42

Krytycznie o formule prezentacji Pecha-Kucha

Gościnny wpis autorstwa Marcina Rosada Śledząc różne spotkania pasjonatów internetu, zwróciłem uwagę, że bardzo popularna ostatnio stała się formuła prezentacji zwana „Pecha-Kucha” (czyli 20 slajdów po 20 sekund na każdy) Jest to zaczerpnięte chyba od nazwiska pomysłodawcy ale mi bardziej pasuje to jako określenie dobrze oddające niezbyt udaną formułę prezentacji. Moim zdaniem taka formuła to […]

Gościnny wpis autorstwa Marcina Rosada
Śledząc różne spotkania pasjonatów internetu, zwróciłem uwagę, że bardzo popularna ostatnio stała się formuła prezentacji zwana „Pecha-Kucha” (czyli 20 slajdów po 20 sekund na każdy) Jest to zaczerpnięte chyba od nazwiska pomysłodawcy ale mi bardziej pasuje to jako określenie dobrze oddające niezbyt udaną formułę prezentacji. Moim zdaniem taka formuła to „kucha” i „pech” dla prezentujących się osób.

Dlaczego tak uważam?

Jeśli jej ideą jest ograniczenie czasu prezentacji do 400 sekund (20 slajdów po 20 sek) to czy nie lepiej po prostu określić, że każdy ma do dyspozycji 6 min i 40 sek? Formuła P-K moim zdaniem zbyt mocno ingeruje bowiem w prezentację, zmuszając prelegenta do mocnego dopasowywania się do formuły – czasami nie zważając na specyfikę treści którą chce się przekazać. Wyobraźmy sobie, konieczność wyjaśnienia w prezentacji czegoś czego nie da się wyjaśnić na jednym slajdzie trwającym 20 sekund. Być może potrzeba na jeden slajd 1 minutę albo dwie a wg. P-K mamy na to 20 sekund. Czy trzeba sztucznie kombinować i robić 3 czy 6 takich samych slajdów, które co 20 sekund będą się zmieniać?

Prezentacja np. start-upu ma pokazać czym jest przedsięwzięcie i na czym polega jego siła i innowacyjność. Dlaczego nie dać więc autorom pełnej swobody w doborze formuły prezentacji? Dlaczego każe się im chodzić w kaloszach skoro chcą zaprezentować taniec towarzyski? Dlaczego mają stepować skoro chcą pokazać jak cicho potrafią chodzić na bosaka?

Naprawdę nie widzę żadnego powodu by stosować P-K chyba poza modą na stosowanie tej formuły. Fajnym wyjątkiem był Democamp gdzie po prostu było określone ile czasu ma prelegent i mocno było to przestrzegane. Tak więc da się ukrócić zapędy czasowe jeśli tylko się chce.