0

Od samego patrzenia na tę klawiaturę robię się nerwowy – tak powolnego wprowadzania tekstu jeszcze nie widzieliście

klawisze literki
Wygodna w obsłudze klawiatura to dla mnie podstawa. Dlatego patrząc na projekt FlopKey aż robię się nerwowy.

Niektóre projekty są tak… bez sensu, że ich byt najzwyczajniej w świecie mnie przerasta. I dzisiejsza „klawiatura” jest jednym z nich. Oczywiście nie mam złudzeń, że ktoś może traktować to poważnie — ale nawet patrzenie na powolne wczytywanie literek wygląda dla mnie jak tortura. Mimo że z ich nośnikami jesteśmy zaprzyjaźnieni od lat — i sentymentu mi nie brakuje.

Literka po literce, dyskietka po dyskietce

Pierwszym komputerem z którym spędziłem więcej czasu w moim życiu była Amiga CDTV. Nie jestem w stanie zliczyć jak wiele razy wkładałem i wyjmowałem z niej dyskietki — bo twardy dysk dla mojego sprzętu (właściwie do dziś) pozostawał w strefie marzeń. Ba, nawet grając w moje ukochane Mortal Kombat II unikałem Shang Tsunga i Jaxa, których wybór wymagał żonglerki aż do czwartego dysku. Wiele wspomnień i… sporo czasu zmarnowanego czasu – bo co by nie mówić, to bardzo żmudna praca. Dlatego widząc klawiaturę FlopKey która pozwala wprowadzać litery za pomocą pojedynczych dyskietek — denerwuję się na samą myśl, że ktoś wpadł na tak złowieszczy pomysł. Brzmi (i wygląda) to jak narzędzie tortur, sami zobaczcie:

Zobacz też: Jaka klawiatura będzie lepsza? Membranowa czy mechaniczna?

FlopKey działa w oparciu o stację dyskietek podłączoną do Raspberry Pi ze specjalnym skryptem, który odczytuje ich zwartość jako tekst. A twórcy tego projektu z piekła rodem przygotowali zestaw dyskietek dla caaaałego alfabetu, wykrzyknika oraz dwóch klawiszy specjalnych: spacji oraz shifta, który pozwoli wprowadzać zarządzać wielkością liter, które pojawiać się będą na ekranie.

Korzystałem w swoim życiu z kilkudziesięciu najróżniejszych klawiatur. Jedne wspominam z ogromnym sentymentem i po dziś dzień jest mi przykro, że zalałem je kubkiem gorącej herbaty, którego to nie przetrwały. Za innymi kompletnie nie tęsknię. Jeszcze inne, jak motylkowa w moim Macbooku Pro — jest świetnym przykładem źle zaprojektowanego produkt, który — kiedy działa, jest moim faworytem. Ale że, niestety, często nie działa jak powinien — nie bez powodu nazywany jest jedną z największych wpadek Apple ostatnich lat — na szczęście firma już się z nim pożegnała.

Niektóre hobbystyczne projekty intrygują, inne przerażają. Ten zdecydowanie należy do tej drugiej — i kiedy zdarzy Wam się narzekać na jakąś klawiaturę QWERTY z którą się zetkniecie w życiu, to pomyślcie o FlopKey i tym, że zawsze może być gorzej. Dużo gorzej. Foone Turing na swoim kanale ma przykład jeszcze jednej klawiatury z piekła rodem — i to w kształcie aligatora! Chociaż po materiale z tą opartą o wczytywanie literek w stacji dysków, ten kawałek plastiku wydaje się niezwykle wygodny, kuszący i szybki w obsłudze ;-).