. Przede wszystkim dlatego, że dopiero od niedawna jesteśmy w stanie umożliwić tak szerokiej grupie użytkowników współtworzenie treści.
I tutaj pojawia się zasadnicza kwestia, o której mówiłeś: “rządzi medium, to ono buduje kontekst”. To, czy używamy serwisu horyzontalnego, czy werykalnego wpływa na nasze postrzeganie zamieszczanej tam treści. Naukowcy powiedzieliby, że jest to determinizm technologiczny, a ważna jest nie treść, ale samo medium – czyli serwis.

 jest to determinizm technologiczny, a ważna jest nie treść, ale samo medium

No ale czy nie jest tak, że jeśli jeden serwis (np. Facebook) da nam to wszystko, to zrezygnujemy z tych innych, bo będzie to… hmmm naturalne?

Raczej tak się nie stanie. Następuje takie zjawisko jak konwergencja mediów – okazuje się, że wszystkie są nam potrzebne! Kiedy pojawiło się pismo, mowa nie zanikła. Radio nie zlikwidowało książek. Henry Jenkins – amerykański badacz – pisał w książce Kultura konwergencji o micie czarnej skrzynki. Kiedyś nam się wydawało, że wraz z rozwojem technologii będziemy mieli jednego pilota do zarządzania wszystkimi mediami w naszym domu. I co się stało? Siadasz na kanapie, a na stole znajduje się “centrum zarządzania” w postaci pięciu takich pilotów. To samo jest z serwisami: jeden portal nie da Ci wszystkiego. Sami użytkownicy doprowadzają do takiej dywersyfikacji. Na Facebooku odsyłają do Google Plus – a o tym, że odsyłają, tweetują na Twitterze.

Czyli jak mówił kiedyś Maciek Budzich. Ludzie, którzy czytają bloga to jedna grupa, a ludzie, którzy oglądają vlog, o kompletnie inna grupa. Czyli jeśli chcemy zaistnieć w sensie medialnym powinniśmy być wszędzie?

Dokładnie tak. Jeśli celem jest dotarcie do jak najszerszej publiczności, to musimy pisać bloga, nagrywać vloga, nagrywać podcasty. Jeśli przyjąć perspektywę “medium” – to nie jest ważne, co umieszczamy w sieci. Ważne jest to, w jakim serwisie to robimy. A im więcej serwisów obsłużymy, tym dotarcie będzie większe.

Czyli ilość, nie jakość? Bo tradycyjne media się nam tabloidyzują, tracą na jakości.

Pytałeś o to, jak zaistnieć w sensie medialnym. Niestety treść nie ma aż takiego znaczenia. Oczywiście możemy powiedzieć, że jest bardzo ważna – i ja się z tym zgadzam. Teraz jednakże liczy się jedynie to, czy pojawiamy się na ekranie, na Facebooku i portalach plotkarskich. Tabloidyzacja mediów tradycyjnych jest nieunikniona. Pozostaje tylko stare pytanie: czy to media nas ogłupiają, czy dostosowują się do naszego poziomu? Trzeba jednakże pamiętać, że to pytanie jest nie do końca dobrze zadane: medium to tylko narzędzie. Tak jak nóż, fortepian czy butelka. To ludzie używają narzędzi, a nie odwrotnie. Co nie znaczy, że media nas nie zmieniają.

Dziś największą słabością mediów jest odbiorca. Gdy mówimy o tabloidyzacji mediów, to mówimy właśnie o tabloidyzacji odbiorców.

“Dziś największą słabością mediów jest odbiorca. Gdy mówimy o tabloidyzacji mediów, to mówimy właśnie o tabloidyzacji odbiorców. Na rynku nie można abstrahować od tego, czego chce widz” – powiedział Grzegorz Miecugow. Może więc porozmawiajmy o cyckach, a nie o komunikacji, bo więcej ludzi to przeczyta?

Dla mediów cycki są tematem, jak każdy inny. Podejrzewam jednak, że równie dobrze moglibyśmy porozmawiać o moim kocie albo o tym, co jadłeś wczoraj na obiad. To, że media się tabloidyzują, nie znaczy, że nie potrzebujemy wartościowej treści. Zwróć uwagę na popularność blogerów, jutuberów czy twórców podcastów. Czytelnicy, widzowie i słuchacze tych mediów odnajdują w nich nie tylko emocje, “autentyczność”, ale przede wszystkim treść. Oczywiście są blogi o niczym, ale jest wiele tych, jak je nazwałeś, wertykalnych – profesjonalnych i tematycznych. Ale one oczywiście nie przebijają się do mainstreamu. To nie jest możliwe, bo jak blog o kapslach od piwa ma się przebić? Nie wszyscy zbierają kapsle, ale wszyscy jedzą – dlatego blogi kulinarne są potencjalnie popularne na wstępie. I przez to łatwo popadają w tabloidyzację – mają ogromną konkurencję.

blogi kulinarne są potencjalnie popularne na wstępie. I przez to łatwo popadają w tabloidyzację

Czyli Antyweb ma szansę na przeżycie? Nie wszyscy kochają technologię, ale większość się nią jara?

Antyweb stoi na granicy serwisu wertykalnego i horyzontalnego. Zbiera bardzo szeroką publiczność, a jednocześnie pisze na wąski temat – bo technologia (chociaż wszyscy mamy z nią wiele wspólnego) nie jest czymś, co “jara” wszystkich. Ale dotyczy większości – to prawda. A czy ma szanse na przeżycie? Nie jestem wizjonerem.

Wracając do tematu. Przyszłość będzie taka, że nastąpi coraz większe rozdrobnienie i specyfikacja serwisów, czy to chwilowa tendencja? Wiesz, jest świeże i nowe to niech robi jedną rzecz, a za chwilę, zlepimy to w jedną całość? Może się to przecież stać w przypadku np. Instagrama.

Kiedy wielkie serwisy przekraczają masę krytyczną, czyli używa ich ogromna liczba użytkowników, stają się “częścią internetu”. Zobacz, dla wielu osób Google to synonim Internetu, równie wiele osób nie pamięta internetu sprzed czasów Facebooka. Wydaje mi się, że czeka nas jeszcze ekspansja wielu drobnych serwisów: tak jak to miało miejsce z czasopismami. W pewnym momencie pod koniec ubiegłego wieku mieliśmy mnóstwo czasopism na każdy temat. I co teraz z nimi się stało? W pewnym sensie przeżyły i funkcjonują w postaci tych serwisów wertykalnych w sieci.

Mój znajomy barman mówił kiedyś, że najważniejsze jest bycie jakimś, bo klient sam wybierze sobie czy w knajpie chce mieć piwo i muzykę, czy kobiety tańczące na rurach. Rozumiem, że to samo tyczy się serwisów, a później zadziała ekonomia?

Ekonomia, szczęście i darwinizm. Jednakże potrzebne jest dużo szczęścia. Spójrz na Google Plus – za serwisem stoi wielki gigant, a serwis jest pusty. Czego zabrakło? Niektórzy twierdzą, że użytkowników. Tylko, że Google robi wszystko, żeby ich do siebie przyciągnąć – ma do tego środki i narzędzia. To, czego nie robi, to nie tabloidyzuje (jeszcze) swojego serwisu i stawia na dobrą treść. Czy to jest dobra strategia? Dla mnie tak, a dla serwisu? Niekoniecznie.

Czyli pojawia się nam jak to często bywa efekt skali. Jeśli jesteś mały i robisz jedną rzecz, to możesz mieć szczęście i się wybić (Spotify), a jeśli masz rozmiar golema, to może Ci się nie udać?

Zgadza się: prowadząc blog niszowy, bardzo szybko zbierzesz całą publiczność i… zaliczysz szklany sufit. To jest cecha i cena serwisów tematycznych. Golem, jak go nazwałeś, musi mieć na uwadze potrzeby wszystkich potencjalnych użytkowników. A to jest trudne i tak naprawdę coraz więcej osób rezygnuje z takich serwisów: ilu masz znajomych, którzy wchodzą codziennie na Onet, WP czy Interię? Kilka lat temu to była “brama do internetu” – teraz są nią serwisy filtrujące i agregujące treść.

Nie mam pojęcia, czytam tylko wybrane RSS-y i szczerze mówiąc nie sprawdzam skąd jest ta treść. Jeśli mnie interesuje temat, to nie ma znaczenia. Czyli tracimy autorytety? Szybko podsumowując, mamy wertykalnie zorientowane serwisy, w których interesuje nas tabloidowa treść i horyzontalne sieci “znajomych”, które tę treść dystrybuują?

I wybierają za nas to, co czytamy. Niewiele osób używa RSS-ów, czy serwisów umożliwiających media curation – w ten sposób te osoby nie są w stanie do końca decydować, co czytają i oglądają. Robią to za nich owe horyzontalne sieci. A taka masa równa zawsze do najniższego poziomu.

Czyli będą same cycki, kotki, zbite psy, farmville i zaproszenia do kalendarza?

Powoli tak to zaczyna wyglądać, dlatego w edukacji formalnej i nieformalnej powinniśmy kłaść coraz większą uwagą na krytyczną ocenę informacji, a nie wkuwanie dat i nazwisk. Tylko ci będą w stanie przetrwać to przeładowanie informacji, którzy będą wiedzieli jak pozbyć się tych kotków, cycków i tabloidowych treści. Kiedyś mogliśmy liczyć na autorytety, które podpowiedzą nam: co czytać. Tylko, że te same autorytety nauczyły nas kwestionować autorytety. I pozostaliśmy sami w naszym informacyjnym farmville. Brakuje nam kompetencji medialnych.

autorytety nauczyły nas kwestionować autorytety i pozostaliśmy sami w naszym informacyjnym farmville

No tak, zobaczymy to pewnie w komentarzach poniżej, że się jakiś uczelniany kolo wymądrza. Tak już na sam koniec, hejt i trollowanie to brak edukacji medialnej? Nie wiemy, co mamy robić z internetem?

Tak, można to tak ująć. Dla mnie jednak hejt i trollowanie to przede wszystkim oznaka posiadania zbyt dużej ilości wolnego czasu. No chyba, że ktoś to robi, żeby zrealizować pewne potrzeby emocjonalne. Wówczas pozostaje tylko nie karmić trolla i poczekać aż sam odejdzie.

Emanuel Kulczycki – bloguje o nauce i bada nowe media. Zrobił doktorat z filozofii i projektuje komunikację. Na blogu „Warsztat badacza komunikacji” pisze m.in. o narzędziach internetowych wykorzystywanych w pracy badawczej i przekonuje, że każdy powinien mieć dostęp do wyników badań naukowych.