11

Kto jest winny? Smartfon czy człowiek?

Po raz kolejny miałem szansę usłyszeć to stwierdzenie: „kiedyś było lepiej”. W delikatniejszej formie brzmi ono: „kiedyś było inaczej”. Główne przesłanie pozostaje jednak zawsze takie samo i mówi ono, że dorastające pokolenie jest gorsze od poprzedniego. Sam wielokrotnie łapię się na tym, że dość szybko oceniam młodych wybierających konsolę ponad wyjście na boisko czy rozmowy […]

Po raz kolejny miałem szansę usłyszeć to stwierdzenie: „kiedyś było lepiej”. W delikatniejszej formie brzmi ono: „kiedyś było inaczej”. Główne przesłanie pozostaje jednak zawsze takie samo i mówi ono, że dorastające pokolenie jest gorsze od poprzedniego. Sam wielokrotnie łapię się na tym, że dość szybko oceniam młodych wybierających konsolę ponad wyjście na boisko czy rozmowy na Messengerze zamiast rozmowy twarzą w twarzą z osobami, z którymi właśnie przebywają.

Wieczór. Późny wieczór. Przygotowując się na następnym dzień postanowiłem mimo wszystko sięgnąć po telefon, który wyciszony spoczywał już na nocnej szafce. Pewna strefa buforowa musi istnieć i nie wyobrażam sobie sytuacji, w której do ostatnich minut, sekund przed uśnięciem będę wpatrywał się w ekran telefonu. Tym razem jednak przypomniałem sobie o jeszcze jedenym zadaniu, którego nie umieściłem na liście na dzień następny. Niedług później zorientowałem się, że zamiast kilkunastu sekund w Wunderlist, spędziłem dobre kilkanaście minut „przeskakując” pomiędzy Twitterem, otwartymi we Flynx stronami internetowymi, dwoma konwersacjami w Messengerze. Dodatkowo w Chrome czekała na mnie kolejna strona, z którą nie radził sobie Flynx.

To ja zawiodłem

Mógłbym zrzucić całą winę na telefon. Określić go mianem „smyczy”, której nie mogę się pozbyć i jestem zmuszony do wykonywania wszystkich czynności z nim związanych na cito. Trzeba sobie jasno jednak powiedzieć, że zawiodłem. Nie chciałbym nikogo urazić i porównać tak błahej sprawy do poważnych uzależnień, choć z pewnością zdaniem niektórych uzależnienie od smartfonu czu komputera jest jedną z takich chorób. Trudno jednak oprzeć się chociaż jeszcze jednemu gestowi swipe, by móc ujrzeć kolejne tweety, zdjęcia na Instagramie, wpisy na Facebook czy newsy w czytniku RSS. Gdybym jednak tego nie zrobił, nic wielkiego by się nie stało (do tego jeszcze wrócimy).

Poruszony przeze mnie temat powraca pod różnymi postaciami, jest przedstawiany na wielorakie sposoby, ale najczęściej wyciągane przez autorów poświęconych mu tesktów wnioski są takie same. Wyzbywanie się odpowiedzialności za swoje decyzje jest kolejnym aktem potwierdzającym problem, z którym się zmagamy. Bardzo fajnie odniósł się do tego na swoim blogu Janek Rybczyński, porównując nasze czasy z okresem, gdy zamiast telefonów w dłoniach ludzi znajdowały się na przykład gazety. Przytoczył on wiele argumentów, których użyłbym i ja sam, choć nie napiszę, że się z nim w zupełności zgodzę.

Zgodzę się, że zbijanie czasu na dworze mogło być korzystniejsze dla zdrowia i kontaktów społecznych, tylko, że to wychodziło przypadkiem, jako efekt uboczny, a nie jako cel sam w sobie. Żadne dziecko nie mówiło „wyjdę na dwór, to nabiorę tężyzny fizycznej i poznam nowych kolegów”, tak jak teraz żadne dziecko nie mówi „zmarnuję trochę czasu na Facebooku, gdy moje prawdziwe relacje z rówieśnikami umierają na moich oczach”.

9657863733_a7550f16f6_k

Sam dorastałem w okresie, gdy komputer w domu był czymś na porządku dziennym, a mimo to wciąż większość moich rówieśników wybierało aktywności na zewnątrz, zamiast przesiadywania przy biurku i toczenia „rozmów” na GG lub rozbudowywania floty w OGame (pamiętam też szał na The Crims i Freekicka/Hattricka). Do komputera zasiadało się w wakacje wcześnie rano, późnym wieczorem lub w deszczowy dzień, gdy wracało się przemoczonym do domu. Dokonywaliśmy wyboru. Nie wychodziłem na dwór tylko dla zabicia czasu, lecz w celu przeprowadzenia normalnej rozmowy, rozegrania prawdziwego meczu. Również dlatego, że było to dla mnie dobre, pod względem fizycznym. Nikt rzeczywiście nie przekraczał progu mówiąc, tu cytat z tekstu Janka, „„wyjdę na dwór, to nabiorę tężyzny fizycznej i poznam nowych kolegów”, ale prawdą jest, że to na dworze toczyło się prawdziwe życie towarzyskie i czyjaś nieobecność była momentalnie zauważana. Dziś brak aktywności przez kilka dni, tydzień, miesiąc na Facebooku spowoduje taką samą reakcję? Czy ktoś wybierze Wasz numer telefonu lub… zadzwoni domofonem?

Tu i teraz

Gdy w naszych kieszeniach pojawiły się telefony komórkowe nikt nie wysyłał setek SMS-ów do innych znajomych, lecz skupiał się na tym co dzieje się „tutaj”. Nie było tanio, owszem, ale wraz z pojawieniem się atrakcyjnych pakietów sytuacja nie uległa diametralnej zmianie. Po telefon sięgało się zazwyczaj w szczególnych sytuacjach – rozmowa z rodzicem lub znajomym… który niedługo powinien do nas dołączyć. Nie było tolerowane wpatrywanie się w wyświetlacz podczas wymiany zdań, gdyż druga osoba wstrzymywała swoje wypowiedzi do momentu podniesienia przez nas wzroku. Nie było idealnie, ale poprzeczka tolerancji w społeczeństwie w tej kwestii została podniesiona zbyt wysoko. Internet, na który składają się między innymi serwisy społecznościowe i tym podobne twory, daje namiastkę tego, co można doświadczyć w „realu”. Wypełnia on pewną lukę, ale tylko z pozorów. Daje ogromne możliwości, także kontaktu z innymi, ale nie może być zamiennikiem dla tradycyjnych relacji.

O przymuszonym urlopie bez telefonu przeczytałem ostatnio na blogu MyApple. Michał Masłowski w swoim tekście napisał:

Ciężko się żyje bez telefonu. W końcu po to mamy te wszystkie smartfony i ich zaawansowane funkcje, aby żyło nam się łatwej. Z drugiej jednak strony próbowałem podejść do sprawy tak, aby odnaleźć jakieś pozytywy całej sytuacji. Więcej czasu spędziłem z rodziną. Tak po prostu. Nie patrzyłem cały czas na mapę w telefonie, nie czytałem „niezwykle ważnych” newsów na Onecie, nie sprawdzałem, kto i co napisał na Twitterze i na Facebooku. I co się stało? Nic się nie stało.

7654478948_cbee4005d4_k

Dopóki sami tego nie sprawdzimy, nie zorientujemy się, że tak w rzeczywistości jest. Kiedyś na wyjazd na wakacje nie zabierało się komputera, nawet tego kieszonkowego, a o dostępie do Internetu można było jedynie pomarzyć – wszyscy wracali cali i zdrowi. Dziś taki „odwyk”, świadomy i zaplanowany, może okazać się ostatecznym krokiem w przyznaniu się do zmagań z problemem, ale jednocześnie i szansą na dostrzeżenie pewnych zależności, które umykają nam, gdy wciąż reagujemy na każde „piknięcie” jakie usłyszymy. Rozmowy na Messengerze coraz rzadziej rozpoczynają się od „cześć”, „hej” albo „witaj” – po otwarciu okienka konwersacji od razu przechodzimy do rzeczy. Jesteśmy w ciągłym kontakcie. Ze wszystkimi. Konrad Błaszak podsumował to w ten sposób:

Łatwość kontaktu z kimkolwiek sprawiła, że przywiązujemy mniejszą wagę do znajomości z konkretnymi osobami.

Kiedyś zasłyszałem takie powiedzenie: „Wszystko jest dobre dla ludzi, ale z umiarem”. Odnosi się ono do tak wielu spraw w naszym życiu, że gdy spróbujemy zrobić listę to okaże się, że zastosować je można w każdej sytuacji. Nie jest to nic górnolotnego, ani innowacyjnego. Każdy wie, że utrzymanie równowagi i balansu jest istotne we wszystkim co robimy, także w przypadku używania telefonu. To, że pozwala on na coraz więcej zastępując kolejne urządzenia nie oznacza, że musimy poświęcać mu coraz więcej czasu.

Tak na marginesie

Jeżeli w osiąganiu rezultatów pomoże ci metoda Pomidoro, bo sam nie potrafisz zorganizować sobie czasu na pracę i odpoczynek, to powinieneś po nią sięgnąć. Jeżeli w celu zwiększenia częstotliwości i intensywności treningu musisz skorzystać z opaski monitorującej twoją aktywność to ją kup. Jeżeli musisz zdać sobie sprawę z tego, jak często i jak długo korzystasz z telefonu dzięki aplikacji, która zobrazuje Ci te dane, to dlaczego nie? Do czego dążę? By opanować napływ powiadomień wybrałem smartwatcha, którego rolę można porównać do filtra – zerknięcie wystarczy, by móc zdecydować o tym, czy moja reakcja jest niezbędna w momencie pojawienia się notyfikacji, czy mogę do niej wrócić później. By częściej wstawać z fotela przy biurku ustawiłem powiadomienie na opasce UP24. Jeżeli cokolwiek sprawi, że będzie ci łatwiej podjąć jakąś decyzję, to nie miej skrupułów. Technologie istnieją dla nas, a nie my dla technologii.

Zdjęcia (Flickr) – autorzy: Ed Yourdon, Raffaele Esposito, Lars Plougmann.