151

Kto (i po co) kupuje w Polsce flagowe smartfony?

Pytanie zadane w tytule chodzi za mną od wczorajszego poranka. Tomasz w prasówce informował o starcie przedsprzedaży LG G5. Wiadomość zawierała cenę - nieco poniżej trzech tysięcy złotych. Wielkie zaskoczenie? Raczej nie, przecież smartfony z tej półki tyle kosztują. Tak było w przeszłości, tak jest i dzisiaj. Chociaż zdziwiony nie jestem, to zacząłem się zastanawiać, jaki odsetek Polaków kupi w najbliższym czasie ten model. Albo któregoś z jego konkurentów...

Flagowiec LG kosztuje blisko 3 tysiące złotych, topowe modele od Samsunga są droższe. Ale Koreańczycy jakoś nie wyróżniają się na tle konkurencji: HTC sprzedaje produkty za podobne pieniądze, Apple robi to jeszcze drożej. Kontynentalni Chińczycy są tańsi, lecz nie oznacza to, że sprzedają sprzęt za śmieszną kasę. We wszystkich tych przypadkach za flagowca trzeba zapłacić kilka tysięcy złotych. A ilu Polaków może sobie pozwolić na taki wydatek? Chyba mniej niż mógłby wskazywać szum wokół sprzętu.

Pod koniec 2015 roku średnia krajowa pensja wynosiła ponad 4100 złotych. Sęk w tym, że grubo ponad połowa pracujących rodaków o takich zarobkach może pomarzyć – zdecydowana większość zarabia mniej. Gdyby zatem ktoś z tej grupy chciał sobie kupić flagowca Samsunga czy LG w sklepie, krótko po premierze, możliwe, że jedna pensja by mu na to nie pozwoliła. Przy dwóch pewnie dałby radę, ale miałby problem – wcześniej pewnie umarłby z głodu. Dla przeciętnego Polaka wydanie kilku tysięcy złotych na telefon, nawet najbardziej inteligentny, to jakaś abstrakcja.

Wystarczy wpisać do Google frazy „smartfon do” lub „smartfon za”, by przekonać się, jakiego sprzętu poszukują ludzie nad Wisłą. Najwyższa podpowiedź to 1000 złotych, jest też 500 i 300, 3 tysięcy brak. Gdybyśmy przejrzeli wyniki sprzedaży operatorów czy sklepów z elektroniką, pewnie dowiedzielibyśmy się, że właśnie taki (tani) sprzęt schodzi najlepiej. W reklamach telewizyjnych, prasowych albo radiowych prezentowane są flagowce, owszem – ale ja częściej trafiam w nich na tańsze modele. Bo tego szukają klienci. Na to ich stać.

Ktoś powie: przecież nie musisz kupować w sklepie i za gotówkę. Można wziąć u operatora, można rozłożyć na raty. Jasne, można. Ale ktoś, kto zarabia 2 tysiące na rękę pewnie i tak nie skusi się na te opcje. Zwłaszcza, gdy posiada rodzinę. U operatora zapyta zapewne o smartfona za złotówkę i przyzwoity abonament, który nie będzie drenował kieszeni co miesiąc. Takie są realia.

Zastanawiając się nad tym, zadałem sobie jeszcze jedno pytanie: czy ci ludzie coś tracą? Czy my coś tracimy, bo sam też nie posiadam topowego smartfona. Używam dwóch starszych modeli, które po zestawieniu z nowymi urządzeniami za kilka tysięcy, wyglądają wręcz archaicznie (przynajmniej tak przekonują producenci). Ale działają i sprawdzają się nie tylko w dzwonieniu. Intryguje, czym producent mógłby mnie przekonać do wydania tych kilku tysięcy na nowy model i nie mogę znaleźć sensownej odpowiedzi. Może tutaj ktoś mi wyjaśni: po co Wam smartfon za 3 tysiące złotych, jeśli taki kupujecie? Czy przewaga, jaką ma nad tym kosztującym tysiąc, nawet 1,5 tysiąca, jest aż tak duża? Chodzi mi o codzienne użytkowanie a nie benchmarki.

Prawdą jest to, że my najczęściej piszemy właśnie o flagowcach. Powodów jest kilka: to im producenci poświęcają premiery, to one pokazują, w jakim kierunku może zmierzać branża, to one wskazują, kto ma lub może mieć silną pozycję na rynku. Ale to nie wszystko – piszemy o nich, bo wiemy, że Was to interesuje. Zastanawiam się jednak, czy śledzicie temat z czystej ciekawości, by mieć „oko i ucho na pulsie” czy też przymierzacie się do zakupu. Jeśli poprawna jest ta druga odpowiedź, to AW może się pochwalić majętnymi Czytelnikami. Tymi powyżej średniej…;)