Kosmos

Kosmiczny dziki zachód. Czyli do kogo należą surowce spoza Ziemi?

Patryk Łobaza
Kosmiczny dziki zachód. Czyli do kogo należą surowce spoza Ziemi?
Reklama

Z roku na rok przybliżamy się do sytuacji, w której ludzkość będzie wydobywać surowce z innych ciał niebieskich i sprowadzać je na Ziemię. W ten sposób będzie można pozyskać nie tylko rzadkie surowce, ale nawet takie, które wcale u nas nie występują.

Łazik Perseverance od lat jeździ po powierzchni Marsa w poszukiwaniu interesujących próbek, które będzie można wysłać na Ziemię w celu badań. Nie jest to jednak jedyna misja przewidująca sprowadzenie materiałów z kosmosu na naszą planetę. Innymi przykładami są misje Hayabusa i Hayabusa 2 zorganizowane przez JAXA, czy seria projektów Chang'e, za którymi stoją Chiny. Z każdą taką inicjatywą jesteśmy coraz bliżej wydobywania i sprowadzania na Ziemię surowców na wielką skalę. Dlatego też warto zastanowić się, kto na tym zyska i czy rzeczywiście przestrzeń kosmiczna należy do całej ludzkości.

Reklama

Kosmos jest niczyj, ale surowce już mają właściciela

Gdy w 1969 roku Neil Armstrong postawił stopę na Księżycu, ludzkość zyskała nowy cel: podbój kosmosu. Dziś nie chodzi już tylko o flagi i naukowe misje, ale o prawdziwe pieniądze. Według NASA, asteroida Psyche 16 może zawierać metale szlachetne o wartości 700 kwintylionów dolarów – kwota tak absurdalnie wysoka, że gdyby podzielić ją między wszystkich ludzi na Ziemi, każdy byłby miliarderem.

Nic dziwnego, że Stany Zjednoczone, Luksemburg, Chiny i Zjednoczone Emiraty Arabskie już uchwaliły prawa, które pozwalają prywatnym firmom na wydobywanie surowców z kosmosu. W 2015 roku USA przyjęły Commercial Space Launch Competitiveness Act, który mówi wprost: kto wydobędzie, ten ma prawo zatrzymać. To nic innego jak zasada "kto pierwszy, ten lepszy", znana z czasów gorączki złota.

NASA

Międzynarodowe traktaty, takie jak Traktat o Przestrzeni Kosmicznej z 1967 roku, głoszą, że kosmos jest "własnością całej ludzkości" i żaden kraj nie może rościć sobie praw do ciał niebieskich. Ale czy to oznacza, że surowce też są wspólne? Tu zaczynają się schody.

Po pierwsze, Traktat Księżycowy z 1979 roku mówi, że korzyści z eksploatacji kosmosu powinny być sprawiedliwie dzielone, zwłaszcza z krajami rozwijającymi się. Po drugie, USA, Rosja i Chiny go nie podpisały, bo wolą model biznesowy: kto ma technologię, ten bierze. Nic dziwnego, w końcu są to kraje, które od lat przodują w eksploracji kosmosu, więc takie podejście jest dla nich najkorzystniejsze.

Kosmos jako dobro wspólne. Czy jesteśmy na to gotowi?

Pojawia się tu pytanie czy kosmos powinien być wspólnym dziedzictwem, jak oceany, czy też wolnym rynkiem, gdzie prywatne firmy mogą działać bez ograniczeń?

Z jednej strony zwolennicy globalnego zarządzania (np. ONZ) argumentują, że bez regulacji kosmos zamieni się w dziki zachód, gdzie bogate kraje i korporacje zagarną wszystko, a reszta świata zostanie z niczym. Mogą też powstać kosmiczne konflikty – np. o orbity czy złoża na Księżycu. Doprowadzi to do znanej już nam sytuacji, w której bogaci jeszcze bardziej się bogacą, a biedni — biednieją.

Po drugiej stronie barykady mamy przeciwników takiego rozwiązania, którzy twierdzą, że nadmierne regulacje zabiją innowacje. Gdyby w XIX wieku rządy zakazały prywatnym firmom budowy kolei, rozwój gospodarczy zostałby wstrzymany. Podobnie jest z kosmosem – jeśli firmy nie będą mogły czerpać zysków, nikt nie zainwestuje w eksplorację.

Reklama

Istnieje oczywiście trzecia opcja, lecz wymagałaby ona współpracy i zaangażowania, jakiego na Ziemi jeszcze nie byliśmy świadkami. W takiej konfiguracji prywatne firmy mogłyby wydobywać surowce, ale część zysków musiałaby trafić do globalnego funduszu. Inną możliwością byłoby stworzenie międzynarodowych konsorcjów, które zamiast rywalizacji doprowadziłyby do wspólnych misji wydobywczych, gdzie główne skrzypce grałyby kosmiczne supermocarstwa, ale byłyby zobligowane do dzielenia się surowcami z mniejszymi państwami, które w zamian pomagałyby w przeprowadzaniu misji, dostarczając komponenty do różnych sond i maszyn.

Czy jednak jesteśmy gotowi na taki poziom współpracy? Wątpię.

Reklama

Grafika: NASA

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Reklama